Mogło być lepiej+Trener zdał egzamin

Kapitana Rakowa Milana Rundicia (z prawej) w rundzie jesiennej prześladował pech. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus


Mogło być lepiej

Mistrz Polski rozegrał jesienią rekordowe 35 spotkań! 


Żaden z polskich zespołów nie nagrał się jesienią tak dużo, jak ten spod Jasnej Góry. Zaczęło się 11 lipca od skromnej wygranej 1:0 z Florą Tallin u siebie w eliminacjach Ligi Mistrzów, a skończyło 17 grudnia ligowym starciem z Koroną Kielce, też wygranym w takim stosunku.

Jeśli chodzi o europejskie puchary, to przygoda Rakowa już jest skończona. Udało mu się wprawdzie zagrać w fazie grupowej Ligi Europy, ale wiele nie zwojował. Skończyło się na 4 punktach i tylko wygrana w Grazu była na plus. Gra nawet nie z czołowymi zespołami Starego Kontynentu, jak Sporting Lizbona czy Atalanta Bergamo, to dla mistrza Polski jednak jeszcze za wysokie progi.

Być może byłoby lepiej, gdyby nie plaga kontuzji, która dotknęła częstochowian. Wypadli podstawowi gracze, nierzadko liderzy zespołu i oczywiście swoich formacji. Dublerzy nie zawsze byli w stanie ich zastąpić, stąd wpadki i przykre porażki w lidze, jak choćby manto 1:4 z Lechem w Poznaniu pod koniec września, czy niedawna przegrana 2:4 w Białymstoku z wiceliderem Jagiellonią. O meczu z Atalantą, który wciąż mamy w pamięci, i w którym mistrz Polski też stracił 4 gole, nie ma już nawet co wspominać.

Z drugiej strony Raków ma jeszcze w tym sezonie sporo do wygrania, bo został mu mecz z 2. kolejki z kielczanami, a także ćwierćfinał Pucharu Polski z Piastem Gliwice. W ostatnich trzech edycjach PP częstochowianie za każdym razem byli w finale i dwukrotnie (2021, 2022) triumfowali.

Łącznie, licząc wszystkie 35 meczów w lidze i w pucharach, Raków przegrał aż 10. Wiosną, kiedy trener Dawid Szwarga będzie miał już do dyspozycji wszystkich zawodników, z Ivi Lopezem na czele, to aż tylu wpadek z pewnością nie będzie, a runda rewanżowa - jak to bywało w ostatnich latach - znowu może należeć do zespołu z Częstochowy!

Michał Zichlarz        

  


STRZELCY (35):

5 - Nowak, 4 - Zwoliński, 3 - Drachal, Kittel, Koczergin, Racovitan, Yeboah, 2 - Crnac, Jean Carlos, Papanikolaou, 1 - Plavsić, Sorescu, Svarnas;

samobójcze: Augustyniak (Legia), Malarczyk (Korona).


PLUS


Faza grupowa LE

Raków okazał się pierwszym polskim klubem, który w pucharowych rozgrywkach rozprawił się azerskim Karabachem Agdam. Wcześniej w rywalizacji z tym klubem poległy Piast Gliwice, Wisła Kraków, Legia Warszawa i rok temu Lech Poznań. Udało się dopiero drużynie spod Jasnej Góry. Otworzyło to drzwi do gry w fazie pucharowej europejskich rozgrywek. Z FC Kopenhaga - w decydującej fazie eliminacji Ligi Mistrzów - się nie udało, choć niewiele zabrakło, żeby być lepszym od Duńczyków. Została więc faza grupowa Ligi Europy. Częstochowianie wspinają się szczebel po szczeblu. Oby ta tendencja została podtrzymana w sezonie 2024/25.  

 

MINUS


Plaga kontuzji

Jak po przegranym 0:4 meczu z Atalantą Bergamo wyliczył Dawid Szwarga, tłumacząc pucharową klęskę i słabszy finisz roku, nie miał do dyspozycji rekordowej liczby aż siedmiu zawodników. Jeszcze przed rozgrywkami poważnego urazu nabawił się lider ataku i najlepszy strzelec Ivi Lopez. Długotrwałe urazy męczą też Adriana Gryszkiewicza i Daniela Szelągowskiego. Po operacji barku jest reprezentant Grecji Giannis Papanikolaou, przez dwa miesiące nie grał Łukasz Zwoliński, kłopoty cały czas miał lider formacji obronnej Zoran Arsenić, a zdrowotne dolegliwości trapią też Stratosa Svarnasa. Jakby tego było mało, na rozgrzewce przed starciem z Atalantą urazu nabawił się Milan Rundić… 

 



 Trener Dawid Szwarga od razu wypłynął na szerokie wody. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus


Trener zdał egzamin

Rozmowa z Januszem Bodziochem, byłym piłkarzem Rakowa w latach 1992-93 i 1994-97


Jak ocenić postawę mistrza Polski w pierwszej części sezonu? Pozytywnie, czy nie do końca, bo z jednej strony awans do fazy grupowej Ligi Europy, ale z drugiej sporo porażek, a także dość odległe miejsce w lidze. Jak na to patrzeć?

- Trzeba to wszystko podzielić na dwie części. W europejskich pucharach, jak na zespół, który po raz pierwszy grał w fazie grupowej, to naprawdę niewiele brakło, żeby awansować. Przy stanie 0:2 z Atalantą liczyłem, że coś się uda strzelić... Jak wiemy, tak się nie stało. Szkoda takiego meczu, jak ten ze Sturmem u siebie, bo gdyby wynik w tej konfrontacji był lepszy, to można by mówić o grze w pucharach na wiosnę.


A liga?

- Widzimy jaka jest nieprzewidywalna. Do „wielkiej czwórki” dokooptowały jesienią dwa zespoły, czyli lider Śląsk i wicelider Jagiellonia. Do tego są Legia, Lech, Raków i Pogoń. Częstochowianie mają jeszcze zaległy mecz. Jak zakończy się pozytywnym rezultatem, to będą mieli 35 punktów i szansę, żeby powalczyć wiosną, choć Śląsk ma już solidną przewagę. Raków pogubił sporo punktów. Umówmy się - mistrz Polski może przegrać 5-6 spotkań, ale w przypadku drużyny z Częstochowy przegranych jest za dużo. Bramek ma sporo, bo zdobył prawie dwie na mecz, ale za dużo stracił.


Możemy gdybać, ale jeśli nie byłoby kontuzji kluczowych graczy, jak choćby Ivi Lopez czy Zoran Arsenić, to...

- Dzięki tym graczom Raków na pewno byłby mocniejszy. Arsenić to ostoja defensywy, a Lopez już wcześniej pokazał, jaką jest wartością dla mistrza Polski. Szkoda, że jeden w ogóle nie grał, a drugi miał tak dużo przerw. Tych zawodników brakowało choćby w tych ważnych pucharowych meczach.


Czy Dawid Szwarga zdał egzamin na ławce trenerskiej?

- To dla niego pierwsza samodzielna praca. Właściciel klubu Michał Świerczewski dogłębnie to wszystko analizuje, u niego nie ma przypadkowych ludzi, jeżeli chodzi o zawodników czy trenerów. Klub jest prowadzony wzorowo. Zdecydował się na Dawida Szwargę, czyli na kontynuację, bo przecież dobrze znał zespół, pracując kilka lat jako asystent Marka Papszuna. Na pewno czymś przekonał właściciela, że taka rola została mu powierzona. Pierwsze pół roku trzeba ocenić pozytywnie. Przede wszystkim awansował do fazy grupowej Ligi Europy, gdzie - jak już wspomniałem - było bardzo blisko tego, żeby wiosną grać dalej. W lidze trochę punktów pouciekało, ale taka jest piłka.


Raków jesienią rozegrał rekordowe 35 meczów. Nasze kluby stać na to, żeby mierzyć się z takim wyzwaniem?

- Przy takim graniu kadra nie może być 20-, ale co najmniej 30-osobowa. Kiedy się jest w takim rytmie, trzeba mieć 20 graczy na bardzo dobrym poziomie. Od takiego grania się nie ucieknie, a może być tych spotkań jeszcze więcej, bo widzimy jak zaczynają wyglądać futbolowe kalendarze. Miejmy nadzieję, że „nałapiemy” trochę punktów w rankingu, zaczynać rozgrywki w późniejszych fazach, nie od pierwszych rund.


Jaka będzie wiosna dla Rakowa?

- Życzyłbym mu powtórzenia tego, co w zeszłym sezonie. Życzę mu dubletu. Łatwo na pewno o niego nie będzie, ale życzenia czasami się spełniają.


Rozmawiał Michał Zichlarz