Miejsca nie oddam
Rozmowa z Kacprem Trelowskim, bramkarzem Rakowa Częstochowa
Kacper Trelowski to silny punkt częstochowian. Fot. PressFocus
Spodziewałeś się, że Żylina zagra aż tak odważnie? Ten zespół wyglądał naprawdę dobrze.
- Tak, spodziewaliśmy się, że rywale wyjdą na nas bardzo agresywnie, bo to dobry zespół z jakościowymi piłkarzami. Stworzyli nam bardzo dużo problemów. Po zmianie stron też mieli sytuacje, ale my byliśmy skuteczniejsi, potrafiąc wykorzystać błędy, które popełniali. Im się to nie udawało, ale też nie mieli nic do stracenia, a wtedy łatwiej się gra. Straciliśmy szybko bramkę, a nie powinniśmy. Na szczęście potem bramkarz rywali popełnił błąd i Patryk Makuch dał nam wyrównanie. W drugiej połowie było klasycznie po naszemu, czyli zabiliśmy ich intensywnością. Kolejne nasze gole uspokoiły spotkanie i do końca już kontrolowaliśmy wydarzenia boiskowe.
Gdyby Żylina miała takiego bramkarza jak pan, to wynik mógł być... odwrotny.
- Miło słyszeć, ale trudno to stwierdzić. Z drugiej strony, gdybym nie popełnił błędu w meczu z Wisłą Płock, to tam również moglibyśmy wygrać. Po prostu nasze błędy są najbardziej widoczne i często prowadzą do straty bramki, a w efekcie mają decydujące znaczenie dla wyniku. Dlatego staram się nie cieszyć z goli, bo nie chciałbym być na miejscu tego drugiego bramkarza. Było widać już w Częstochowie, że Lubomir Belko bronić potrafi, miał kilka interwencji na najwyższym poziomie. Mogliśmy tamten mecz wygrać dużo wyżej, gdyby nie jego wyczyny.
Ale mecz z Wisłą mogliście przegrać nawet wyżej, gdyby nie obroniony przez ciebie rzut karny.
- Nasz trener bramkarzy Maciej Sikorski zwraca uwagę, że często po takich świetnych interwencjach troszeczkę brakuje koncentracji, bo można poczuć, że dostało się jakejś supermocy. Bardzo możliwe, że gdybym tego karnego nie obronił, to przy straconej bramce bym sobie spokojnie poradził. To była dla mnie kolejna lekcja, jak zresztą każdy błąd.
Co się wydarzyło w 9 minucie w Żylinie? Słowacy są przekonani, że symulowałeś uraz, a Marek Papszun w ten sposób „poprosił o czas".
- Przy kopnięciu długiej piłki poczułem ból i potrzebowałem interwencji medycznej. Nie uciekamy się do takich nieczystych zagrań, po prostu miałem problemy z chodzeniem. W momencie, gdy na boisku pojawił się sztab medyczny, trener poprosił zawodników do siebie, bo miał chwilę na przekazanie im uwag. Wydaje mi się, że wykorzystanie takiej przerwy w ten sposób to nic złego.
Marek Papszun sporo rotuje w tym sezonie składem. Jedyny pewniak to Kacper Trelowski.
-I mam nadzieję, że będzie tak do końca sezonu, bo nie planuję oddawać tego miejsca. Chcę grać we wszystkich rozgrywkach, jeśli taka będzie wola trenera. Mam nadzieję, że zdrowie na to pozwoli. Do tego muszę oczywiście grać też na odpowiednim poziomie.
Wiadomo już, że w kolejnej rundzie zagracie z Maccabi Hajfa. Poprzeczka pójdzie nieco w górę?
Najprawdopodobniej tak, ale teraz najważniejszy jest niedzielny mecz w Radomiu i zmazanie plamy z meczu z Wisłą. W tym momencie skupiamy się najbardziej na tym spotkaniu, naszym celem są trzy punkty w Radomiu. Do meczu z Hajfą mamy jeszcze chwilę czasu.
Rozmawiał w Żylinie Mariusz Rajek
