Mistrz traci przewagę
Brady Kurtz wygrał trzecią rundę IMŚ z rzędu, czym dystans do Bartosza Zmarzlika zmniejszył do trzech punktów.
Podium bez Bartosza Zmarzlika?! To jakieś żarty.. Fot. Mariusz Kraszewski/PressFocus
Mariusz Rajek z Rygi
GRAND PRIX ŁOTWY
Stolica Łotwy po raz trzeci gościła najlepszych żużlowców świata i po raz trzeci gospodarze mogą mówić o organizacyjnym sukcesie. Dostawili dodatkową trybunę, sprzedali wszystkie bilety, pojawili się kolejni lokalni sponsorzy, a wspierany przez tysiące kibiców Andrzej Lebiediew otarł się o zwycięstwo. Brakowało tylko mijanek na torze. Pierwszą odnotowaliśmy w... 14. wyścigu, gdy Dan Bewley po przy krawężniku wyprzedził Mikkela Michelsena. Dwa wyścigi później byliśmy świadkami pierwszego udanego ataku po zewnętrznej, gdy Bartosz Zmarzlik pokonał nieźle radzącego sobie Dominika Kuberę.
Kto nie ryzykuje...
Z polskiej perspektywy najważniejsza była postawa pięciokrotnego mistrza świata Bartosza Zmarzlika i jego rywalizacja z rewelacyjnym Bradym Kurtzem. Po rundzie zasadniczej prowadził Polak i wspólnie z Lebiediewem zapewnił sobie bezpośredni awans do finału. Australijczyk musiał przebijać się przez półfinał, ale w decydującym wyścigu wykorzystał zamieszanie spowodowane przez Fredrika Lindgrena. - Brady ma świetny sezon, ale sprawa tytułu jest otwarta. Bartek zaryzykował, bo w finale jak tego nie robisz, nie wygrywasz. Nie zdążył dojechać do najlepszej ścieżki, a na tym torze nie było miejsca, żeby się przeciskać. To ciągle są trzy punkty przewagi, do luksusu się człowiek szybko przyzwyczaja - podsumował trener żużlowej kadry, Rafał Dobrucki.
- Nie pojechałem idealnie w pierwszym łuku i tyle - tak krótko Zmarzlik podsumował czwarte miejsce w finale. .
Pokrzywdzony Kubera
Wiele wskazywało, że będzie to bardzo udany turniej dla Dominika Kubery. Poza pierwszą serią był szybki, w 16. biegu przez trzy i pół okrążenia prowadził przed Zmarzlikiem. Do półfinałów przystąpiłby zapewne z lepszej pozycji, gdyby nie Lindgren, który bezceremonialnie go wypchnął i pozbawiając szansy na punkty w 18. wyścigu. Błąd Kubery polega na tym, że się... nie przewrócił. Gdyby zaliczył kontrolowany upadek zapewne miałby szansę w powtórce. - Staram się szanować swoje i rywali zdrowie, a co miałem zrobić? Odbiłem w prawo, zostałem uderzony i wylądowałem w mazi, w której motor stawał. Rozumiem, że nie gramy w szachy, ale takie biegi powinny być powtarzane - denerwował się po zawodach.
- Wyścig bezapelacyjnie do powtórzenia w czwórkę, ale presja szybkiego przeprowadzenia zawodów przez nawracający deszcz widocznie wzięła górę - również Dobrucki nie miał wątpliwości. - Mam nadzieję, że następna GP we Wrocławiu to będą to świetne zawody, dużo ścigania. Brady pojedzie na swoim domowym torze, ale Bartek też go bardzo lubi - dodał trener kadry.
- Kurtz ma po prostu idealny sezon. Bartek to jednak zawsze Bartek, on staje na wysokości zadania w każdej sytuacji. W finale miał dobry start, ale podobnie jak mnie niczym z kapelusza wyskoczył mu "Fredi", a na tym torze nie dało się wyprzedzać - skwitował Kubera.
Szacunek dla kibica
Zawody po dziewięciu wyścigach zostały przerwane na ponad godzinę z powodu intensywnego deszczu. Pech chciał, że chmura zawisła nad stadionem, a dookoła świeciło słońce. Co warte odnotowania, kibice w czasie ulewy kierowali się na wyższe sektory ośmiu pojedynczych trybun w niespotykanej nigdzie indziej konstrukcji stadionu, ponieważ tylko ich górna część miała zadaszenie. Gdy opady ustały i powracali, czekała na nich pani z ręcznikiem papierowym do przetarcia siedzisk. Niby niewiele, ale pokazuje wymiar dbałości o kibica.
Czeska niespodzianka
Niespodzianką zakończyła się piątkowa, druga odsłona SGP2, czyli mistrzostw świata juniorów. Zwyciężył Czech Adam "Buba" Bednar, który podczas pierwszej odsłony w Malilli zajął dopiero trzynaste miejsce i niewiele wskazywało na to, że włączy się do walki o medale. Kluczem do sukcesu okazała się odważna jazda zawodnika Stali Gorzów po zewnętrznej. Tor po opadach deszczu nie należał do najbezpieczniejszych i większość żużlowców w odróżnieniu od Czecha raczej nie szukała szybkości po szerokiej, a była to najszybsza ścieżka. Pozycję lidera cyklu utrzymał Wiktor Przyjemski, który w Rydze stanął na najniższym stopniu podium.
Wyniki
1. Brady Kurtz (Australia) 13 (0, 2, 3, 2, 3, 3)2. Fredrik Lindgren (Szwecja) 12 (1, w, 3, 3, 3, 2)
3. Andrzej Liebediew (Łotwa) 12 (3, 0, 2, 3, 3, 1)
4. Bartosz Zmarzlik 12 (1, 3, 3, 3, 2, 0)
5. Robert Lambert (W. Brytania) 10 (2, 3, 2, 0, 3)
6. Anders Thomsen (Dania) 10 (2, 3, 1, 2, 2)
7. Jack Holder (Australia) 9 (3, 1, 1, 3, 1)
8. Daniel Bewley (W. Brytania) 9 (3, 2, 3, 2, 1)
9. Max Fricke (Australia) 8 (3, 2, 0, 1, 2)
10. Dominik Kubera 7 (0, 3, 2, 2, d)
Klasyfikacja generalna:
1. Zmarzlik 145 pkt,2. Kurtz 142,
3. Lindgren 117
4. Bewley 108
5. J. Holder 98
6. Liebiedew (Łotwa) 75
7. Fricke i Lambert po 67
8. Kubera 58 ... 17. Patryk Dudek 16, 21 Oskar Paluch 2, 23. Bartłomiej Kowalski 1
