Mission (im)possible?
Dziesięć lat temu Legia miała odjechać lidze po awansie do Ligi Mistrzów. Dziś podobne prognozy słyszy się wobec Lecha, ale czy są ku temu realne podstawy?
Piotr Rutkowski osiem lat temu był wypędzany z Lecha, a teraz po drugim mistrzostwie z rzędu celuje w Ligę Mistrzów. Fot. Gleb Soboliev/PressFocus
Zanim rozpoczniemy próbę odpowiedzi na tytułowe pytanie, warto przypomnieć dwa kluczowe momenty. W sierpniu 2016 roku Legia Warszawa po 21 latach przerwy awansowała do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Wojskowi zremisowali wtedy w rewanżu z irlandzkim Dundalk FC 1:1, ale pierwsze spotkanie wygrali 2:0. Wtedy nasiliły się głosy, że Legioniści po takim sukcesie odjadą reszcie ligi. W tamtym momencie na pewno finansowo, ponieważ za sam awans (bez liczenia dni meczowych itp.) zarobili ponad 15,5 mln euro. Czas pokazał, że nie spożytkowano dobrze tych pieniędzy.
Drugi moment? Koniec maja 2018 roku. Ówczesny wiceprezes (aktualnie współwłaściciel) Lecha, Piotr Rutkowski zorganizował konferencję prasową, na której odniósł się do okrzyków, które padły w jego kierunku z trybun. – Do wszystkich, którzy wołali "Rutkowski wyp...", chcę powiedzieć jedną rzecz: ja się nigdy nie poddam, będę walczył dalej. W tym momencie w klub wali cała Polska, lecz my będziemy walczyć dalej. Mówię to nie tylko w swoim imieniu, ale też wszystkich pracowników – mówił wzburzony Rutkowski. Po ośmiu latach może powiedzieć „a nie mówiłem?”, ale teraz przychodzi weryfikacja. Dlaczego zatem Lech może uciec reszcie ligi?
1. Nie ma lepszego momentu
Lechici są po zdobyciu drugiego mistrzostwa z rzędu, a w Poznaniu jest moda na klub, który przez to został mistrzem nie tylko na boisku. Średnia na mecz wyniosła 31 066 kibiców na trybunach, a Kolejorz jest pierwszym klubem w tym wieku, który przekroczył granicę 30 tysięcy. W Poznaniu został trener Niels Frederiksen, kluczowi zawodnicy nie odchodzą, a wręcz chcą zostać (Luis Palma), a ligowi rywale mają problemy. I to jest najważniejszy czynnik. Legia nie ma pieniędzy i jest w przebudowie, Jagiellonia straciła dyrektora sportowego, a na rynku też nie szasta pieniędzmi. Z kolei Pogoń jest w dołku i szuka swojej tożsamości, a w Rakowie próbują naprawić swoje błędy sprzed kilku miesięcy. Widzew pomimo dopływu kasy walczył o utrzymanie, a w Górniku doszło do zmiany właściciela, zgadza się wynik sportowy, ale finansowo to nadal inna półka. Lechici już teraz potrafili wykorzystać trudniejsze momenty innych i wygrali mistrzostwo. Teraz tylko wystarczy (łatwo napisać sprzed klawiatury laptopa) docisnąć, dorzucić węgla do pieca i patrzeć czy lokomotywa jedzie z odpowiednią prędkością.
2. Nauka to potęgi klucz
W Poznaniu od dłuższego czasu jest pionierem na polskim rynku, stwarzając dział naukowy, który stale się rozwija i jest wzmacniany. Do tego dochodzi współpraca z wydziałem matematyki i informatyki Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Piotr Rutkowski podkreśla, że Lech ma być klubem opartym na nauce i liczbach. Te pomagają przy transferach, treningach czy po prostu przy codziennej pracy, ale także mają wpływ na sprzedaż czy marketing, które są ważną częścią biznesowej odnogi klubu. Inspiracją miał być Tony Bloom, właściciel angielskiego Brighton, belgijskiego Royale Union Saint-Gilloise oraz szkockiego Hearts of Midlothian. Te drużyny pracują w oparciu na liczbach, odnoszą sukcesy, warto więc uczyć się od najlepszych.
3. Nie schodzą z obranej ścieżki
Po wspomnianym nieudanym sezonie w 2018 roku w klubie z Poznania tworzono, a następnie przyjęto strategię, która opiera się na czterech filarach. Są to trener pasujący do filozofii gry, intensywny i ofensywny styl gry, akademia mająca za zadanie dostarczać do pierwszej drużyny najlepszych młodzieżowców oraz budowa jakościowej kadry, w tym przedłużenie umów oraz transfery. Jeśli te cztery punkty zafunkcjonują, w Poznaniu są przekonani, że dadzą mistrzostwo. Ma to sens, ponieważ przez ostatnie dwa sezony każdy z tych punktów się zgodził.
4. Chcą balować za pieniądze z Ligi Mistrzów
Wynik sportowy nie zależy wyłącznie od finansów i wielkich wydatków. Wiele klubów pokazało, że da się zbudować drużynę za mniejsze pieniądze. Nie da się jednak ukryć, że dodatkowe bejmy w kieszeni potrafią ułatwić życie. Za ewentualny awans do fazy ligowej Ligi Mistrzów Lech mógłby liczyć na 18 milionów euro! Już teraz w Poznaniu planują wydać 10 na wzmocnienia. Zatem jest to czysta kalkulacja. Lepsze rozgrywki, to większe pieniądze i rozpoznawalność na europejskim rynku, które z kolei przełożyć mogą się na lepszych piłkarzy. Tutaj jednak prężnie pracować musi dział skautingu. Wiadomo, pieniądze i nazwiska nie grają, to nie Football Manager, a papier jest w stanie przyjąć wszystko, ale od czegoś zacząć trzeba…
Miłosz Cebo
