Między piekłem a niebem
Coraz głośniejsze plotki o zbliżającym się do końca „Projekcie Wieczysta” skłaniały w czwartkowy wieczór do pilniejszej obserwacji krakowskiej drużyny, rozgrywającej w Sosnowcu zaległy mecz z Bytomianami.
Kamil Wojtyra sprawił wiele bólu Michałowi Pazdanowi. Ale to były reprezentant i jego koledzy ostatecznie triumfowali. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
Będą odrabiać pańszczyznę? – takie pytanie zadawali sobie nieliczni widzowie na trybunach. I nie da się ukryć, że... odrabiali – przynajmniej obrońcy krakowscy w pierwszej połowie. Dość powiedzieć, że już po kwadransie goście prowadzić mogli dwiema bramkami. Dwukrotnie Kamil Wojtyra – praktycznie bezkarnie – przyłożył głowę do piłki bez należytej koncentracji, chybiając celu. Co się odwlecze... Jeszcze w 28 minucie Antoni Mikułko nad poprzeczkę przeniósł piłkę po strzale Oliwiera Kwiatkowskiego, w końcu jednak poloniści dopięli swego. „Kwiatek” kapitalnym dograniem obsłużył Konrada Andrzejczaka, a ten – głową – z 5 metrów pomylić się nie mógł. Całą akcję, odbierając na 35 metrze piłkę Mikkelowi Maigaardowi, zainicjował zaś Wojtyra. Chwilę potem ten ostatni pokazał, że jednak głowę ma nie od parady! Sposób, w jaki zamienił na gola podanie Mikołaja Łabojki, musiał budzić uznanie. Tylko co wtedy robili defensorzy Wieczystej, z niegdysiejszym „ministrem obrony narodowej”, Michałem Pazdanem?
W przodzie Krakowianie determinacji mieli ciut więcej, starczyło na „nożyce” Paulinho w poprzeczkę i na jedyny w tej odsłonie celny strzał autorstwa Michała Trąbki, który został bez problemu wyłapany przez Wojciecha Banasika.
Wieczysta – mimo przewagi w posiadaniu piłki (58-42) – wyglądała w tej odsłonie kiepsko. Żyła za to jej ławka, bo najwyraźniej Kazimierz Moskal i jego sztab „pańszczyzny” odbębniać nie potrafią. Kierownik Maciej Bębenek (nota bene były polonista...) za emocje na ławce upomniany został żółtą kartką, a pokrzykiwania szkoleniowca i złość w jego głosie słychać było wyraźnie.
Co się rozegrało w przerwie w szatni gospodarzy? Nie wiemy. Wiadomo, że na drugą połowę Krakowianie wyszli odmienieni, nie tylko z racji trzech zmian dokonanych w składzie. Zwłaszcza wejście Natana Dzięgielewskiego okazało się wielce ważące. Wypożyczony z Górnika pomocnik dwukrotnie „znaleziony” został w „szesnastce” gości przez najpierw Maigaarda, a potem Mikiego Vilara i pakował piłkę do siatki. A że „po drodze” Aleksandar Djermanović wygrał jeszcze pojedynek główkowy w polu karnym Polonii po kornerze, Bytomianie w 20 minut przebyli drogę z nieba do piekła. Ich rywale w tym czasie zmierzali w przeciwnym kierunku.
Kiedy w koncówce Maigaard pewnie wyegzekwował VAR-ową „jedenastkę” (wślizg Szymusika na nogę Dzięgielewskiego), wydawało się, że goście zostali wepchnięci na samo dno owej otchłani. Gol Mateja Maticia kilka minut później punktów im nie uratował; pozostawił jednak nadzieję, że od dna można się jeszcze odbić, mimo dziesięciu wiosennych gier bez wygranej...
Dariusz Leśnikowski
OCENA MECZU ⭐ ⭐ ⭐ ⭐
◼ Wieczysta Kraków - Polonia Bytom 4:3 (0:2)
0:1 – Andrzejczak, 32 min, 0:2 – Wojtyra, 38 min (głową), 1:2 – Dzięgielewski, 52 min, 2:2 – Djermanović, 61 min (głową), 3:2 – Dzięgielewski, 65 min, 4:2 – Maigaard, 85 min, 4:3 – Matić, 87 min (głową)
WIECZYSTA: Mikułko – Fila (90+1. Dankowski), Pazdan, Djermanović, Pestka – Kneżević (46. Gajos), Piazon, Maigaard – Villar (77. Lisandro Semedo), Paulinho (46. Feiertag), Trąbka (46. Dzięgielewski). Trener Kazimierz MOSKAL.
POLONIA: Banasik – Szymusik, Szymański, Matić – Apolinarski, Łabojko, Gajda (72. Łukowski), Wołkowicz (76. Stefański) – Kwiatkowski (85. Łabędzki), Andrzejczak (72. Bakala) – Wojtyra (72. Sarmiento). Trener Wojciech MRÓZ.
Sędziował Albert Różycki (Łódź). Widzów ok. 500. Żółte kartki: Paulinho, Pazdan, Fila, Djermanović, Maigaard – Gajda, Wołkowicz, Szymusik, Krzyżak (poza boiskiem).
