Między zaufaniem a Żyletą

Jest naszym kluczowym graczem – mówi o nim Marek Papszun. Równocześnie Bartosz Kapustka nie jest ulubieńcem stołecznych kibiców. Skąd ten rozdźwięk w ocenie reprezentanta?

Bartosza Kapustkę jego szkoleniowiec ceni za prowadzenie gry. Ale powalczyć „Kapi” też potrafi; tu w starciu ze Stipe Biukiem z Widzewa. Fot. Weronika Morciszek/PressFocus

LEGIA WARSZAWA

Sześć z 16 dotychczasowych goli w lidze legioniści zdobyli w ostatnich 20 minutach. To 37,5 procent bramkowej zdobyczy, ale jej waga punktowa była większa. Dzięki tym trafieniom Legia zdobyła osiem – połowę – punktów, jakimi dziś legitymuje się w tabeli. Jej opiekun w niedzielny wieczór uśmiechnął się, gdy owe finalne minuty w telewizyjnej relacji z meczu z Widzewem określono mianem „Papszun time”. Tym razem owego zrywu jednak zabrakło; jego podopieczni nie tylko Łodzianom nie strzelili gola w tym okresie. Nie stworzyli nawet zagrożenia pod bramką rywali. Wyjaśnienie?

Kontrola utracona

– Niestety, tym razem właściwie nie mieliśmy w tych końcowych fragmentach żadnych wejść w pole karne przeciwnika. Straciliśmy swój rytm. Popełnialiśmy proste błędy, zbyt łatwo oddając piłkę w środku pola – analizował ten okres spotkania Marek Papszun. I powiązał ów fakt ze zmianą, jakiej dokonać musiał w 74 minucie. - Zszedł wtedy Bartosz Kapustka (zastąpiony przez Damiana Szymańskiego – dop. aut.), i straciliśmy kontrolę nad meczem. Bartek jest w tym momencie naszym kluczowym zawodnikiem w środku pola.

– Fakt; w tej drugiej połowie może przydałoby się trochę więcej inicjatywy z naszej strony z piłką - wywołany do tablicy Bartosz Kapustka potwierdzał generalne spostrzeżenia dotyczące przebiegu spotkania.

Historia i odpowiedzialność

O ile kapitan drużyny jest – jak widać – doceniany przez trenera legionistów, o tyle stołeczni kibice wielokrotnie właśnie jego biorą „na celownik” w komentarzach, którymi dzielą się w mediach społecznościowych. Mimo regularnych powołań od Jana Urbana, pomocnik już w zeszłym sezonie mierzyć się musiał z krytyką płynącą z Żylety i innych trybun przy Łazienkowskiej. W jego przypadku rozdźwięk między oceną szkoleniowca i fanów jest wyjątkowo duży. Dlaczego?

– Odpowiedź jest prosta. Historia! Jeżeli nie ma wyników, w oczach kibiców winni tej sytuacji są jacyś piłkarze. Jacy? Z reguły są piłkarze wiodący: kapitan, wicekapitan. To na nich spoczywa największa odpowiedzialność. W Legii spada ona zazwyczaj na Rafała Agustyniaka i Bartka właśnie – wyjaśniał Papszun. I przyznawał, że kilka miesięcy temu podjął pewne ryzyko w temacie obu tych graczy. - Presja społeczna, żeby ich kontraktów nie przedłużać, była duża. Natomiast ja mocno zabiegałem, żeby ich utrzymać w zespole. I dzisiaj – uważam – są to dla nas nieocenieni gracze, architekci obecnych wyników Legii. W niedzielę wszystko, co ważne na boisku, działo się z udziałem Rafała. Natomiast Bartek – powtórzę – w środku pola jest dla nas kluczową postacią.

Selekcjoner da rozstrzygnięcie

Słowa szkoleniowca potwierdzane są jego czynami; każdy z ośmiu meczów w tym sezonie „Kapi” zaczynał w wyjściowej jedenastce Legii. Zaś w naszych „Złotych butach” - zresztą wespół z Augustyniakiem – był przed 8. kolejką najwyżej ocenianym z legionistów. Piątkowe powołania Jana Urbana – i obecność Kapustki w kadrze lub jej brak – w jakimś stopniu będą rozstrzygnięciem diametralnie odmiennych ocen piłkarza przez szkoleniowca i fanów.

Dariusz Leśnikowski

Kłopot „Piony” z „dwójką”

Kamil już w tygodniu poprzedzającym mecz „czuł swoje ciało” - zdradził w pomeczowej rozmowie z Canal+ kapitan Legii, Bartosz Kapustka. Mowa o Kamilu Piątkowskim, który nie dokończył spotkania z Widzewem. Najpierw siadł na murawie, a potem – robiąc miejsce Arkadiuszowi Recy – opuścił ją, trzymając się za mięsień dwugłowy. – „Piona” wyszedł na murawę na własną prośbę; zdawaliśmy sobie sprawę, że w którymś momencie problem może się pojawić, stąd od początku Arek był gotowy do ewentualnego wejścia – mówił Marek Papszun. Wieści o kontuzji reprezentacyjnego stopera – i postawionej diagnozie – pilnie nasłuchuje też Jan Urban, który w piątek podać ma kadrę na wrześniowo-październikowe mecze Ligi Narodów.


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Masz już dostęp? Zaloguj się