Meronk naciera w Irlandii
Adrian Meronk zajmuje drugie miejsce po czwartkowej batalii w Amgen Irish Open. Prowadzi Joaquin Niemann.
Adrian Meronk ze Szwajcarii przeniósł się prosto do Irlandii. Fot. Team Meronk
Adrian Meronk rozegrał fantastyczne 15 dołków, zanim z powodu zapadających ciemności rywalizacja nie została przerwana. Triumfator tego turnieju w 2022 roku, zdobywając wtedy swoje pierwsze z czterech trofeów DP World Tour, świetnie poradził sobie z ekstremalnym wiatrem na polu Trump International Golf Links w Doonbeg. Po czwartku dzieli znakomitą drugą pozycję, wraz z czterema rywalami, w tym Shane'em Lowrym, wygrywającym swoje narodowe mistrzostwa w 2009 roku jako… amator! Do prowadzącego Joaquina Niemanna Polak i Irlandczyk tracą zaledwie 2 uderzenia.
Meronk startował w jednej z ostatnich grup dnia, o godzinie 14:30 czasu lokalnego, w towarzystwie dwóch innych byłych triumfatorów Irish Open - Anglika Rossa Fishera (2010) oraz Amerykanina Johna Catlina (2020). Trafił w sumie sześć birdie, przeplatanych trzema bogeyami. Ze względu na egipskie ciemności i ślimacze tempo gry całej stawki, Meronk i jego grupa musieli zejść z pola po piętnastce. Z wynikiem -2 Wrocławianin wróci do gry w piątek wcześnie rano, aby dokończyć brakujące 3 dołki pierwszej rundy, a zaraz potem płynnie rozpocznie drugą rundę.
To jak wolno toczyła się czwartkowa rywalizacja na polu Trump International Golf Links wydaje się wręcz niesłychane. Dość powiedzieć, że Rory McIlroy grał… 6 godzin i 10 minut. A trzeba zaznaczyć, że „Rors” jest zdecydowanie zawodnikiem, który nigdy nie „zamula” na polu.
Główną przyczyną tak potężnego opóźnienia i skandalicznie wolnej gry były ekstremalnie trudne, wietrzne warunki pogodowe w połączeniu ze specyfiką i wymagającym ustawieniem pola w Doonbeg. Silne podmuchy atlantyckiego wiatru na zachodnim wybrzeżu Irlandii sprawiły, że zawodnicy musieli poświęcać znacznie więcej czasu na przygotowanie do każdego strzału. Ponadto, poranne grupy musiały mierzyć się nie tylko z wichurą, ale również z opadami deszczu. Trudne warunki sprawiły, że przejście pierwszych pięciu dołków zajęło grupie Rory'ego McIlroya… aż dwie godziny.
Lokalny bohater Pádraig Harrington porównał sytuację na polu do „godzin szczytu na autostradzie w koszmarnych warunkach drogowych”. Silny wiatr spychał piłki w głęboki, soczysty rough oraz inne kłopoty. Każde wybijanie z trudnego położenia, szukanie zagubionych piłek oraz konieczność kalkulowania wpływu wiatru na piłkę drastycznie wydłużały czas gry każdego flightu. Jakby tego było mało wszyscy startowali z pierwszego tee, co ostatecznie okazało się gwoździem do trumny dla zawodników i organizatorów.
Mimo to Joaquin Niemann zdołał oszukać wiatr, zagrał zdumiewające 5 uderzeń poniżej para, rundę 65, ustanawiający przy okazji rekord pola. Fantastyczna runda Chilijczyka – z czterema birdie z rzędu na dołkach 14-17 w trakcie klasycznej irlandzkiej wichury – zapewniła mu nie tylko prowadzenie w turnieju, ale też miejsce w historii klubu z Doonbeg.
Za uzyskanie nowego rekordu pola Joaquin może zgarnąć bonus w wysokości 30 000 dolarów. Nagroda ta zostanie mu oficjalnie wypłacona dopiero po zakończeniu turnieju, o ile do niedzielnego wieczoru żaden inny zawodnik nie pobije jego wyniku. Dla Chilijczyka, który grając w LIV Golf zdołał zarobić niewyobrażalną wręcz fortunę - grubo ponad 80 milionów z wygranych turniejowych i około 100 milionów za samo podpisanie kontraktu z Saudyjczykami, 30 000 dolarów to zaiste kwota na waciki, choć prestiżowo patrząc to już nieco inna historia. Jednak prawdziwą stawką jest dla niego historyczny triumf w Amgen Irish Open, jednym z kilku najstarszych turniejów golfowych globu, rozgrywanego od 1927 roku. Nagroda główna wynosi 1 020 000 dolarów, co na Niemannie również pewnie nie robi większego wrażenia.
Broniący tytułu Rory McIroy nie mógł nadziwić się jak długo grano w czwartek: „Nie pamiętam rundy golfa, która trwałaby tak długo. Ponad sześć godzin na polu to dla mnie prawdopodobnie absolutny pierwszy raz.”
Brutalne warunki pogodowe opisywał malarsko: „Zazwyczaj w ciepłych, suchych warunkach uderzam siódemką iron na odległość około 190 jardów. Dzisiaj wiatr skracał to uderzenie o dobre 50 jardów, a nawet więcej. To tylko pokazuje skalę trudności. Było ciężko, ale w końcu człowiek łapał o co chodzi – starasz się po prostu trzymać piłkę jak najbliżej ziemi i uratować jak najwięcej parów.”
Turniej transmituje Polsat Sport Extra. Pierwsze trzy rundy wyłącznie z odgłosami z pola, w czwartek dominował ryk wiatru i Atlantyku, w niedzielę z polskim komentarzem Jacka Persona.
W piątek w Holandii na polu Bernardus rozpoczyna się wielka uczta dla fanów golfa - Solheim Cup! Damską wersję Ryder Cup bardzo obszernie transmitować będzie Golf Zone. Dwa lata temu wygrywały Amerykanki, u siebie, w Robert Trent Jones Golf Club pokonując Europejki 15.5-12.5. W prawdziwym maratonie komentatorskim wystąpi solo Mikołaj Kniaginin.
Kasia Nieciak
