Mecz kompletny

Na kilka dni przed starciem z gdańskim kandydatem do ekstraklasy niebiesko-czerwoni posłali mu mocny sygnał ostrzegawczy.

Ofensywne zapędy Mikołaja Łabojki nie zostały nagrodzone golem. Muszą mu wystarczyć więc oklaski przy otwartej kurtynie. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

POLONIA BYTOM

Luz, swoboda operowania piłką - dobrze się na to patrzyło. Kiedy stałem przy linii, przychodziła mi czasem do głosu myśl, żeby bić brawo – te słowa Konrada Geregi zacytowaliśmy już przy okazji relacji z meczu jego podopiecznych z Odrą. To były zupełnie zasłużone słowa. Podobnie jak jednozdaniowa raptem ocena całego spotkania. - Długo czekaliśmy na taki mecz kompletny i on dzisiaj nastąpił! - podkreślał szkoleniowiec. I więcej słów nie trzeba było; radosne fetowanie przez zawodników z kibicami gładkiego 3:0 (a powinno być i wyżej) trwało tak samo długo, jak „rozmowa wychowawcza(?)” gości z ich fanami. Warto przy okazji przypomnieć, że sympatycy obu drużyn – od dekad połączeni m.in. wspólnymi barwami – zgodnie oglądali 90-minutowy spektakl i zgodnie dopingowali obie strony. Powody do radości mieli jednak tylko bytomscy członkowie tego połączonego „młyna”.

Wybronili, bo od tego są!

Pierwsza połowa, jakkolwiek toczona pod dyktando gospodarzy, rodziła cień obaw o to, że Polonia – jak w spotkaniu z Ruchem czy Podbeskidziem przy Piłkarskiej – może mieć kłopoty ze złamaniem oporu rywala. - Pierwsza połowa była w naszym wykonaniu dobra, próbowaliśmy konsekwentnie skruszyć dobrą organizację gry obronnej Odry – podsumowywał owe 45 minut trener Bytomian. Parę razy wydawało się, że gol paść musi, a jednak skończyła się ta odsłona bez bramek. Dla miejscowych, ale i dla przyjezdnych, choć to oni – jednym rzutem rożnym w doliczonym czasie - przyprawili o zawał serca polonijnych fanów. - Tak, wiedzieliśmy, że to jest atut Odry. To był ten najtrudniejszy moment do przetrwania – potwierdzał opiekun niebiesko-czerwonych. - Ale wybroniliśmy go, bo... od tego oni są – odpowiadał trener Gerega, gdy przywołaliśmy nazwiska skutecznie interweniujących na linii bramkowej w odstępie kilku zaledwie sekund Oskara Krzyżaka, Jakuba Szymańskiego i Wojciecha Banasika. - Zagranie na zero z tyłu było dla mnie podstawą; bo wiem, że mamy w przodzie zawodników na tyle jakościowych, by wykreowali sobie sytuacje bramkowe.

Lewa – owszem. Ale nie tylko

Tak rzeczywiście jest – i tak było w drugiej połowie. Dobrze naoliwiony walec (- Zostaliśmy zgnieceni – mówił trener gości, Piotr Plewnia, stąd owo porównanie) przetaczał się po Opolanach konsekwentnie i z wielką powtarzalnością akcji granych na jeden kontakt. - Jest wielka siła w tej naszej lewej stronie – uśmiechał się po meczu Konrad Andrzejczak w imieniu własnym i Lucjana Zielińskiego. Kapitan Odry, Mateusz Spychała, nie raz nie dwa został przez nich wsadzony na karuzelę. Tym razem jednak kreatywność ofensywna miała swoje źródło również w środku (Mikołaj Łabojko, Benedik Mioć), a kontra na 1:0 wyprowadzona została prawą stroną (Grzegorz Szymusik i Patryk Szymański). I to już pod nieobecność największego pechowca, Kamila Orlika, który zapewne nieco dłużej będzie musiał leczyć teraz kontuzję stawu skokowego.

Między nami, rówieśnikami

- Wszedł jednak za niego Patryk Stefański, obecny tutaj od wielu lat, z charakterem bytomskim, zawsze zostawiający i dużo zdrowia, dużo serca. Bardzo go szanuję za to. Jest w moim wieku; tymczasem ja stoję za linią, a on jest zdolny do dużego biegania! - Gerega komplementował podopiecznego, który pamięta jeszcze gorzki okres Polonii w IV lidze.

Dariusz Leśnikowski



Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się