Moment przełomowy?

Jeśli wywalczony w niesamowitych okolicznościach awans do finału Pucharu Polski nie będzie punktem zwrotnym Rakowa pod wodzą Łukasza Tomczyka, to trudno sobie wyobrazić, co miałoby nim być.

Takimi obrazkami fani Rakowa nie są w tym sezonie zbyt często rozpieszczani. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

Raków zagra 2 maja na PGE Narodowym z Górnikiem Zabrze. To jak na razie największy sukces w karierze 37-letniego szkoleniowca, ale w późny czwartkowy wieczór przy Limanowskiego cała częstochowska drużyna wygrała prawdopodobnie znacznie więcej niż sam awans do finału. Wicemistrz Polski w końcu potrafił odrobić straty, zagrać ofensywnie i co najważniejsze – skończyć jako zwycięzca.

Ale to już było…

24 września ubiegłego roku Raków Częstochowa do przerwy przegrywał u siebie 0:2 z Lechem Poznań, w oczy coraz poważniej zaglądała mu strefa spadkowa, a niektórzy najchętniej zwolniliby Marka Papszuna jeszcze w przerwie tamtego spotkania, a było to jeszcze zanim sam postanowił odejść do Legii. W drugiej połowie Raków doprowadził do remisu, miał nawet okazje na zgarnięcie pełnej puli, a potem wygrał cztery kolejne mecze. Od tamtego momentu w kolejnych 19 spotkaniach Częstochowianie przegrali zresztą zaledwie trzy razy, biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki, a tamten mecz (w zasadzie jego przerwa) został uznany za założycielski ostatniego rozdziału klubu pod wodzą charyzmatycznego szkoleniowca.

Remontada

Łukasz Tomczyk, który naznaczony został jego następcą, na razie takiego meczu nie miał. Bilans (2-5-5) miał tak kiepski, że coraz więcej głosów mówiło o pomyłce przy jego zatrudnieniu oraz konieczności dokonania sprawnej zmiany. W przerwie czwartkowego meczu z GieKSą (0:2) wielu uznało, że ta misja powinna się zakończyć natychmiast, nie widząc progresu i pomysłu na wyjście z trudnej sytuacji. Nie wiemy, co szkoleniowiec przekazał swoim podopiecznym w przerwie (formalnie nie mógł wejść do szatni za czerwoną kartkę „zdobytą” jeszcze jako trener Polonii Bytom), ale nie minęły 4 minuty drugiej połowy, a na tablicy wyników już był remis. O tym co wydarzyło się później szczegółowo pisaliśmy w „Sporcie” wczoraj. Najkrócej pisząc, było to jedno z najbardziej szalonych spotkań w historii polskiej piłki, zakończone remisem 4:4 i wygranymi przez Raków rzutami karnymi 4:2. – W końcu ta ławka żyła, tak musicie reagować zawsze! – słychać było przy Limanowskiego jeszcze długo po ostatnim gwizdku. - Jak wygrywasz po meczu, gdzie przegrywałeś 0:2, wyrównujesz, potem jeszcze dwa razy prowadzisz, a na koniec są karne, to emocje są duże. Pewnie, że to może być przełom! Znajdujemy się w nie najłatwiejszym momencie i potrzebowaliśmy takiego meczu bardzo – mówił nam na gorąco po ostatnim gwizdku Zoran Arsenić, który w końcówce meczu dostał szansę na rehabilitację za fatalną postawę (czerwona kartka) w poprzednim meczu z Widzewem (1:1).

W Lublinie za ciosem

Jeśli drużyna Tomczyka będzie w stanie złapać formę na ligowy finisz, to biorąc pod uwagę nieprzewidywalność ekstraklasy w tym sezonie, być może będzie w stanie włączyć się jeszcze do walki o mistrzostwo. Obrona 2. miejsca, które w tym sezonie po raz pierwszy również premiowane jest eliminacjami Ligi Mistrzów, jest jak najbardziej realna. W niedzielę Częstochowianie udadzą się do Lublina na starcie z mającym zaledwie punkt mniej Motorem. - Takie jest życie sportowca, nieważne czy grało się 120 minut czy więcej, w niedzielę musimy dać z siebie wszystko i wygrać. Za to nam płacą, taka jest nasza praca. Ekstraklasa jest również dla nas bardzo ważna – dodał po meczu Oskar Repka.

Raków kolejny raz po meczu z Widzewem potrafił wstać z kolan, odrobić straty, a że tym razem zwycięzca musiał zostać wyłoniony – zameldował się finale. Raków zresztą jest specjalistą od Pucharu Polski. To jego czwarty finał w sześciu ostatnich edycjach, dwie z nich (2021, 2022) zostały wygrane. – Każdy piłkarz gra po to, aby zdobywać trofea. Cel jest jasny, stać nas na to, żeby w tej końcówce sezonu zrobić duże rzeczy – przyznał Łukasz Ocimek, zastępujący na ławce oraz na pomeczowej konferencji, asystent Tomczyka. Czy Raków już na dobre pójdzie za ciosem? Pierwsze odpowiedzi w niedzielę.

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się