Morant błyszczał w Londynie
Ja Morant wrócił do składu Grizzlies i oczarował kibiców w stolicy Wielkiej Brytanii.
Ja Morant zagrał w Londynie znakomity mecz. Fot. Facebook Memphis Grizzlies
W niedzielnej kolejce największą uwagę przyciągał mecz w Londynie. To dziesiąte starcie sezonu zasadniczego w stolicy Wielkiej Brytanii, poprzednio, jeszcze przed pandemią, grali tam Washington i New York (2019). Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem na środku pojawiły się legendy, John Amaechi i Steve Nash. Ten pierwszy jest Brytyjczykiem, ten drugi to Kanadyjczyk, ale jego rodzina pochodzi z Wysp.
Przed czwartkowym meczem w Berlinie komisarz NBA Adam Silver wyraził rozczarowanie, że nie gra Ja Morant. - On ma ogromną rzeszę fanów na całym świecie i żałuję, że nie może grać – powiedział Silver. - Wciąż mam nadzieję, że będzie mógł zagrać kiedy będziemy w Londynie w niedzielę. Tak, jestem rozczarowany, że nie było go dziś na parkiecie, ale rozumiem, że jest kontuzjowany.
Rzeczywiście: Morant w Londynie pojawił się - najpierw na prezentacji i rozgrzewce, a potem wyszedł w pierwszej piątce Grizzlies.
Kibice powitali go ogromnymi brawami. Wydawało się, że jeden z najbardziej niesfornych graczy ligi w Europie nie zagra, pauzował w sumie 6 meczów, dodatkowo pojawiły się plotki, że niebawem zmieni klub. Tymczasem w Londynie Morant zagrał koncertowo - pewnie rzucał, znakomicie podawał, kierował zespołem. Jego gwiazda znów świeciła jak za najlepszych spotkań w karierze. W połowie drugiej kwarty Niedźwiadki miały już 33 punkty przewagi, a główna w tym zasługa 26-latka, który już do przerwy miał na koncie double double. Ostatecznie Grizzlies wygrali 126:109, a Morant uzbierał 24 punkty, 13 asyst i 5 zbiórek. Miał bardzo dobry procent skuteczności (7/13 z gry, 3/4 za trzy). - Sama możliwość grania w koszykówkę działa na mnie terapeutycznie i wiem, do czego jestem zdolny na boisku. Mogłem to pokazać w niedzielę i w zamian otrzymałem miłość od ludzi, którzy widzieli mnie grającego po raz pierwszy. To było coś wielkiego – wyjść na boisko i reprezentować Memphis. O to właśnie chodzi - mówił po meczu Morant.
Od obu drużyn pochwały zebrali Londyn, organizatorzy spotkania i kibice. - Londyn okazał się fantastyczny. Kibice byli wspaniali - chwalił Jamahl Mosley, trener Orlando. - To był mój pierwszy raz w tym mieście. Londyn bardzo mi się spodobał i na pewno tu wrócę - dodał Paolo Banchero, lider zespołu z Florydy (16 punktów, 8 zbiórek, 9 asyst).
W trakcie meczu nie zabrakło aktualnego kontekstu politycznego. W trakcie śpiewania hymnu USA przez aktorkę Vanessę Williams ktoś z widowni krzyknął "Zostawcie Grenlandię w spokoju". w odpowiedzi można było usłyszeć burzę braw...
Wyniki. Memphis - Orlando 126:109, Chicago - Brooklyn 124:102, Houston - New Orleans 119:110, Denver - Charlotte 87:110, Sacramento - Portland 110:117, LA Lakers - Toronto 110:93.
(p)
