Mistrz
Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado
Wielu szanownych gości odbierałem na katowickim dworcu kolejowym, jednak Andrzeja Strejlaua - po raz pierwszy. Selekcjoner odwiedził naszą redakcję, mieliśmy okazję zrobić wywiad w szerszym gronie. Ukaże się w jednym z najbliższych numerów „Sportu”. Prawda taka, że byłego selekcjonera można słuchać z otwartymi ustami. Z ewentualną krótką przerwą na zamknięcie… Potrafi malować słowem, oddać nastrój epoki… Te anegdotki nigdy dotąd niesłyszane: o tym jak z Kazimierzem Górskim jechali wspólnie na mecz Ruchu z St. Etienne w Pucharze Mistrzów w 1975 roku (Strejlau prowadził), a przed Katowicami zatrzymała ich milicja z powodu nadmiernej prędkości. Albo o tym jak Ryszard Trzcionka, wszechwładny boss „Niebieskich” podczas jednego z meczów na Cichej rzucił z trybuny krzesłem w… Jana Tomaszewskiego. Czy też o tym jak przyjemnie wspomina Zagłębie i pracę w sosnowieckim klubie... Cóż, Andrzej Strejlau to autentyczna kopalnia anegdot, Tyle przeżył, był świadkiem najbardziej niezwykłych chwil naszego futbolu. Zna, trudno się dziwić, właściwie wszystkich, którzy mają coś do powiedzenia w polskim futbolu, a wszyscy znają jego. Cóż, jest przecież współtwórcą wielkich czasów naszej piłki, jej nieodzowną częścią! Podyskutowaliśmy więc w redakcji o przeszłości i teraźniejszości naszego futbolu. Znów mogłem sobie uzmysłowić jak niezmiennie podziwiam jego niespożytą energię, żywy umysł i nieprawdopodobną wręcz pamięć. W pewnym momencie Strejlau mnie wręcz zdumiał. Nasza dwugodzinna rozmowa przypominała swobodny dryf po zielonych łąkach futbolu, skręcaliśmy wedle uznania prowadzącego tę rozmowę trenera w rozmaite meandry zagadnień, dat, terminów, interpretacji… W pewnym momencie dyskusja - ni stąd, ni zowąd - skręciła na mecz… Berlin - Warszawa, rozegrany w NRD. – To było 1 maja 1964 roku. Graliśmy na wyjeździe, w Berlinie. My oparliśmy się na zawodnikach Gwardii, z kolei gospodarze na reprezentantach kraju z różnych klubów. Przeważali, ale fantastycznie bronił u nas Pocialik, bo Stefaniszyn zgłosił kontuzję pachwiny. A jedynego gola zdobył dla nas Wiktor Troczyński. No i w ataku grał u nas gościnnie Szaryński, później zawodnik Górnika Zabrze, ale wtedy jeszcze Arkonii Szczecin – mówił ze stuprocentową pewnością Andrzej Strejlau. – Co tak patrzycie?! Możecie sprawdzić – uśmiechnął się.
Poleciałem więc po zszywkę naszego „Sportu” sprzed sześciu dekad. Wróciłem i rozłożyłem gazetę przy selekcjonerze, przewertowałem, znalazłem, przeczytałem, oniemiałem. Zgadzało się wszystko, co do joty! 85-letni trener spojrzał na mnie triumfująco. – Pamięć jeszcze działa – zauważył skromnie, choć z zadowoleniem.
Czas na przejście do sedna. Dlaczego Andrzej Strejlau właściwie pojawił się w Katowicach? Otóż był gościem specjalnym konferencji prasowej poświęconej trzeciej edycji Superbet Spodek Super Cup - turniejowi halowemu w Spodku, który organizuje Grzegorz Górski. O szczegółach tej imprezy w dzisiejszym numerze, ale muszę w tym miejscu wyraźnie podkreślić: podziwiam Grzegorza za ogarnianie tysiąca szczegółów. Przeciętny człowiek nie zdaje sobie sprawy ile kropek trzeba połączyć…
Dziennik „Sport” jest patronem medialnym przedsięwzięcia, odnotowujemy to z przyjemnością. Będziemy o tym turnieju więc dużo pisać…
Wracając do gościa specjalnego, prosto ze stolicy: jeśli będziecie mieli sposobność zamienić kiedykolwiek parę słów z Andrzejem Strejlauem, nawet choć na chwilę - uczepcie się jej za wszelką cenę... Podczas konferencji w Katowicach oczywiście też skradł show w niepowtarzalnym stylu. Był jak czarodziej, który przyleciał z kosmosu olśnił słuchaczy, rzucił parę bon motów i dobrych rad, posłał parę komplementów w stronę rozanielonych, a obecnych na sali pań - i zniknął. A wszyscy oszołomieni spoglądali na siebie ze smutkiem, że to już koniec. To naprawdę wielka przyjemność go słuchać. Mistrz!
