Mecze mogą oglądać w pracy
Kanadyjczycy są w siódmym niebie. Wygrali pierwszy mecz na mistrzostwach świata, strzelając pół tuzina goli.
Piękniejsza strona Kanady jest niemal wniebowzięta, że może być świadkiem piłkarskiego święta. Fot. PAP/EPA
Leszek Jaźwiecki z Vancouver
Reprezentacja Klonowego Liścia zalicza dopiero trzeci mundial. Poprzednie dwa były nieudane i kibice nawet nie chcą ich wspominać. Historyczny awans Kanadyjczycy wywalczyli w 1986 roku, ale po porażkach z Francją 0:1, Węgrami 0:2 i ZSRR 0:2 pożegnali Meksyk po fazie grupowej. Na drugie MŚ pojechali 36 lat później. Mimo wielu pochwał i odważnej gry, zmagania w Katarze ponownie zakończyli na fazie grupowej. W przegranym 1:4 meczu z Chorwacją zdobyli jednak pierwszą bramkę, a jej autorem był grający obecnie w Bayernie Monachium, Alphonso Davies. Kanadyjczycy przegrali jeszcze z Belgią 0:1 oraz Marokiem 1:2 i wrócili do domu. Na trzecim, „domowym” mundialu ekipa z Ameryki Północnej najpierw zanotowała remis 1:1 z Bośnią i Hercegowiną, a potem okazałe zwycięstwo z Katarem 6:0.
Chaos łagodniejący
- Dla nas pierwszy tydzień tych mistrzostw był trochę szalony. Po pierwszym remisie wokół zespołu było gorąco i chaotycznie, ale na szczęście ten chaos złagodniał i mogliśmy spokojnie przystąpić do meczu z Katarem - mówił selekcjoner Jesse Marsch. - Teraz kibice będą mogli oglądać bardziej pewny siebie, bardziej opanowany i stanowczy zespół - zapewniał.
Kanada wygrała 6:0, ale nastroje po tym meczu były zarówno radosne, jak i ponure. Wszystko przez fatalną kontuzję Izmaela Kone. Przy stanie 3:0 Assim Omer Madibo zaatakował piłkarza Kanady, w wyniku czego ten złamał nogę. - Wszyscy słyszeliśmy trzask łamanej kości, bo to się wydarzyło tuż przy naszej ławce - relacjonował trener Marsch. - Jego brak w kolejnych spotkaniach to dla nas ogromna strata. Ismael jest obecnie w szpitalu, czeka go operacja. Jest z nim już rodzina, ja też do nich dołączę.
Piłkarz z Kataru po tym zdarzeniu był wyraźnie poruszony. Zaklinał, że nie zrobił tego umyślnie i jest mu bardzo przykro. Madibo najpierw zobaczył żółtą kartkę, ale po analizie sędzia pokazał mu czerwony kartonik. Do szatni schodził ze spuszczoną głową...
Premier przyszedł do szatni
Podopieczni Marscha pokazali, że myślami są ze swoim kolegą i wspierają go w tym trudnym momencie. Po bramce na 4:0 Nathan Saliba podbiegł do ławki rezerwowych i pokazał koszulkę z numerem 8, w której grał Kone. Wsparcie dla piłkarza przekazał także premier Kanady Mark Corney, który po meczu odwiedził w szatni piłkarzy i gratulował im zwycięstwa.
Mecz Kanady i Kataru był historyczny także pod innym względem. Po raz trzeci w historii MŚ gospodarz poprzedniego mundialu zmierzył się z aktualnym organizatorem. Pierwszy raz do takiej sytuacji doszło kiedy Francja (gospodarz MŚ w1938) zmierzyła się w ćwierćfinale z Włochami (1934) i przegrała 1:3, a Azzurri później wywalczyli Puchar Świata. Drugi taki przypadek miał miejsce w 1954, kiedy Szwajcaria w fazie grupowej zmierzyła się z Brazylią (gospodarz z 1950 roku) i przegrała 0:4.
Obecnie kibiców i dziennikarzy w Kanadzie najbardziej nurtuje to, kiedy na murawie zobaczą swoją gwiazdę, Alphonso Daviesa. Gwiazdor Bayernu do tej pory leczył kontuzję ścięgna, jakiej nabawił się w spotkaniu Ligi Mistrzów. Trener Marsch zapewnia, że Davies intensywnie trenuje i jest już gotowy do gry. - Może nawet zobaczymy go w meczu z Katarem - zapowiadał już kilka dni temu selekcjoner i dodał tajemniczo, że wszystko będzie zależało od tego, jaki wariant gry obierze. Jak się okazało, jego podopieczni poradzili sobie bez Daviesa, który zapewne wybiegnie na boisko w środę przeciwko Szwajcarii. Będzie to mecz o 1. miejsce w grupie.
Ja chcę do biura!
Kanadyjczycy, którzy przede wszystkim kochają hokej, zaczynają inaczej patrzeć na soccer. Jedna z firm przeprowadziła badania, w których wzięło udział 8000 pracowników z Kanady i kilku innych krajów. Wynikło z nich, że 37 procent pracowników dostosuje swój harmonogram pracy do terminarza mundialu. To nie wszystko, bo 27 procent przyznało, iż prawdopodobnie spóźni się do pracy, wyjdzie wcześniej lub... w ogóle nie przyjdzie do biura, jeśli będzie grała ich ulubiona drużyna. Jest też grupa - 14 procent - licząca na to, że będzie mogła oglądać spotkania mundialu w pracy.
Niektórzy kanadyjscy pracodawcy, zdając sobie sprawę, że to jedna z największych i najważniejszych imprez w ostatnim dziesięcioleciu, zamienili swoje sale konferencyjne na strefy kibica, gdzie na telebimach bądź na ekranach telewizorów ogląda się mecze. - Mamy hybrydowy system pracy, ale okazuje się, że w dniu meczowym pracownicy chętnie chcą przychodzić do biura, aby wspólnie oglądać - przyznał szef pewnej firmy z miasta Burnaby i dodał, że od kilku dni jego pracownicy pojawiają się w parcy nie w garniturach, ale w koszulkach reprezentacji Kanady.
Za ostatni grosz...
Jeszcze przed rozpoczęciem mundialu kibice narzekali na drogie bilety. Jak do tej pory frekwencja pokazuje, że potrafią wydać ostatni grosz, żeby pójść na stadion. Rano przed meczem z Katarem oficjalna platforma biletowa FIFA nie była dostępna (starcie w Vancouver rozpoczynało się o 15.00). Strony sprzedażowe były jedyną opcją dla kibiców, którzy mieli nadzieję zasiąść na trybunach BC Place. Rano ceny wejściówek kształtowały się w cenie 880-1000 dolarów, co nawet jak na kieszeń przeciętnego Kanadyjczyka jest nie mało. Z wydatkami trzeba się liczyć także w strefach kibica. W Last Mile wielu przegląda stojaki z koszulkami, szalikami, czapkami i innymi gadżetami mistrzostw. Za piłkę Trionda trzeba zapłacić 90 dolarów, najtańsza koszulka kosztuje 75, a czapka 50.
Koszulka na urodziny
Dla tych którzy nie mieli szczęścia nabyć biletów alternatywą jest oglądanie meczów w strefach kibica lub w pubach, a w ich nie zawsze można znaleźć miejsce. Przed pubem Dublin Calling na Granville roi się od kibiców w narodowych barwach. Trudno się przepchnąć. - O, Canada! - krzyknęli i podskoczyli wszyscy z radości po pierwszej bramce strzelonej Katarowi. - Mam córkę, która też kopie piłkę i na każde urodziny prosi tylko o nową koszulkę - tłumaczy z szerokim uśmiechem stojąca obok mnie blondwłosa Giullia. - Dzisiaj jednak nie mogła ze mną tu przyjść.
Inny fan, który w Vancouver mieszka od dwóch lat, przyznał, że takich tłumów w tym mieście jeszcze nie widział. - Piłka nożna jest popularna w Europie, Azji, ale w Ameryce skala jej popularności dopiero rośnie. Miło tu być - przyznał Lowson Chan.
Festival Fan jest też na Hastings Park. Kibice zbierają się także niedaleko Sience World, obiektu w kształcie kuli, wybudowanego z okazji odbywającego się w Vancouver w 1986 roku Expo. Na czas mistrzostw została zamieniona w gigantyczną, 40-metrową replikę oficjalnej piłki turniejowej. Do jej pokrycia wykorzystano ponad 130 specjalnych paneli, aby idealnie odwzorować wygląd piłki.
Mundial powoli nabiera tempa, mecze zaczynają mieć coraz większą wagę. Każda z drużyn chce jak najdłużej przeżywać turniejową gorączkę, a to może tylko podwyższyć poziom zmagań...
Niko Sigur i pozostali Kanadyjczycy dali do zrozumienia, że mocno wspierają połamanego Izmaela Kone... Fot. PAP/EPA
