Młodzież wystrzelona w kosmos
W epoce Gierka – w latach 70. - władze w PRL budować chciały „drugą Japonię”. U progu kolejnej dekady do Kraju Kwitnącej Wiśni wysłano piłkarską młodzieżówkę, mającą... udawać reprezentację narodową.
Waldemar Obrębski (pierwszy z lewej) był także członkiem reprezentacyjnego sztabu Jacka Gmocha (w środku). Z prawej - Andrzej Strejlau. Fot. Halina Pindór/archiwum Sportu
Z lamusa
Dziwny to był czas, oj dziwny w polskiej piłce... Ryszard Kulesza właśnie stracił stanowisko selekcjonera w wyniku afery na Okęciu. Jej „bohaterowie” już wisieli, zaczynając odliczać czas do powrotu na zielone murawy. Antoni Piechniczek, niespełna czterdziestoletni szkoleniowiec wychowany w cieniu wielkich pieców huty Batory, mając w perspektywie za niewiele ponad trzy miesiące kluczowy mecz eliminacyjny do mundialu Espana'82 z NRD w jego rodzinnym Chorzowie, zaprosił pieczołowicie wyselekcjonowanych kadrowiczów na zimową harówkę pod Śnieżką w Karpaczu – choć powinien, według związkowych umów, polecieć z nimi do Japonii! PZPN-owi trudno było jednak zrezygnować z wynegocjowanych z gospodarzami dziesięciodniowego tournée, opłacanego przez nich i jeszcze „podsypanego” całą górą – no, przynajmniej z punktu widzenia siermiężnej gospodarki socjalistycznej – bezcennych po naszej stronie żelaznej kurtyny banknotów z wizerunkami amerykańskich prezydentów.
Nobilitowani po latach
„Zainteresowane federacje podpisały umowę na cztery gry w kategorii A, ale PZPN nie zamierzał (…) wysyłać tam najlepszych. Uznano, że na Japonię wystarczy ekipa Obrębskiego. (…) Bez żadnych skrupułów kierownik Paweł Byra podpisywał czterokrotnie oficjalne protokoły. Wysłano je do FIFA, a informacja o oficjalnym charakterze czterech spotkań została opublikowana w biuletynie FIFA News” - pisał najznamienitszy badacz dziejów naszego futbolu, nieżyjący już Andrzej Gowarzewski po latach od owego styczniowo-lutowego czwórmeczu japońsko-polskiego. A że jego zestawienie specjalną uchwałą Zarządu PZPN przyjęte zostało jako prawdziwe dzieje „reprezentatywki”, po owych (wielu) latach niektórym uczestnikom dalekowschodniej wyprawy przybyły po cztery występy w ich kadrowym dorobku; inni zaś – jak Marek Chojnacki czy Witold Sikorski, dla których były to jedyne występy pod szyldem seniorskiej drużyny narodowej - dopiero w tym momencie dowiedzieli się, że mają o sobie prawo mówić w kategorii „dorosłych reprezentantów”.
Oko w oko z Maradoną
- Potem od trenera Piechniczka dostałem jeszcze powołanie na mecz z Irlandią, a także na zachodnioniemieckie zgrupowanie poprzedzające mundial w Meksyku w 1986, ale nie dane mi było pojawić się na murawie w oficjalnym meczu – relacjonował nam Chojnacki. Jego losy w tym kontekście są zaiste zaskakujące, bo przecież przez dwie dekady był rekordzistą ekstraklasy pod względem liczby meczów w niej rozegranych. A jako młody chłopak zagrał w koszulce z „orzełkiem” ponad 100 meczów w kadrach juniorskich i młodzieżowych! Ba; opisywana tu styczniowa wyprawa do Japonii była dla niego – a także Jacka Kazimierskiego, Janusza Stawarza, Pawła Króla, Kazimierza Budy, Krzysztofa Frankowskiego, Jarosława Nowickiego, Mirosława Pękali, Krzysztofa Kajrysa i Krzysztofa Barana – drugą do tego kraju w odstępie kilkunastu miesięcy. W 1979 roku to tam odbyły się mistrzostwa świata dwudziestolatków, które naszym przyniosły nie tylko czwarte miejsce (!), ale też szansę zagrania w grupie przeciwko królowi snajperów, Diego Armando Maradonie.
Glony wielce smakowite
Zupełnego zaskoczenia krajem i japońską rzeczywistością więc (niemal) nie było. No, może z jednym wyjątkiem. „W Nagoi Waldek Obrębski był z wizytą w jednym z japońskich domów. Posadzono go w kucki przy niskim stole. Nogi trzymał w jakimś zagłębieniu, które po jakimś czasie zaczęło go... przyjemnie grzać. Okazało się, że pod dywanem jest minigrzejnik, bo – zdaniem gospodarzy – wszystkie choroby zaczynają się od nóg” - dalekowschodnie zapiski przywoływanego już wcześniej Pawła Byry cytował 45 lat temu na łamach „Sportu” warszawski korespondent naszego dziennika, Michał Listkiewicz. Z notatek kierownika reprezentacji dowiadujemy się także, że hitem kulinarnym w kadrze okazały się „wielce smakowite” sałatki z glonów, a problem zawodnikom sprawiła pożegnalna kolacja, do której podano im wyłącznie pałeczki zamiast klasycznych sztućców.
Pół tysiąca kilometrów co do sekundy
- Generalnie Japonia była dla mnie kosmosem! - opowiadał mi kiedyś z emocjami Piotr Rzepka. - Plasowała się jeszcze dwie półki wyżej niż kraje zachodnie, do których zdarzało mi się wyjeżdżać wcześniej z kadrą juniorską. Przykładem był rozwijający prędkość niemal 350 km/h pociąg Shikansen. - Nie sama prędkość nas jednak szokowała, ale fakt, że trasę pół tysiąca kilometrów pokonywał zgodnie z rozkładem, co do minuty – uśmiechał się Chojnacki.
- No właśnie. Pociąg, którym ja jechałem na zgrupowanie kadry przed wylotem do Japonii, spóźnił się... osiem godzin – dopowiada Rzepka.
Dwanaście kolorowych kanałów
Nieznanych w siermiężnym świecie socrealizmu udogodnień dla szarego człowieka – w kapitalizmie pełniącego oczywiście rolę klienta – było dużo więcej. - Podziemna kolejka, w którą wsiedliśmy na lotnisku „Narita”, dowiozła nas... niemal pod drzwi windy hotelu, w którym spaliśmy – to jeszcze raz Piotr Rzepka. A propos; znów zapiski Byry: „Hotel bardzo elegancki. W każdym pokoju telewizor. Chłopcy oczywiście od razu włączają: 12 programów, każdy w kolorze! Jeden z programów wyłącznie sportowy, non-stop lecą walki sumo, mecze baseballu”... Nie dziwcie się tym notkom; w PRL radzieckie telewizory kolorowe „Rubin” płonęły częściej niż harcerskie ogniska w lecie (i w lesie), programy były tylko dwa, a serwowano w nich (przykład z 25.01.1981) następujące atrakcje: „14.05 Sergiusz Rachmaninow — III Koncert fortepianowy; 15.05 Sportowy magazyn sprawozdawczy; 16.20 „Jak wydać naszą mamę za mąż” - film fabularny prod. NRD; 17.55 Teatr Poniedziałkowy: Enn Vetemaa - „Pomnik”; 19.10 Przemówienie ambasadora Indii; 19.30 Dziennik”.
Były atrakcje w TV, były i na ulicach. Wszystko – jako się rzekło – pod klienta. Marek Chojnacki: - W sklepie z elektroniką podaliśmy jedynie nazwę hotelu. Zanim zdążyliśmy do niego wrócić, już dostarczono do pokoi zakupione przez nas magnetofony. To był rarytas wtedy w Polsce niedostępny!
Szybkość kontra taktyka
Polacy wygrali wszystkie cztery mecze, choć – jak podkreślał ich selekcjoner – wszystkie... za wysoko. „Zespół japoński górował nad nami szybkością, skocznością, agresywnością. Przegrywaliśmy z gospodarzami walki o górne piłki, choć z reguły byli od nas niżsi. Dwie z trzech straconych przez nas bramek padły po strzałach głową” - cytowaliśmy Waldemara Obrębskiego u progu lutego 1981, po powrocie drużyny do Polski. A Chojnacki parę dekad później z tamtą opinią się zgadzał. - Sprawiali wrażenie, jakby biegali dwa razy szybciej od nas. Natomiast byli od nas słabsi taktycznie i technicznie, stąd nasze zwycięstwa – mówił.
Niedokończona historia
Spośród uczestników japońskiego tournée, na mundial do Hiszpanii półtora roku później pojechali tylko Jacek Kazimierski i Waldemar Matysik, ten drugi został jednym z bohaterów naszej ekipy. W sztabie Antoniego Piechniczka był też – jako spec od analizy rywali – Waldemar Obrębski. Kto wie, czy ten utalentowany szkoleniowiec nie zostałby następcą legendarnego trenera z Chorzowa. Los chciał jednak inaczej. Po nieudanych dla Biało-czerwonych eliminacjach igrzysk olimpijskich w Los Angeles, Obrębski wyjechał do pracy w Australii. 26 stycznia 1985 – w wieku 41 lat – zmarł tamże w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym.
Dariusz Leśnikowski
25.01.1981, Tokio◼ JAPONIA – POLSKA 0:2 (0:2)
0:1 – Buda (9), 0:2 – Nowicki (25).
POLSKA: Kazimierski – Chojnacki, Walczak, Ostrowski (46. Frankowski), Geszlecht – Rzepka (46. Pękala), Matysik, Buda – Nowicki (46. W. Sikorski), Baran (68. Janikowski), Okoński.
◼ JAPONIA – POLSKA 2:4 (2:2)
1:0 – Hasegama (9), 1:1 – Kajrys (15), 1:2 – Janikowski (34), 2:2 – Komatsu (37), 2:3 – Janikowski (82), 2:4 – Baran (87).
POLSKA: Stawarz – Chojnacki (46. Rzepka), Geszlecht, Ostrowski, Król (65. Frankowski), – Kajrys (75. Pękala), Matysik, Buda – Pałasz, Janikowski, Nowicki (46. Okoński).
◼ JAPONIA – POLSKA 1:4 (2:2)
0:1 – Walczak (3), 0:2 – Buda (5), 1:2 – Meada (7. karny), 1:3 – Baran (41), 1:4 – Rzepka (66).
POLSKA: Kazimierski (46. Stawarz) - Chojnacki, Walczak, Matysik (46. Geszlecht). Ostrowski - Kajrys (46. Rzepka), Buda (56. Pękala), Frankowski - Nowicki, Baran (46. W. Sikorski), Okoński.
◼ JAPONIA – POLSKA 0:3 (0:1)
0:1 – Pękala (31), 0:2 – Sugamata (83. samob.), 0:3 – Okoński (90).
POLSKA: Kazimierski – Chojnacki (46. Ostrowski), Walczak, Geszlecht, Frankowski (62. Matysik) – Pękala, Buda, Rzepka (46. Kajrys) – Baran (33.Nowicki), Janikowski, Okoński.
