Mistrz, mistrz Zawiercie!

„Bo zwyciężać mogą ci, co wierzą, że mogą” - wywiesili transparent kibice Aluronu CMC Warty. Zawiercianie wierzyli i mistrza Polski wywalczyli.

Zespół z Zawiercia został nowym mistrzem Polski! Fot. PAP/Art Service

PLUSLIGA

Po raz pierwszy od 2013 roku w finale do wyłonienia mistrza Polski potrzebne było pięć meczów. Wówczas Asseco Resovia pokonała ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle. Tym razem naprzeciw siebie stanęły Aluron CMC Warta Zawiercie i Bogdanka LUK Lublin. - Dla całej ligi fajnie, że jest pięć meczów w finale. To pokazuje, jak ta liga jest wyrównana. Nie jest tak, że jeden zespół przeważa jakoś strasznie nad drugim – zauważył Mateusz Bieniek, środkowy Aluronu CMC Warty.

Decydujący mecz nie miał faworyta. Atut własnej hali był po stronie Jurajskich Rycerzy, ale Lublinianie już raz w Sosnowcu wygrali i to bardzo pewnie. - Wszystko jest możliwe. Bardzo trudno jest powiedzieć: „Oni będą mistrzami”. Przewaga boiska nie ma znaczenia – stwierdził trener polskiej reprezentacji, Nikola Grbić.

Koszmar na początek

Stawka meczu, brak zdecydowanego faworyta... nic dziwnego, że mecz wywołał ogromne zainteresowanie. Już od rana z Zawiercia do Sosnowca jechał sznur samochodów. Godzinę przed spotkaniem Arena Sosnowiec była wypełniona ponad stan. Zmagania siatkarzy oglądał nadkomplet publiczności. Atmosfera była elektryzująca. Do Sosnowca dotarli też fani Bogdanki LUK. Nie szczędzili gardeł, by wesprzeć swoją ekipę, ale nie mogli się przebić przez doping kibiców Jurajskich Rycerzy.

Mecz zaczął się tak jak poprzednie, od wyrównanej gry. Siatkarze obu zespołów w każdą akcję wkładali maksimum sił. Szli na całego, ryzykowali. Stąd gra była szarpana i przerywana błędami. Pierwsi grę uporządkowali goście. Kierowani przez niezawodnych Mateusza Malinowskiego i Wilfredo Leona od wyniku 10:10 odskoczyli na 10:16. Nie dali sobie wydrzeć wygranej, a nawet jeszcze powiększyli przewagę, bo wśród gospodarzy siadło przyjęcie zagrywki. Fatalnie w mecz wszedł przede wszystkim Aaron Russell. Amerykanin w pierwszej partii nie skończył ani jednego z pięciu ataków. Inni liderzy Aluronu CMC Warty też dalecy byli od wysokiej dyspozycji, Bartłomiej Bołądź miał na koncie punkt, a Bartosz Kwolek dwa. Aluron CMC Warta musiał błyskawicznie się otrząsnąć, bo szansa na pierwsze historyczne złoto odlatywała w siną dal.   

Przebudzenie Russella

I Zawiercianie zareagowali, zresztą nie po raz pierwszy w tej finałowej serii. Już kilka razy było tak, że w secie dominowała jedna drużyna, ale w kolejnym role się odwracały. Wysoka przegrana gospodarzy o niczym więc nie świadczyła, tym bardziej że nagle przecież nie stracili umiejętności gry w siatkówkę.
Drugi set to już zupełnie inny mecz. Zaczął się od udanego zbicia Russella. Dla gospodarzy był to dobry prognostyk, bo oznaczał, że Amerykanin opanował nerwy i wchodzi na wyższy poziom. Coraz lepiej radzili sobie też Bołądź, Kwolek, Mateusz Bieniek i Jurij Gładyr. Goście też trzymali poziom. Mecz wreszcie wyglądał tak jak powinien wyglądać finał. Emocje, ekscytacja, zmiany ról, twarda i równa walka, cios za cios, akcja za akcję - kibice na nic lepszego nie mogli liczyć.

W pewnym momencie wydawało się, że Lublinianie przełamią gospodarzy. Po asie serwisowym Leona wygrywali 16:14. Zawiercianie zdołali jednak odpowiedzieć, a do walki poderwał ich Bieniek. To jego serwisy spowodowały, że Aluron CMC Warta był z przodu (18:17). W Jurajskich Rycerzy weszły nowe siły. Grali z nową energią. Złapali rytm. Z akcji na akcję zyskiwali pewność siebie. Rozkręcił się Russell, skuteczność odzyskał Bołądź, a dzięki dokładnemu przyjęciu, za które przede wszystkim odpowiadali Popiwczak i Kwolek, Miguel Tavares Rodrigues mógł w końcu wykorzystać ponadprzeciętne umiejętności środkowych, czyli Gładyra oraz Bieńka.

Złoty blok

Zawiercianie wygrali drugą partię i poszli za ciosem. W trzeciej odsłonie grali jak z nut. Goście byli bezradni. Leon robił co mógł. Atakował i serwował z potężną mocą, ale na Jurajskich Rycerzy było to zbyt mało. Zawiercianie pozwolili rywalom na zdobycie zaledwie 14 punktów.

Na tym emocje się jednak nie skończyły. Lublinianie, tak jak ich przeciwnicy w drugiej partii, w czwartej odsłonie też podjęli walkę. Szli równo. W końcu jednak pękli. As Russella, błąd w ataku Malinowskiego i blok na Mikołaju Sawickim sprawiły, że na tablicy wyników zrobiło się 14:11. Mimo szaleńczego pościgu gości, Zawiercianie nie dali się zatrzymać. Mecz zakończyli za pierwszym meczbolem. Blokiem złapali Leona. Był to „złoty” blok. Po chwili w hali niosło się gromkie: mistrz, mistrz Zawiercie i rozpoczęło się świętowanie. 

Michał Micor, Włodzimierz Sowiński

Finał (do 3 zwycięstw)

◼ Aluron CMC Warta Zawiercie – Bogdanka LUK Lublin 3:1 (15:25, 25:21, 25:14, 25:21)
Stan rywalizacji 3-2. Aluron CMC Warta mistrzem Polski.

ZAWIERCIE: Tavares Rodrigues, (2), Kwolek (10), Gładyr (11), Bołądź (15), Russell (16), Bieniek (5), Popiwczak (libero) oraz Ensing, Nowosielski, Łaba (1). Trener Michał WINIARSKI.

LUBLIN: Komenda (1), Young (3), McCarthy (5), Malinowski (14), Leon (18), Grozdanow (8), Hoss (libero) oraz Sasak, Sawicki (9), Gyimah. Trener Stephan ANTIGA.

Sędziowali: Paweł Burkiewicz (Kraków) i Maciej Twardowski (Radom). Widzów 3300.

Przebieg meczu
I:
9:10, 10:15, 12:20, 15:25.
II: 10:8, 14:15, 20:18, 25:21.
III: 10:5, 15:7, 20:10, 25:14.
IV: 8:10, 15:13, 20:17, 25:21.
Bohater – Aaron RUSSELL.


POD SZATNIĄ

◼ Marcin KOMENDA: - Mecz zaczął się świetnie, bo wygraliśmy pierwszego seta. Pokazaliśmy, że chcemy walczyć, że do Sosnowca przyjechaliśmy po złoto. W drugim też długo było nieźle, bo prowadziliśmy. Potem jednak gospodarze odpalili na zagrywce. W tym elemencie zrobili różnicę. Potem gospodarze poszli za ciosem, grali coraz lepiej. A to żadne zaskoczenie, bo Aluron CMC Warta to mega mocny zespół z wieloma indywidualnościami. To najrówniejsza drużyna w tym sezonie. Jeżeli gra się przeciwko takiemu zespołowi, cały czas trzeba wywierać presję, bo w przeciwnym razie się przegrywa. Daliśmy z siebie wszystko i jestem dumny z naszego zespołu. Na tyle nas było stać. Rywale wygrali dzięki świetnej postawie. Możemy żałować poprzednich meczów, zwłaszcza tego ostatniego we własnej hali. Teraz jesteśmy rozczarowani, ale jak ochłoniemy docenimy te srebrne medale. Przegraliśmy walkę o złoto z fenomenalnym zespołem, kapitalnie poukładanym.

◼ Bartłomiej BOŁĄDŹ: - W pierwszym secie dostaliśmy gonga. Zawodnicy z Lublina bardzo dobrze czytali naszą grę. Potem wróciliśmy do naszej optymalnej gry i od razu wynik był lepszy.

◼ Mateusz BIENIEK: - Przed meczem rozmawialiśmy w szatni o tym, żeby nie robić głupich błędów, być skoncentrowanym i skupić się na prostych rzeczach. Tymczasem w pierwszym secie w pewnym momencie Lublinianie zrobili nam taki odjazd, że trzeba było przestać myśleć o tych prostych rzeczach, tylko dać z siebie więcej. Potem, stopniowo graliśmy coraz lepiej. Drużyna pokazała charakter i że jest bardzo silna psychicznie, wytrzymała te trudne momenty. Bardzo się cieszymy, bo presja była wielka. Rywale mieli problemy i gdybyśmy nie wygrali byłoby wielkie rozczarowanie.

◼ Jakub POPIWCZAK: - Jestem przeszczęśliwy, że jestem w tym miejscu, z tymi ludźmi i w tym klubie i po raz kolejny w swoim życiu mogę świętować mistrzostwo Polski. Wielu sportowców przez całe życie trenuje ciężko, poświęca się, żeby coś wygrać, ale dla większości z nich nie jest to dane. Ja się cieszę, że w moim życiu mi się to udało.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się