Mistrz się posypał

Wojciech Nowicki, złoty medalista olimpijski z Tokio w rzucie młotem, zakończył sezon i nie wystartuje we wrześniowych mistrzostwach świata.

Wojciech Nowicki w sobotę w Białymstoku zakończył sezon. Fot. PAP/Michał Zieliński

Spuchło mi kolano, ściągaliśmy niedawno płyn. Zerwał mi się też mięsień prosty brzucha, bo z powodu urazu nogi był problem z treningiem i inne partie ucierpiały. Zaczęliśmy treningi na przełomie kwietnia i maja. Pogoń za wynikiem i walka o jak najlepszy rezultat spowodowały chyba za duże przeciążenia – wyjaśnił Wojciech Nowicki, który poinformował o zakończeniu sezonu.

W sobotnim Mityngu Ambasadorów Podlaskiego Sportu w Białymstoku mistrz olimpijski z Tokio (2021) rzucił tylko 70,74 m. We wtorek nie wystartuje już w Memoriale Istvana Gyulaia w Budapeszcie, ani w sobotniej Diamentowej Lidze w Chorzowie.

36-letni młociarz podkreślił jednak, że obejdzie się bez operacji kolana. – Miałem ściągany płyn i podane leki przeciwzapalne. W czwartek jadę na kolejny zastrzyk. Podejrzewam, że się zregeneruję i będzie dobrze – ocenił multimedalista olimpijski i mistrzostw świata.

Uczciwy wobec siebie

Nowicki przyznał, że nie dzieje się nic bardzo poważnego. – Nie chcę jednak jechać na mistrzostwa świata, nie wiedząc nawet, czy na pewno dam radę wystartować na silnych lekach przeciwbólowych. Nie widzę tego, aby jechać po to, aby jechać. Trzeba być uczciwym wobec siebie i innych, a także kibiców. Nie będę jechał do Tokio na siłę, nie będę leciał z kontuzją – podsumował.

Przyznał, że od maja wszystko szło w dobrym kierunku, a on budował siłę. – Młot latał coraz dalej, ale zaczęły się problemy z brzuchem i kolanem. Teraz trzeba poświęcić najbliższy czas, aby to wyleczyć, aby wszystko się pozrastało i wygoiło. Od września trzeba wszystko wzmacniać, obudować kolano mięśniami. A od listopada zacząć trening do kolejnego sezonu, przetrenować normalnie okres zimowy. Wtedy – tak obstawiam – znów będę mógł rywalizować z najlepszymi. Wierzyłem, że się uda, ale organizm nie był w stanie dostosować się do obciążeń, które teraz musiałem dokładać, aby rzucać dynamiczniej – wyjaśnił.

Mistrz olimpijski dodał, że to nie w jego stylu, aby jechać na MŚ tylko po to, aby je „odhaczyć”. – Może mnie ktoś za to krytykować, ale taka jest nasza wspólna decyzja z trenerką Asią Fiodorow – wskazał.

Zrobić porządek

Nowicki ocenił, że gdyby to był kwiecień albo maj, to jeszcze podjąłby próbę. – Obciążanie organizmu lekami przeciwbólowymi? Nie chcę tego. Wtedy częściowo nie będę czegoś czuł i mogę narobić jeszcze więcej biedy. Dojdzie kolejny uraz i nie będziemy w stanie tego zaleczyć. To przemyślana decyzja. Jeżeli ktoś będzie krytykował? Trudno. Biorę to na siebie – powiedział młociarz.

Przyznał, że powiadomiony został Polski Związek Lekkiej Atletyki, a za chwilę zostanie powiadomiony Urząd Miasta w Białymstoku, a także sponsorzy.

– Rzucanie 74-75 metrów mija się z celem. Trzeba podejść do tego profesjonalnie i mieć w sobie dozę samokrytyki. Próbowałem wrócić, zrobiłem wszystko, co mogłem. Na ostatniej prostej, gdy miałem już łapać formę, organizm nie dojechał. Sobotni start pokazał, bo chcieliśmy zobaczyć, jak będzie po ściągnięciu płynu z kolana, ale nic nie szło, kolano nie pracowało, jak trzeba. Tak wyszło w tym roku. Trudno. I tak przez 18 lat za bardzo nic się nie działo. Organizm domaga się wyleczenia i zrobienia porządku – podkreślił Nowicki.

Dodał, że jeszcze nie czuje się tak, aby kończyć karierę. – To po prostu taki sezon. Kontuzje zrobiły swoje – powiedział.

(t, PAP)