Medal dla zuchwałych!
Zadanie minimum, czyli udział w europejskich pucharach, zostało w Częstochowie zrealizowane. W Rakowie nie do końca zaspokaja to jednak apetyty i wciąż chcą więcej.
Tomasz Pieńko (z lewej) zdobył w Gliwicach gola. Czy w przyszłym sezonie jego trenerem również będzie Dawid Kroczek? Fot. Mateusz Sobczak / Press Focus
Poprzedni tydzień miał pod Jasną Górą gorzko-słodki smak. W środę Raków przegrał niezwykle ważne spotkanie z Jagiellonią (0:2), tracąc definitywnie szanse na mistrzostwo, a wydawało się, że i miejsce na ligowym podium. Niedzielna wygrana (3:1) w Gliwicach w połączeniu z remisem Jagi w Katowicach z GieKSą (2:2) jednak znów ożywiła nadzieje na znalezienie się w top 3.
Jest co poprawiać
Próbując najkrócej podsumować mecz przy Okrzei, można powiedzieć, że Piast miał piłkę, oddawał strzały, a Raków zdobywał gole. Już po 25 minutach Częstochowianie prowadzili 3:0. W zdecydowanej większości spotkań w tym sezonie wyglądało to odwrotnie. – Nie trzeba nawet daleko szukać, wystarczy cofnąć się o kilka dni do meczu z Jagiellonią… Mnóstwo naszych strzałów i zero goli. Teraz było odwrotnie – co strzał to bramka. Fajnie, ale druga połowa nam pokazała, że musimy lepiej zarządzać meczem. Więcej być z piłką przy nodze, żeby przeciwnik nie dochodził do tylu sytuacji. Musimy też poprawić się w pojedynkach jeden na jeden – mówił nam po meczu świadom niedoskonałości swojej drużyny Władysław Koczergin, który niedawno wrócił do gry po rocznej przerwie spowodowanej zerwaniem więzadeł. – Taki jest futbol, nie zawsze sprawiedliwy. Otworzenie wyniku tak szybko na pewno nam pomogło. W Gliwicach pokazaliśmy skuteczność na najwyższym poziomie – dodawał Michael Ameyaw, który do Rakowa trafił właśnie z Piasta. – Każdy mecz jest inny, nam to wybitnie ustawiło grę, choć zdarza się, że czasem taka szybka bramka drużynom przeszkadza. Poszliśmy po kolejne gole i mamy zwycięstwo – ocenił z kolei zdobywca jednej z bramek Tomasz Pieńko.
Pewność z tyłu
Częstochowianie, wysoko prowadząc, po zmianie stron zupełnie oddali inicjatywę gospodarzom, co przy ich lepszej skuteczności mogło mieć opłakane skutki dla Rakowa. Jedno z najlepszych spotkań w sezonie rozegrał jednak Kacper Trelowski. W kierunku jego bramki piłkarze Piasta oddali aż 30 strzałów! – Taka moja rola, żeby czasami coś złapać i zespołowi pomóc. Z Jagiellonią nie pomogłem na tyle, abyśmy chociaż zremisowali, więc teraz się poprawiłem, a koledzy dorzucili strzelanie goli – przyznał golkiper, który niedawno przedłużył kontrakt z Rakowem. – Można powiedzieć, że mimo tylu strzałów nie dopuściliśmy ich do takiej bardzo groźnej sytuacji czy strzału z linii albo zza pola karnego. Wiemy, jak bronić w obronie niskiej, jak chronić wynik – zaznaczył Koczergin. – Dwie drużyny o zupełnie innych celach, można powiedzieć, że na dwóch różnych biegunach, a to Piast był częściej przy piłce i w drugiej połowie w zasadzie narzucał warunki. To tylko pokazuje, jak niesamowicie ekstraklasa jest wyrównana. Na boisku praktycznie nie widać, kto zajmuje jakie miejsce w tabeli. Na papierze wynik wygląda bardzo dobrze, ale my naprawdę musieliśmy o niego mocno walczyć – dodał Ameyaw.
Cel minimum
Wygrana w Gliwicach miała swoją wartość – zapewniła wciąż jeszcze aktualnym wicemistrzom Polski udział w europejskich pucharach. Czwartego miejsca w lidze nikt im już nie zabierze, a to oznacza, że w najgorszym przypadku zagrają w eliminacjach Ligi Konferencji, w której w tym sezonie Raków zatrzymał się na 1/8 finału z Fiorentiną. – Graliśmy o puchary i udało się je zagwarantować już na sto procent. W tym momencie to jest najważniejsze, a z Arką zagramy o medal i może lepszy moment startowy w Europie. Po tak ciężkim sezonie, po 53 meczach, każdemu z nas będzie zależało na tym, aby zawiesić na szyi choć ten brązowy medal. Takie podejście będziemy mieć przez cały tydzień przed meczem. Liczę, że jeszcze trochę radości damy sobie i kibicom. Taki mecz pozwala nam się podnieść, bo ten z Jagiellonią nas bardzo bolał. Nie ukrywam, ciężko było to przetrawić. Na tym etapie sezonu najważniejsze jest zdobycie trzech punktów, nieważne w jakim stylu – podkreślił Trelowski. – Chwała naszej obronie i Kacprowi, bo bez ich interwencji mogło być różnie. Trzy bramki po – o ile się nie mylę – czterech strzałach zrobiły robotę. To najbardziej cieszy – podsumował Pieńko.
Apetyt rośnie
Przepis na obronę wicemistrzostwa i grę w eliminacjach Ligi Mistrzów jest prosty: wygrać z Arką i liczyć na potknięcia (remisy lub porażki) Jagiellonii z Zagłębiem oraz Górnika z Radomiakiem. Łatwo powiedzieć, ale prawdopodobieństwo takiej kulminacji zdarzeń analitycy szacują na 13,6 procent. Wielką wagę dla Rakowa miałoby szczególnie zgubienie punktów przez Jagę, ponieważ wówczas nawet przy wygranej Zabrzan Częstochowianie mogą zająć trzecie miejsce, a w związku ze zdobyciem przez Górnika Pucharu Polski przejęliby ich kwalifikację w pucharach, czyli zaczynali od III rundy eliminacji Ligi Europy. To kolosalna różnica w porównaniu z II rundą kwalifikacyjną Ligi Konferencji.
Aby jakiekolwiek scenariusze w ogóle zacząć brać pod uwagę, obowiązkiem bezwarunkowym jest wygrana z Arką. Gdynianie po niespodziewanej porażce u siebie z Bruk-Betem (2:3) w poniedziałek stracili już jakiekolwiek szanse na utrzymanie. Pod Jasną Górę przyjadą więc w podłych nastrojach, ale na taryfę ulgową raczej nie ma co liczyć. Gdynianie w takich okolicznościach zapewne tym bardziej będą chcieli się godnie pożegnać z ekstraklasą. Przy okazji także zrewanżować za dotkliwą porażkę (1:4) z rundy jesiennej, jeszcze za kadencji Marka Papszuna w Rakowie. – Był taki moment, kiedy wszystko zależało od nas, ale go przegapiliśmy, teraz pozostało nam liczyć na potknięcia rywali. To jest kluczowe. Na pewno zagramy bez spętanych nóg, bo cel minimum, czyli udział w pucharach, zrealizowaliśmy. Teraz tylko dokręcić śrubę i może będzie to nie tylko Liga Konferencji. To może jeszcze być sezon, który ocenimy jako mocno satysfakcjonujący. Ciężko pracowaliśmy na to, aby zwieńczyć go w przyjemny sposób, spędzić miło wakacje i wrócić z pozytywnym nastawieniem – zaznaczył Trelowski.
Co na to pozostali? – Mecz z Jagiellonią mocno pokrzyżował nam plany. Teraz już nie jesteśmy zależni tylko od siebie, a to nigdy nie jest sytuacja specjalnie komfortowa – zauważył Ameyaw. – Został nam jeden mecz, w którym interesuje nas tylko wygrana. Nie wiemy, jak to się skończy, ale wiemy, z jakim nastawieniem na Arkę wyjdziemy – zapowiedział Koczergin. – To bardzo ważny mecz, bo medal też ma dla nas znaczenie. Zrobimy wszystko, aby wygrać! - zakończył Pieńko.
Co z Kroczkiem?
Obecnie w klubie wszystkie siły ukierunkowane są na mecz Arką, ale nazajutrz po jego zakończeniu Raków przejdzie w fazę mniejszej lub większej rewolucji. Wiadomo, że z klubem pożegnają się Zoran Arsenić, Ivi Lopez czy Oliwier Zych, a na tym lista zapewne się nie skończy. Zasadnym również zadaje się pytanie, czy Dawid Kroczek powinien dostać szansę poprowadzenia zespołu w kolejnym sezonie. Z naszych informacji wynika, że z nazwisk kandydatów, którzy mieliby przyjść do Częstochowy, żaden nie jest blisko porozumienia. Kroczek wygrał z Koroną (2:0) i Piastem (3:1) oraz przegrał z Jagiellonią (0:2). Wyraźnie poprawił się również styl gry zespołu. Czy to przekona Michała Świerczewskiego, żeby dać mu szansę dłużej niż w czterech meczach? Pożyjemy, zobaczymy…
Mariusz Rajek
Jean Carlos Silva był najlepszym piłkarzem minionej kolejki. Czy w sobotę poprowadzi Częstochowian do wygranej z Arką? Fot. Mateusz Sobczak / Press Focus
