Monstrualne liczby

Z DRUGIEJ STRONY - Michał Zichlarz

Dla futbolu rok piłkarskich mistrzostw świata jest tym, czym igrzyska dla lekkoatletów – to impreza najważniejsza, docelowa, która stanowi podsumowanie pracy, wysiłku przez lata. Mam nadzieję, że tak nastawieni są nasi reprezentanci. Tylko od nich zależy to, czy latem będziemy brali udział, po raz dziesiąty w historii, w święcie na stadionach Ameryki Północnej.

Przypomnijmy, w finałach XXIII MŚ są już 42 reprezentacje. Przedstawialiśmy je, szczególną uwagę zwracając na gwiazdy i trenerów, w ostatnich tygodniach w aplikacji „Sportu”. Jest jeszcze do zabukowania sześć miejsc – cztery w Europie i dwa w interkontynentalnym barażu. Wszystkich finalistów poznamy pod koniec marca. My najpierw musimy się uporać 26 marca z Albanią w Warszawie, a potem na wyjeździe z kimś z pary Ukraina/Szwecja. Łatwo nie będzie, ale mamy pozytywne doświadczenia z baraży, bo przecież w ten sposób awansowaliśmy do katarskiego mundialu (pokonanie Szwecji) i na niemieckie Euro (pokonanie Estonii i Walii).

Oby Janowi Urbanowi się powiodło. Jego nominacja na stanowisko selekcjonera ożywiła kadrę, poszliśmy do przodu, co widać po wynikach, grze i powolnym przesuwaniu się w górę rankingu FIFA. Mamy nadzieję, że po raz trzeci z rzędu zagramy z najlepszymi, a wcześniej z taką regularnością udawało nam się awansować tylko w złotych czasach na przełomie lat 70. i 80., kiedy aż cztery razy z rzędu zagraliśmy z najlepszymi, a było o t wtedy o wiele trudniej. Przecież do 1978 roku w MŚ grało ledwie po 16 zespołów, a potem przez cztery kolejne turnieje (1982-94) po 24. Teraz turniej rozrósł się do monstrualnych rozmiarów.

Właśnie, monstrualna liczba drużyn w finałach MŚ, monstrualne pieniądze wydawane na piłkarzy przez kluby… Przy przeglądaniu starych roczników „Sportu” – akurat z początku stycznia 1991 roku, a więc 35 lat temu – natknąłem się na informację o Diego Armando Maradonie. Jeden z najlepszych piłkarzy w historii światowego futbolu miał już na koncie i mistrzostwo, i wicemistrzostwo świata. Mogło być jeszcze lepiej, ale – jak zawsze powtarzał – FIFA zrobiła w finale włoskiego mundialu na złość Argentynie i musiały wygrać jednoczące się wtedy Niemcy.

Mniejsza o to. Maradona grał wtedy w Napoli, gdzie dziś jest patronem stadionu. W 1991 roku kończył powoli swój owocny, siedmioletni pobyt w ekipie z Kampanii, z którą wywalczył dwa tytuły mistrza Włoch. Zainteresowanie jego osobą wykazywał wtedy Juventus. Stara Dama była w stanie wyłożyć za wspaniałego piłkarza (grał jeszcze na MŚ 1994) 20 milionów dolarów. 20 mln dolarów! Taka kwota za jednego z najlepszych graczy w historii, a było to trzy i pół dekady temu. Teraz niewiele mniej wart jest raczkujący dopiero w ekstraklasie nastoletni Oskar Pietuszewski. Z całym szacunkiem dla młodzieżowego reprezentanta Polski i innych mu podobnych, ale teraz za 20 mln dolarów niewiele można kupić. Transfery tych najlepszych – a także „najlepszych”, o czym poniżej – idą już w setki milionów. Pokazuje to choćby przykład dwójki z Liverpoolu – latem ściągnięto za 100 mln funtów (134 mln dolarów) Floriana Wirtza i za 125 mln funtów (168 mln dolarów) Alexandera Isaka. Ten pierwszy przed kilkoma dniami strzelił pierwszego gola dla The Reds. Isakowi nie szło do tego stopnia, że… zainwestował w psa obronnego, bo zaczął otrzymywać pogróżki. Na wyszkolonego dobermana wydał około 35 tys. funtów, czyli 150 tys. złotych… Niestety, to monstrualne szaleństwo w futbolu chyba się nie skończy.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się