Mistrz kierownicy ucieknie?
Trzy drużyny na A, które mogą wiele i... Jordania na dokładkę
Czy Argentyńczycy będą przybijać tak piątki aż do finału? Fot. Fotoarena/SIPA USA/PressFocus
Grupa J
Argentyna jako trzecia w historii chce dokonać niezwykłej sztuki. Obronić tytuł mistrza świata. Dotąd udało się to dwom ekipom: Włochom w 1938 roku i Brazylii - w 1962 roku. Zadanie jest ekstremalnie trudne, ale wykonalne. Argentyńczycy generalnie trzymają formę, kilka dni temu awansowali na pierwsze miejsce rankingu FIFA, w porównaniu z poprzednim wyprzedzając prowadzącą Francję, oraz drugą Hiszpanię.
Nie wydaje się żeby w grupie ktoś był w stanie Argentyńczyków powstrzymać. Austria jest coraz silniejsza, Algieria coraz bardziej doświadczona, Jordania to egzotyczny debiutant, jednak utknięcie Albicelestes w rozgrywkach grupowych byłoby niewyobrażalnym kataklizmem, choć nawet jeśli czegoś nie potrafimy sobie wyobrazić, to jednak może się to zdarzyć - jak choćby odpadnięcie Argentyńczyków w grupie podczas mundialu w 2002 roku, nawet Claudio Caniggia nie pomógł.
Austria, która przez niektórych typowana jest jako czarny koń turnieju, zdecydowała się na niecodzienny krok. W meczu z Tunezją, odbywającym się w ramach przygotowań do mundialu, kontuzji doznał Christoph Baumgartner. Był powołany, ale uraz wyklucza jego występ. Selekcjoner Ralf Rangnick zdecydował, że zwolnione miejsce pozostanie... niezapełnione. W konsekwencji kadra na amerykańskie mistrzostwa będzie składała się jedynie z 25 graczy!
Algieria nie występowała na mundialu od 2014 roku, Wtedy odpadła w fazie pucharowej po dogrywce z Niemcami, którzy potem zostali mistrzami świata. Teraz wierzą w siebie - mają doświadczonego europejskiego trenera Valdimira Petkovicia i co najmniej kilku ciekawych piłkarzy - wśród nich Riyad Mahrez, Rayan Ait-Nouri, Houssem Aouar i oczywiście Luca Zidane, syn Zinedine'a. Ich wyjście z grupy nie będzie niespodzianką.
Taką za to byłby bez wątpienia tego rodzaju wyczyn ostatniego zespołu w tej stawce - absolutnego debiutanta z Jordanii. Nie - to byłaby już wielka sensacja. Trudno w to uwierzyć, ale nikomu nie należy odmawiać szans przed startem, Maja Chwalińska potwierdzi.
Paweł Czado
