Mecz inny niż wszystkie
Jeśli jakikolwiek zawodnik Orlen Wisły Płock czy Industrii Kielce powie, że w niedzielę czeka go zwyczajne spotkanie o punkty, to skłamie.
Pewne jest, że w starciu najlepszych drużyn polecą iskry. Fot. Tomasz Fąfara/PressFocus
ORLEN SUPERLIGA MĘŻCZYZN
Hit, szlagier, szczyt, „święta wojna”, derby Polski - tak i pewnie jeszcze inaczej określa się od lat starcia ekip z Płocka i Kielc. Nie ma się jednak temu co dziwić, bo to od dawna najlepsze zespoły w Polsce, którym nikt nie jest w stanie podskoczyć, nie mówiąc już o odebraniu punktów. Coś takiego w Wiśle i Industrii zostałoby odebrane jako zniewaga.
Nahi kontra Serdio
W obu zespołach roi się od obcokrajowców i to oni stanowią o ich sile. Nie brakuje w nich reprezentantów, uczestników i medalistów wielkich imprez. Nie będzie więc przesadą, jeśli napiszemy, że początek zaplanowanego na niedzielę meczu miał miejsce podczas... styczniowych mistrzostw Europy. Pod koniec starcia Francja - Hiszpania Dylan Nahi celowo/niecelowo (niepotrzebne skreślić) wpadł na Abela Serdio, któremu w nienaturalny sposób wygiął się staw kolanowy. Doszło do przepychanek, francuski skrzydłowy z Kielc robił minę niewiniątka, a hiszpański obrotowy zwijał się z bólu. Nazajutrz głos zabrali działacze klubu z Płocka. W ich ocenie Nahi miał z premedytacją sfaulować Serdio, by wykluczyć go z gry Orlen Superlidze, a zwłaszcza ze „świętej wojny”. Wisła wydała nawet oświadczenie. „Po analizie zapisu wideo wyrażamy stanowczy sprzeciw dla niesportowej postawy reprezentanta Francji. W ocenie klubu, zachowanie Dylana Nahiego zaplanowane było na spowodowanie trwałego urazu naszego zawodnika i wyeliminowanie go nie tylko z dalszej gry w mistrzostwach Europy, ale przede wszystkim z rywalizacji o mistrzostwo Polski. Jesteśmy w stałym kontakcie z Abelem Serdio i czekamy na oficjalną diagnozę ze sztabu medycznego kadry narodowej Hiszpanii” - można było przeczytać. Obrotowy faktycznie doznał kontuzji, ale nie na tyle groźnej, by mogła go wykluczyć na dłużej. Całkiem niedawno wrócił go gry i jest ważnym ogniwem zespołu.
Zła krew od dawna
Oświadczenia to w ostatnich sezonach stały element krajowego hitu. Zwykle dotyczą one błędów sędziowskich, ale wzajemnego wbijania szpileczek, wytykających niesportowe zachowanie, nie brakuje. Jak będzie w niedzielę? Pewnie podobnie, zwłaszcza że trenerzy Tałant Dujszebajew i Xavier Sabate, mimo że są Hiszpanami, od dawna nie podają sobie ręki, a obrażanie i niewybredne porównywania to dla nich chleb powszedni. Nie ma jednak co przypominać w tym momencie powodów ich sporów, ale śmiało można założyć, że po końcowej syrenie ponownie dojdzie do gorszących scen. Atmosferę podgrzewać będą pełne trybuny Orlen Areny, nieprzychylne dla odwiecznego rywala.
Ogromna strata
Oba zespoły przystąpią do gry podbudowane czwartkowymi występami w Lidze Mistrzów. Zwycięsko z tego korespondencyjnego pojedynku wyszli Kielczanie, przywożąc 2 punkty z Berlina, gdzie pokonali tamtejsze Lisy. Nafciarze podejmowali ekipę z Magdeburga i mogli, a nawet powinni sięgnąć po pełną pulę. Kiepsko rozegrana końcówka spowodowała, że obrońcy tytułu zniwelowali pokaźne straty i sięgnęli po punkt. Mimo tego Wisła zagwarantowała sobie 3. miejsce w tabeli grupy B, a Industrię czekają jeszcze dwa podejście by zostać 3. zespołem grupy A. Kielczanie zdobycie Berlina okupili zdrowiem Alexa Dujszebajewa. Pod koniec meczu kapitan zespołu w indywidualnej akcji ofensywnej naciągnął mięsień dwugłowy. Hiszpański rozgrywający zwijał się z bólu i od razu było wiadomo, że uraz jest poważny. Jego ojciec robił dobrą minę do złej gry. - Mam nadzieję, że Alex wróci do gry jak najszybciej. Wygląda jednak na to, że będzie musiał pauzować 6-7 tygodni - mówił Tałant Dujszebajew, mimo że nie wiedział, czy jego starszy syn naciągnął, naderwał czy zerwał „dwójkę”. Jeśli jego słowa się potwierdzą, czołowy prawy rozgrywający świata wróci dopiero w drugiej połowie kwietnia, możliwe że przed zaplanowanym na 18-19 kwietnia turniejem finałowym Pucharu Polski. Tym samym zabraknie go w meczach play offu Ligi Mistrzów, do których dojdzie 1-2 i 8-9 kwietnia.
Wiara „Oleja”
W Max Schmeling Halle ucierpiał także Michał Olejniczak, ale jego upadek na plecy i stłuczenie odcinka lędźwiowego kręgosłupa to „agrafka”. Dzień po powrocie z Berlina reprezentacyjny rozgrywający o bólu nie wspominał, a jego myśli krążyły wokół meczu w Płocku. - Chcemy wygrać i spróbować odrobić 5-bramkową stratę z pierwszego meczu - zadeklarował „Olej”, mając na myśli porażkę 27:32 z 17 października i wiedząc, że z Nafciarzami Kielczanom przyjdzie się zmierzyć w tym sezonie w majowych starciach o złoty medal, który jego zespół bardzo chce odzyskać. - Olejniczak podkreślił, że gra zespołu z Płocka nie jest wyjątkowo skomplikowana, ale jest niezwykle skuteczna. - Czeka nas trudna przeprawa, ale jedziemy walczyć o 2 punkty. Wierzymy, że jesteśmy w stanie wygrać z tym zespołem - dodał.
Mur do skruszenia
Drugi trener Industrii nie omieszkał skomplementować rywali. - Mają zawodników o wybitnych umiejętnościach indywidualnych, jak Miha Zarabec, Mitja Janc i Gergo Fazekas, ale też graczy, którzy potrafią rzucać z drugiej linii, jak Sergiej Kosorotow czy Melvyn Richardson. Do tego dochodzą świetne i szybkie skrzydła. Ich defensywa, jeśli chodzi o intensywność, jest jedną z najlepszych w Europie. Tracą bardzo mało bramek, a to świadczy, że wykonują świetną robotę właśnie pod swoją bramką. Każdy mecz pomiędzy tymi drużynami jest inny i każdy pisze inną historię - powiedział Krzysztof Lijewski, który dodał, że w ataku pozycyjnym obrońców tytułu ciężko będzie skruszyć, ale... - Po wygranej piłce w obronie bądź stracie przeciwnika, musimy mieć odwagę, żeby szybko biec do przodu i starać się zamieniać te kontrataki na bramki. Musimy mieć świadomość, że każdy gol może być na wagę złota - nie ukrywał asystent trenera Dujszebajewa.
Marek Hajkowski
◼ Orlen Wisła Płock - Industria Kielceniedziela, godz. 12.30; transmisja - Polsat Sport 1
CZY WIESZ, ŻE...
Rozjemcami hitu sezonu będą Michał Orzech i Robert Orzech z Gdańska. Bracia staną przed szansą rehabilitacji po finale sprzed dwóch lat, kiedy uznali bramkę Kiryła Samoiły bezpośrednio z rzutu wolnego, już po upływie 60 minut gry. Kielce prowadziły 22:21, gdy białoruski rozgrywający stanął z piłką na linii 9 metrów i doprowadził do remisu. Mimo że oderwał lewą stopę, naruszając przepisy, sędziowie gola uznali. W rzutach karnych lepsi byli Nafciarze.
200 KIBICÓW wicemistrza Polski wybiera się w niedzielę do Płocka.
_______________
Zdaniem eksperta
Artur SIÓDMIAK, były reprezentant Polski, komentator Polsatu Sport
Czeka nas starcie europejskich gigantów, które nie ma klarownego faworyta, bo potyczki tych zespołów zazwyczaj są wyrównane i nie inaczej będzie w niedzielę. Kwestia własnej hali czy kibiców w mojej ocenie nie będzie miała żadnego znaczenia, biorąc pod uwagę doświadczenie i jakość zawodników. Szanse są wyrównane, oba zespoły będą po meczach w Lidze Mistrzów, więc zmęczenie będzie podobne. Na papierze Orlen Wisła wydaje się trochę silniejsza, ale papier nie gra, lecz zawodnicy, którzy stworzą znakomite widowisko na wysokim poziomie. Jedno jest pewne, emocji jak zawsze nie zabraknie.
Artur Siódmiak twierdzi, że w meczu Płocka z Kielcami nie ma faworyta. Fot. Adam Starszyński/PressFocus
