Moc faworytów
Miało być uroczyście, odświętnie i z wielką pompą, a skończyło się farsą, bo deszcz pokrzyżował plany. Włosi, tak jak inni faworyci, stanęli jednak na wysokości zadania.
Nasi siatkarze w Sofii mogą liczyć na wsparcie fanów. Fot. cev.eu
W turnieju pokazali się już wszyscy najwięksi faworyci, czyli Bułgaria, Francja, Polska i Włochy. Nie zawiedli, wszyscy wygrali po 3:0. Najmniej przekonująco wypadli Trójkolorowi, którzy musieli się sporo napracować, by ograć walecznych Szwajcarów. Polacy bez kłopotu ograli natomiast Portugalię. – Rywale dobrze bronili, grali bardzo szybko i technicznie – ocenił Aleksander Śliwka, kapitan naszej drużyny. – Walczyli, starali się, naprawdę dali z siebie wszystko, natomiast my przede wszystkim patrzyliśmy na siebie. Byliśmy skupieni na tym, aby to nasza gra była na wysokim poziomie, bo wiedzieliśmy, że jeśli utrzymamy koncentrację i będziemy grać na swoim poziomie, to ten mecz wygramy – dodał.
Jako ostatni na parkiet z faworytów wyszli Włosi. Współgospodarz mistrzostw do inauguracji przygotował się bardzo starannie. To miało być wyjątkowe wydarzenie. Specjalnie na nie zbudowano otwartą arenę na centralnym Piazza del Plebiscito w Neapolu, tuż przy Pałacu Królewskim i Bazylice świętego Franciszka z Paoli. Po bokach boiska wzniesiono dwie imponujące trybuny, a trzecia, przeznaczona dla przedstawicieli władz, została ustawiona naprzeciwko oświetlonych w imponujący sposób pomników konnych Karola III Burbona i Ferdynanda I, króla Obojga Sycylii, wcześniej władcy Neapolu. To tam zasiedli m.in. prezydent Sergio Mattarella w towarzystwie córki Laury. Zanim jednak mecz mistrzów świata ze Szwecją zaczął się na dobre, siatkarze musieli zejść z boiska. Zaczęło bowiem padać, a obiekt nie był zadaszony. Mecz zaczął się więc z 25 minutowym opóźnieniem, a pierwszy set trwał ponad godzinę, bo był kilka razy przerywany. Ostatecznie udało się go dokończyć i gospodarze odnieśli pewną wygraną.
Wszyscy byli zachwyceni scenerią meczu, a agencja Ansa podkreśliła, że był to sukces i emocjonujący spektakl. Zaznacza się, że opady deszczu i niespodziewane przerwy nie popsuły nastroju i atmosfery radości. „Zanim jeszcze Włosi odnieśli sukces na boisku, Neapol pokonał przeciwności losu” - oceniła Ansa.
Biało-czerwoni po dniu przerwy, w weekend dwukrotnie wyjdą na parkiet. W sobotę zmierzą się z Izraelem (godz. 15.00), a w niedzielę z Macedonią Północną (18.00). I nie powinni mieć kłopotów z wywalczeniem kompletu punktów. - Wiem, że Izraelczycy mają dwóch ciekawych młodych przyjmujących. Jeden z nich zagra w przyszłym sezonie w Japonii w jednym klubie z Bartkiem Kurkiem w Tokio. Skupimy się na tym, aby ograniczyć ich skuteczność w ataku i spróbować zatrzymać ich naszym systemem bloku obrony. Natomiast nie graliśmy z tym zespołem przez wiele, wiele lat, dopiero więc na odprawie wideo poznamy szczegóły – stwierdził Śliwka.
(mic)
Wsparcie dla „herosów”
Wrzesień jest globalnym miesiącem szerzenia świadomości o nowotworach dziecięcych, a siatkarze reprezentacji Polski po raz kolejny solidaryzują się z najmłodszymi walczącymi z tymi ciężkimi chorobami. Na piątkowym treningu do koszulek mieli przypięte złote wstążki, symbol wsparcie „małych herosów”.
- Tym gestem chcemy zachęcić wszystkich ludzi do wspierania fundacji, które zbierają pieniądze właśnie na walkę z chorobami nowotworowymi u dzieci. Między innymi Fundacja Herosi, która jest z reprezentacją Polski od wielu lat i którą wspieramy – powiedział Aleksander Śliwka, kapitan biało-czerwonych.
Siatkarze regularnie odwiedzają małych pacjentów, jak choćby ostatnio przy okazji meczu towarzyskiego w Gdańsku z Finlandią. - Odwiedziliśmy hospicjum, więc jak możemy pomóc w jakikolwiek sposób, to zawsze chcemy. Uważam, że to jest fajne, jeżeli można dać uśmiech dzieciakom, nawet tylko swoją obecnością, czy pożartować wspólnie i to też ciebie tak sprowadza trochę na ziemię. Wówczas widzisz, że twoje problemy, jakie tworzysz sobie w głowie, może nie są takie ogromne, jak myślisz – dodał Artur Szalpuk, przyjmujący reprezentacji Polski.
