Miejsce w hierarchii
Polki na medal mistrzostw Europy czekają już 17 lat. I jeszcze poczekają... Turczynki obroniły tytuł.
Biało-czerwone robiły, co mogły, by podbić piłkę. W ostatnich meczach udawało się rzadziej niż wcześniej... Fot. CEV
MISTRZOSTWA EUROPY KOBIET
Biało-czerwone po raz ostatni EuroVolley z medalem – brązowym – zakończyły w 2009 roku, gdy zawody odbywały się w naszym kraju. Od tamtej pory jeszcze tylko raz, w 2019 roku, awansowały do czołowej czwórki, ale przegrały najpierw w półfinale z Turcją, a następnie o brąz z Włochami.
Bez zakłóceń
Przed tegoroczną edycją - w Turcji, Czechach, Szwecji i Azerbejdżanie - wydawało się, że Polki wreszcie mogą pokusić się o walkę o czołowe lokaty. Po cichu mówiło się nawet o awansie do finału, bo sprzyjał im terminarz. Aż do półfinału unikały bowiem starcia z potentatami, a w nim przy sprzyjających okolicznościach mogły trafić na Serbię, która wydawała się być w ich zasięgu.
Ten plan przebiegał bez zakłóceń. Nasze zawodniczki spisywały się wybornie, awansowały do najlepszej czwórki z kompletem zwycięstw, tracąc po drodze w siedmiu spotkaniach zaledwie cztery sety.
W walce o finał zaczęły się jednak kłopoty. Na ich drodze, tak jak w 2019 roku w ME i w ćwierćfinale ostatnich mistrzostw świata, stanęły Włoszki, mistrzynie olimpijskie i globu.
Lekcja dla 19-latki
Nasze siatkarki od początku miały ogromne problemy. Przede wszystkim przegrywały walkę na siatce. Środkowe, Maja Koput i Magdalena Jurczyk, były tylko tłem dla Sarah Fahr i Anny Danesi. Zwłaszcza dla tej pierwszej, 19-latki, była to bolesna lekcja siatkówki. Przekonała się, jak wiele jej jeszcze brakuje do najlepszych. Wielokrotnie była tak zagubiona, że nie wiedziała nawet, gdzie jest piłka. Danesi miała aż 73 procent skuteczności w ataku, a Fahr 53 procent. Razem wywalczyły 22 punkty. Nasze środkowe zapisały w sumie 10 punktów. To była przepaść.
Polki nie radziły sobie też w ofensywie. Początkowo dobrze grała Magdalena Stysiak, ale szybko zgasła i na trzeciego seta w ogóle nie wyszła, zastąpiona przez Julię Szczurowską. Jeszcze szybciej, bo już po pierwszej partii, zeszła Julita Piasecka.
Set nadziei
Dwa wysoko wygrane sety zdekoncentrowały Włoszki. Uznały chyba, że ich rywalki już się nie podniosą. Polki tymczasem słyną z waleczności i to pokazały. Trzecią odsłonę zaczęły od prowadzenia 6:2, ale rywalki błyskawicznie odpowiedziały i był remis 10:10. I gdy wydawało się, że pójdą za ciosem, do głosu doszły nasze siatkarki. Rozegrała się Julia Szczurowska, raz za razem zaskakując rywalki. Nawet taka specjalistka od obrony, jak Myriam Sylla była bezradna. Włoszki wydawały się być zaskoczone dobrą postawą naszej ekipy. Naciskały, lecz niewiele były w stanie zdziałać. Polki wytrzymały ich presję.
Podrażnione faworytki
Zwycięski set dodał Biało-czerwonym nadziei na sukces i zastrzyk energii. Było to jednak zbyt mało na mistrzynie olimpijskie i świata. Podrażnione porażką w trzeciej odsłonie, w kolejnej pokazały klasę. Wrócił scenariusz z początku meczu. Włoszki objęły prowadzenie 5:1 i choć serca do walki naszym zawodniczkom nie można było odmówić, sportowo mocno odstawały od zespołu z Półwyspu Apenińskiego. Gdy zrobiło się 9:16, marzenia Biało-czerwonych o występie w finale prysły niczym bańka mydlana.
Powrót gwiazd
W walce o brąz Polkom przyszło się mierzyć z Serbią, która w półfinale niewiele miała do powiedzenia z Turcją. W ostatnich latach w Lidze Narodów ogrywały ją regularnie. Wtedy jednak w ich szeregach brakowało zwykle odpoczywających po trudach sezonu Tijany Bosković i Mai Ognjenović, która miała zakończyć karierę. W ME obie jednak zagrały, a to kluczowe zawodniczki w układance trenera Zorana Terzicia. Z nimi w składzie zespół z Bałkanów wrócił do europejskiej czołówki.
Serbska kontrola
W niedzielę pierwsze piłki należały jednak do Biało-czerwonych. Dobrze w spotkanie weszła Stysiak, która kończyła ataki. Jej dobra gra być może wynikała z tego, że Serbki ją odpuszczały. Skupiły się na Martynie Czyrniańskiej i Monice Lampkowskiej, do których szły podwójnym blokiem i ta taktyka okazała się skuteczna. Stysiak punktowała, ale wsparcia praktycznie nie miała. Po drugiej stronie siatki szalała Bosković. Gwiazda Serbii, tak jak nasza bombardierka, rozgrywała popisową partię. Atakowała mocno i ponad blokiem, kiwała. Jej uderzenia do skosu wywoływały frustrację naszych zawodniczek, które choć się dobrze ustawiały, podbić piłki nie umiały. Tylko w pierwszej partii 25-letnia atakująca zdobyła 10 punktów.
Dwie pierwsze partie miały podobny przebieg. Do połowy gra była wyrównana. Potem Serbki odskakiwały na dwa, trzy punkty i kontrolowały wynik.
Zdrowie trenera
Trzecią odsłonę zaczęły od 4:0. Wtedy jednak Terzić zasłabł. Trener Serbek poszedł do szatni w asyście medyków. Niespodziewana sytuacja wybiła z uderzenia jego podopieczne. Straciły koncentrację, co skrzętnie wykorzystały nasze zawodniczki. Problemy Terzicia na szczęście nie były zbyt poważne i jeszcze w trzeciej odsłonie wrócił na ławkę, lecz jego drużyna przegrywała już bardzo wysoko, bo aż 12:18. Takich strat nie była w stanie odrobić, bo i Polki złapały rytm i grały znakomicie.
Przed czwartą odsłoną wróciła więc nadzieja na doprowadzenie przynajmniej do tie-breaka. Szybko jednak zgasła, bo Bosković wróciła do wysokiego poziomu. Od stanu 12:12 siatkarki z Bałkanów znów zaczęły dominować. Dla Serbii to ósmy medal w historii mistrzostw Europy.
Falowanie i spadanie
W finale zagrały dwie najwyżej oceniane przed mistrzostwami reprezentacje, czyli broniąca trofeum Turcja i Włochy. Mecz miał zaskakujący przebieg. O dziwo, wyrównanej walki było niewiele, obie drużyny grały bowiem bardzo nierówno. Włoszki potrafiły wygrać sety do 16 i 12, by w kolejnych całkowicie oddać pole rywalkom. Dopiero tie-break przyniósł emocje. To była siatkówka na najwyższym poziomie, pełna długich wymian, mocnych ataków, kapitalnych obron i bloków. W tej wymianie ciosów górą były niesione dopingiem fanów Turczynki. Decydujące piłki kończyła Melissa Vargas, mocno wspierały ją Hande Baladin i Deya Cebecioglu, cicha bohaterka Turcji. Włoszki natomiast opadły z sił. Uderzenia Ekateriny Antropowej i Egonu nie miały już takiej siły i dynamiki, jak na początku spotkania. W bloku spóźnione były też Danesi i Fahr.
(mic)
Półfinały
◼ Polska – Włochy 1:3 (19:25, 19:25, 25:21, 16:25)
POLSKA: Wenerska, Pasecka (3), Koput (3), Stysiak (6), Lampkowska (7), Jurczyk (7), Łysiak (libero) oraz Szczurowska (15), Czyrniańska (12), Grabka, Damaske (7). Trener Stefano LAVARINI.
WŁOCHY: Orro (4), Antropowa (14), Danesi (13), Egonu (20), Sylla (9), Fahr (9), Fersino (libero) oraz Cambi (1), Spirito, Adigwe (4), Giovannini. Trener Julio VELASCO.
Sędziowali: Vladimir Simonovic (Szwajcaria) i Wanja Parwanowa (Bułgaria). Widzów 6824.
Przebieg meczuI: 7:10, 10:15, 16:20, 19:25.
II: 7:10, 12:15, 13:20, 19:25.
III: 10:9, 15:10, 20:17, 25:21.
IV: 6:10, 9:15, 13:20, 16:25.
Bohaterka: Paola EGONU.
◼ Turcja – Serbia 3:0 (25:20, 25:19, 25:20)
TURCJA: E. Sahin (5), Aydin (5), Gunes (11), Vargas (18), Baladin (6), Erdem Dundar (12), Orge (libero) oraz S. Sahin, Karcesme. Trener Daniele SANTARELLI.
SERBIA: Ognjenović (1), Uzelac (11), Popović (4), Bosković (14), Ivanović (3), Kurtagić (4), Jeglić (libero) oraz Tica (5), Gocanin (libero), Cajić (1), Milojević, Mirković (2). Trener Zoran TERZIĆ.
Sędziowały: Theodora Kyriopoulou (Grecja) i Raquel Portela (Portugalia). Widzów 17 299.
Przebieg meczuI: 10:9, 20:16, 25:20.
II: 10:5, 15:13, 20:16, 25:19.
III: 10:3, 15:8, 20:14, 25:20.
Bohaterka – Melissa VARGAS.
Mecz o 3. miejsce
◼ Polska – Serbia 1:3 (21:25, 19:25, 25:15, 18:25)
POLSKA: Wenerska, Czyrniańska (2), Koput (5), Stysiak (28), Lampkowska (10), Jurczyk (5), Łysiak (libero) oraz Szczurowska (3), Grabka, Damaske (12). Trener Stefano LAVARINI.
SERBIA: Ognjenović (3), Uzelac (15), Popović (2), Bosković (29), Tica (12), Kurtagić (12), Jegdić (libero) oraz Ivanović, Mirković, Milojević. Trener Zoran TERZIĆ.
Sędziowali: Raquel Portela (Portugalia) i Bogdan Laurentiu Stoica (Rumunia). Widzów 3739.
Przebieg meczuI: 10:7, 13:15, 14:20, 21:25.
II: 10:9, 12:15, 15:20, 19:25.
III: 10:6, 15:10, 20:13, 25:15.
IV: 9:10, 13:15, 15:20, 18:25.
Bohaterka – Tijana BOSKOVIĆ.
Finał
◼ Włochy – Turcja 2:3 (25:16, 22:25, 25:12, 21:25, 10:15)
WŁOCHY: Orro (4), Antropowa (16), Danesi (10), Egonu (28), Sylla (12), Fahr (10), Fersino (libero) oraz Cambi, Spirito, Adigwe (3), Giovaninni. Trener Julio VELASCO.
TURCJA: E. Sahin (4), Aydin, Gunes (12), Vargas (28), Baladin (8), Erdem Dundar (7), Orge (libero) oraz Ozbay, S. Sahin, Akarcesme, Cebecioglu (8), Erkek (3). Trener Daniele SANTARELLI.
Sędziowali: Vladimir Simonovic (Szwajcaria) i Theodora Kyriopoulou (Grecja). Widzów 15 900.
Przebieg meczuI: 10:8, 15:8, 20:11, 25:16.
II: 10:6, 15:13, 20:19, 22:25.
III: 10:5, 15:8, 20:11, 25:12.
IV: 3:10, 11:15, 17:20, 21:25.
V: 4:5, 6:10, 10:15.
Bohaterka – Melissa VARGAS.
DRUŻYNA MARZEŃ
◼ Rozgrywająca – Alessia ORRO (Włochy)◼ Przyjmujące – Myriam SYLLA (Włochy) i Derya CEBECIOGLU (Turcja)
◼ Środkowe – Hena KURTAGIĆ (Serbia) i Zehra GUNES (Turcja)
◼ Atakująca – Melissa VARGAS (Turcja)
◼ Libero – Gizem ORGE (Turcja)
◼ Trener - Deniele SANTARELLI (Turcja)
◼ MVP turnieju - VARGAS
ZDANIEM TRENERA
Stefano LAVARINI: – Serbia zagrała od nas lepiej i potrafiła znacznie lepiej opanować kluczowe momenty. Przez detale nie potrafiliśmy nawiązać jeszcze wyrównanej walki, ale zaangażowanie zawodniczek było ogromne. Czasami trzeba po prostu zaakceptować rozstrzygnięcie na boisku. Mimo braku medalu zagraliśmy bardzo dobry turniej, walcząc do końca przeciwko zespołom ze ścisłej czołówki światowej, które mają w swoich szeregach najlepsze siatkarki na świecie. Wyciągniemy wnioski i pójdziemy naprzód, ale musimy docenić zawodniczki za to, że walczyły dla reprezentacji do samego końca.
POWIEDZIAŁY
◼ Magdalena STYSIAK : – Wielka szkoda, bo marzyłyśmy o tym medalu. Z Włoszkami miałyśmy kłopot ze skończeniem ataków. Nie brakowało nam waleczności, nie poddałyśmy się po przegraniu dwóch setów. Z Serbią też walczyłyśmy. Byłyśmy blisko, by doprowadzić do tie-breaka, ale rywalki po prostu były lepsze. Powiedziałam po meczu, że musimy być z siebie dumne, bo doszłyśmy do „czwórki” bez straconego meczu, a tam walczyłyśmy z najlepszymi na świecie. Poległyśmy, ale to jest wielka nauka dla nas. Trochę nam brakuje do tych najlepszych. I doświadczenia, i siatkarsko – dużo można o tym rozmawiać, ale myślę, że to dobry prognostyk na przyszłość.
◼ Justyna ŁYSIAK: – Jest mi bardzo, bardzo smutno, bo bardzo chciałyśmy zdobyć medal. Nie udało się. W dwóch pierwszych setach nie potrafiłyśmy powstrzymać kontr Serbek. Potem był bardzo dobry trzeci set. Szkoda tylko, że w kolejnym już tak dobrze nie grałyśmy. Wierzę, że w tej drużynie jest ogromny potencjał, że w kolejnych imprezach znów będziemy się bić o medale.
