Międzystanowa 95

ZAPISKI AMERYKAŃSKIE (12)

South Boston Station przy 770 Atlantic Avenue i daremnie czekający na autobus… Fot. Michał Zichlarz

Była 20.30. Godzina po tym, jak autobus ze stacji South Boston powinien był wyjechać w kierunku Midtown w Nowym Jorku. Po meczu Norwegia – Francja w Foxborough pędziłem na złamanie karku, żeby zdążyć na wyznaczoną godzinę, ale na próżno. Autobusu linii Flixbus/Greyhound nie było. Denerwowałem się ja, denerwowali się inni, w tym wracająca również do Nowego Jorku grupa norweskich fanów.

Tak się zastanawiałem, gdzie było najlepiej pod względem transportu na trzech poprzednich mistrzostwach świata, na których byłem? W RPA w 2010 to był jeszcze turniej w starym stylu, z papierowymi składami, pierwszy na Czarnym Kontynencie i o tyle było łatwiej myślę tutaj o transporcie, który i kibicom, i dziennikarzom, ludziom związanym w jakiś sposób z mundialem spędza sen z powiek – że byliśmy tam w grupie kilku dobrze znających się polskich dziennikarzy, wynajęliśmy samochód, firma/redakcja płaciła i jeździło się z miejsca na miejsce. Rosja w 2018? Wszystko dobrze rozwiązane. Przykładowo transport na mecze do Niżnego Nowogrodu pociągiem był darmowy zarówno dla żurnalistów, jak i kibiców. Wspaniałe metro w Moskwie? Za darmo, na akredytację czy kibicowski bilet, jeżeli się taki posiadało. Katar w 2022? Znakomicie! Metro w Doha za free, a poza tym z miejsc, gdzie się mieszkało, a rezydowałem w Al-Wakra, były podstawione autobusy kursujące jeden za drugim. Po początkowym chaosie wszystko hulało, jak trzeba. Jasne, gospodarzom XXII mistrzostw świata w tamtym malutkim pustynnym kraju było o tyle łatwiej, że wszędzie tam blisko.

Stany Zjednoczone? Nie chciałem tego pisać, ale czekając już drugą godzinę na South Boston Station przy 770 Atlantic Avanue nie mogłem się powstrzymać. Wiele rzeczy nie hula tutaj, jak trzeba. Dojazd z Bostonu na stadion w Foxborough to 40 kilometrów i 1,5 godziny w jedną stronę. Ważna „Interstate 95”, czyli międzystanowa autostrada na wschodnim wybrzeżu, zawalona na czterech, pięciu pasach, poruszamy się jak żółwie. Powrót to samo. Potem czekanie na transport do Nowego Jorku. Dramat…

Coś za free? Nie w Ameryce, nawet woda kosztuje, w centrum prasowym 4,5 dolara buteleczka, czyli około 15 złotych. Transport dla fanów na MetLife Stadium z Nowego Jorku do East Rutherford, bo to tam położona jest główna arena XXIII MŚ, kosztuje około 100 dolarów. Normalnie było kilkanaście... FIFA w tym względzie nie dogadała się z operatorem.

Za metro trzeba płacić 3 baksy za przejazd, ale jak jeździ się dużo, to po tuzinie takich przejazdów czy to metrem, czy autobusem, jest już darmo, a po tygodniu znowu wszystko się nalicza.

W uszach dźwięczą mi słowa Kazimierza Marcinka, który w Stanach spędził sporo czasu na przełomie 1993 i 1994 roku, relacjonując mundial dla „Sportu”. – Amerykanie to mistrzowie organizacji, perfekcjoniści – mówił mi, kiedy z nim niedawno rozmawiałem przy okazji powstania materiału o pierwszym mundialu na amerykańskiej ziemi. Niestety, tej perfekcji tutaj nie widzę. Może tak było przed 32 laty, ale teraz na pewno tak nie jest, a szkoda, bo mocno by wszystkim ułatwiła pracę i życie tutaj, na miejscu…

Michał Zichlarz

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się