Mistrzowska przymiarka
KOLARSTWO
Czy Meksykanin zademonstruje taki ukłon także na mistrzostwach świata? Fot. Grands Prix Cyclistes
Isaac del Toro, wygrywając w wielkim stylu Grand Prix Montrealu, stał się jednym z najpoważniejszych kandydatów do zdobycia tęczowej koszulki. Rywalizacja o nią odbędzie się za niecałe dwa tygodnie na tych samych wymagających rundach, które w niedzielny późny wieczór polskiego czasu zawodnicy pokonywali w drugim co do wielkości mieście Kanady.
22-letni Meksykanin na finiszowych metrach nie dał szans innemu młodemu i także już świetnie jeżdżącemu kolarzowi, ledwie 19-letniemu Paulowi Seixasowi (Decathlon CMA CGM). To właśnie Francuz był tym, który zaatakował na ostatniej pętli, a tylko del Toro udało sięgo dogonić. Potem ta dwójka zgodnie współpracowała, wypracowując bezpieczną przewagę nad rywalami, żeby w końcówce powalczyć o prestiżową wygraną.
– Zespół dał mi możliwość walki o zwycięstwo. Ono jest ich zasługą – chwalił kolegów z UAE Team Emirates-XRG Meksykanin, który... nie był zadowolony ze swojej dyspozycji. – Nie czułem się najlepiej, czegoś mi brakowało, ale bardzo pomogła mi drużyna – podkreślał. – Teraz wygrałem, ale nie uważam się za faworyta mistrzostw świata, bo to będzie zupełnie inne ściganie. Liczę jednak wtedy na dobre nogi i jeśli uda mi się znaleźć w dobrej pozycji, spróbuję zostawić swój ślad na trasie – zapowiedział del Toro.
Dobrego dnia w Montrealu – jak sam stwierdził – nie miał także inny z głównych kandydatów do złota, Remco Evenepoel (Red Bull-BORA-hansgrohe), który dwa dni wcześniej triumfował w Grand Prix Quebecu. – Nie w pełni zregenerowałem się po ogromnym wysiłku w końcówce piątkowego wyścigu. Do tego doszły trudy wczorajszej amatorsko zorganizowanej podróży, choć wszyscy byli w tej samej sytuacji – wyliczał Belg, który w niedzielę mimo zmęczenia i rozdrażnienia zajął piąte miejsce. – Lepiej mieć gorszy dzień teraz niż za dwa tygodnie podczas mistrzostw świata – podsumował 26-latek.
W Kanadzie startowali także Polacy. Michał Kwiatkowski (Netcompany INEOS) i Filip Maciejuk (Movistar) nie dojechali jednak do mety ani w piątek, ani w niedzielę, z tym ten pierwszy w drugim wyścigu zabrał się do ucieczki dnia.
(g)
