Mundial jest nasz!
Zwycięski remis w dramatycznym spotkaniu z Austriakami dał Biało-czerwonym 19. awans na mistrzostwa świata. Po dwóch dekadach wrócą do Niemiec, gdzie narodziły się Orły Wenty sięgające po srebrny medal.
Piotr Jędraszczyk był zatrzymywany na wiele sposobów. Często bezskutecznie. Fot. Kacper Kirklewski/PressFocus
ELIMINACJE MŚ 2027
W niedzielę w olsztyńskiej Hali Urania reprezentacja Polski stanęła przed szansą wywalczenia 19. w historii awansu NA mistrzostwa świata, które w styczniu przyszłego roku rozegrane zostaną u naszych zachodnich sąsiadów. Po jednobramkowym zwycięstwie w Grazu Biało-czerwonym do awansu wystarczał remis oraz naturalnie zwycięstwo nawet w najskromniejszych rozmiarach. Wiedzieliśmy jednak, że to nie będzie łatwy mecz, tym bardziej że Austriacy odgrażali się, że poradzą sobie i z będącą przeciwko nim pełną halą, a przede wszystkim będącymi pod presją Polakami.
Presja i nerwy
W pierwszych minutach potwierdziło się, że nie były to czcze zapowiedzi. Goście szybko objęli prowadzenie i długo utrzymywali jedno-dwubramkową przewagę, którą w 20 minucie podwyższyli do trzech trafień. Nasi zawodnicy grali bardzo nerwowo, stawka meczu długo ich wręcz blokowała. Popełniali sporo niewymuszonych błędów, słabo bronili, a brak spokoju widoczny był szczególnie w ofensywie, gdzie tylko Szymon Sićko stawał na wysokości zadania. To był diametralnie inny mecz niż ten w Austrii, gdzie to nasi panowie posiadali inicjatywę, a rywale gonili wynik. W tej sytuacji trener Jota Gonzalez poprosił o czas. Niestety, po minutowej przerwie to zdeterminowani przeciwnicy dołożyli dwa kolejne gole. Sytuacja Polaków stawała się zła, a najgorsze było to, że nie mieli pomysłu na odwrócenie losów spotkania. Rozgrywali dużo słabsze zawody niż w środę. Po 30 minutach w dwumeczu byliśmy gorsi o 3 bramki od reprezentacji Oesterreich, a w grze naszego zespołu do poprawy było wszystko, poczynając od agresji i większej aktywności po jakość gry w obronie oraz w ataku.
Jastrzębski dał sygnał
Na szczęście kwadrans oddechu zresetował głowy naszych Orłów. Od początku drugiej odsłony zaczęli lepiej i mądrzej pracować. W 37 minucie był remis w dwumeczu, więc trener Iker Romero natychmiast poprosił o przerwę. Przyniosła efekt, bo nasz zespół ponownie był na trzybramkowym minusie. Poirytowany Jota Gozalez aż skakał ze złości, bo gdy jego wybrańcy z mozołem łapali kontakt, to prostymi błędami szybko marnowali wysiłek. Na szczęście kolegom pomagał Marcel Jastrzębski, zaliczając kilka ważnych interwencji. Nasz bramkarz dał sygnał, więc znakomity w niedzielę Piotr Jędraszczyk cudownym rzutem do pustej bramki przez całe boisko doprowadził do remisu (23:23 w 47 min), a po chwili uruchomiony przez Jastrzębskiego Michał Daszek dał nam pierwsze prowadzenie w meczu. Trybuny oszalały z radości, a goście znów poprosili o minutową przerwę. W tym momencie oglądaliśmy już zupełnie innych, mocno nakręconych Biało-czerwonych, niemniej końcówka zapowiadała niebywałe emocje, bo Austriacy nie zamierzali wywieszać białej flagi. Na 5 minut przed zakończeniem spotkania nasz selekcjoner poprosił o minutę oddechu, rozrysowując decydujące akcje, lecz dwa błędy sprawiły, że na 150 sekund przed końcem rywale odzyskali prowadzenie.
Będą rzuty karne?
Zapachniało rzutami karnymi; przy remisie w dwumeczu regulamin nie przewidywał dogrywki. Za moment równo i bezbłędnie prowadzący zawody sędziowie usunęli na 2 minuty Lukasa Herburgera, więc znów wszystko mieliśmy w swoich rękach, ale Kamil Syprzak przestrzelił „siódemkę”! Kolejny raz Austriacy mieli piłkę na awans, i wtedy - na 30 sekund przed syreną - rzut Tobiasa Wagnera obronił Jastrzębski. Tym razem ten istny rollercoaster szansę na zdobycie bramki dał Polakom. O czas poprosił nasz selekcjoner, a na akcję mieliśmy 13 sekund, czyli prawie „jedną Wentę”. I tak jak na MŚ w 2009 roku udało się ją wykorzystać, a bohaterem Biało-czerwonych został Daszek, który na sekundę przed końcem pewnym rzutem przesądził o naszym awansie na mundial.
Załamani Austriacy padli na parkiet, zalewając go łzami. Polakom kamień spadł nam z serca, a Urania odleciała. Jedziemy na mistrzostwa świata! Brawa Polacy! Dodajmy, że na MVP tego kapitalnego horroru został Jastrzębski, choć na brawa za walkę do końca zasłużyli wszyscy reprezentanci, z okrutnie poniewieranym przez rywali Jędraszczykiem i Sićką na czele.
Zbigniew Cieńciała
◼ Polska - Austria 30:30 (13:17)
POLSKA: Wałach, Jastrzębski - Moryto 4, Widomski 4, Jędraszczyk 8, Syprzak 3/1, Sićko 4, Czapliński 1, T. Gębala, M. Gębala, Olejniczak 1, Pietrasik 1, Daszek 4, Jarosiewicz, Tomczak, Jankowski. Kary: 4 min. Trener Jota GONZALEZ.
AUSTRIA: Moestl, Bergmann - Nigg 4, Frimmel 4/2, Hutecek, Wagner 4, Bilyk 4, Kofler 3, Mahr, Sager, Belos 2, Herburger 7, Żivković 2, Fritsch, Lastro, Miskovez. Kary: 10 min. Trener Iker ROMERO.
Sędziowali: Ramesh Thiyagarajah i Suresh Thiyagarajah (obaj Niemcy). Widzów 4030.
Przebieg meczu: 0:1 (2), 1:3 (4), 5:5 (10), 6:8 (13), 8:10 (15), 10:15 (26), 12:15 (28), 13:17 (30), 14:17 (31), 15:19 (34), 18:19 (37), 18:21 (38), 21:22 (43), 25:23 (48), 25:24 (49), 26:26 (51), 27:27 (53), 28:28 (55), 29:29 (57), 29:30 (58), 30:30 (60).
W pierwszym meczu 26:25; awans - Polska.
POD SZATNIĄ
◼ Jota GONZALEZ: - Ten mecz był naprawdę ważny, ponieważ dzięki niemu zakwalifikowaliśmy się na kolejne mistrzostwa świata. Zawodnicy starali się dawać z siebie wszystko. Jestem z nich naprawdę zadowolony. Było bardzo trudno, ponieważ Austriacy bardzo dobrze grali w systemie siedem na sześć i nie tracili piłek. Jestem szczęśliwy, mimo tego, że nie zagraliśmy tak dobrze jak w pierwszym spotkaniu. Być może to początek czegoś naprawdę dobrego...
◼ Piotr JĘDRASZCZYK: - To najszczęśliwszy remis w moim życiu, aż popłynęły mi łzy ze szczęścia... Atmosfera była niesamowita. Dzięki kibicom hala odleciała i mamy awans. To było coś niesamowitego. Za nami naprawdę ciężkie spotkanie. Austriacy postawili trudne warunki, dobrze się przygotowali, ale to my mamy zwycięski remis i jedziemy na mundial. Na razie o nim nie myślimy. Jest czas na radość.
◼ Michał DASZEK: - Ostatnia akcja wyszła nam perfekcyjnie, ja ją tylko wykończyłem. Rozegraliśmy ją po swojemu, wyprowadzając Austriaków w pole. To był fantastyczny mecz. Świetnie, że udało nam się awansować. Pracowaliśmy na to przez cały tydzień. Czuję ogromną radość. Wszyscy wierzyliśmy, że jesteśmy w stanie pokonać Austriaków i tak się stało. Wielkie brawa dla zespołu. Poprzednie mistrzostwa świata nie mają znaczenia, bo ten zespół się rozwija. Jesteśmy w bardzo mocnym składzie i głęboko w siebie wierzymy. Poza boiskiem jesteśmy fantastyczną ekipą ludzi, którzy świetnie się rozumieją. Na mistrzostwa pojedziemy urywać punkty faworytom i walczyć o swoje. Myślę, że buduje się coś fantastycznego.
(m)
