Mbappe po łódzku
Grunt to dobry PR. Jeżeli się nie zdobywa punktów, trzeba uwagę kibiców i mediów przyciągnąć w inny sposób.
Naskakał się Sebastian Bergier (czerwona koszulka) na Nowej Bukowej. GieKSiarskiej defensywie i Rafałowi Strączkowi nie zdołał jednak podskoczyć. Fot. Mateusz Sobczak / Press Focus
WIDZEW ŁÓDŹ
O tym, że łódzki klub na medialnym topie jest ze względu na dokonywane transfery, bo nikt wcześniej w polskiej ekstraklasie w jednym okienku transferowym nie wydał 13 milionów euro, traktować trzeba jako oczywistość. Na razie efekt punktowy tych zakupów jest jednak zerowy, a rekordzista – Osman Bukari (5,5 mln) – to jeden z najbardziej krytykowanych graczy na przednówku.
Zaklęcie numer jeden....
Zresztą właśnie w owej zimowej rewolucji Igor Jovicević próbował szukać... usprawiedliwienia dla dwóch kolejnych porażek swych podopiecznych. – W drużynie zagrało wielu nowych zawodników. Jedynym piłkarzem z zeszłego sezonu, który wystąpił w pierwszym składzie Widzewa w Katowicach, był Juljan Shehu – przypominał po porażce na Nowej Bukowej. Zabrzmiało to trochę tak, jakby od owej rewolucji się odżegnywał; a przecież trudno sobie wyobrazić, by owego bogactwa transferów nie firmował swym nazwiskiem...
… i numer dwa
„Nowi” to pierwsze z zaklęć szkoleniowca. Drugie to „posiadanie” (wymiennie ze „statystyki”). – Mieliśmy dobre statystyki, chociażby 70 proc. posiadania piłki, i generalnie wyglądaliśmy lepiej od przeciwnika – tak opisywał „wziętą liczebniczo” pierwszą połowę w wykonaniu swych podopiecznych. – GKS skupiał się na destrukcji, ale przecież przewagę w posiadaniu, i to bardzo dużą, mieliśmy też przeciwko Jagiellonii. A Jagiellonia jest w lidze drużyną uznaną, która lubi grać piłką – podkreślał Jovicević.
Metoda na głoda (punktów)
Chorwat ma też na podorędziu zaklęcie numer trzy: „zwycięstwo”. – To jest trudny moment dla drużyny. Rezultat w Katowicach był ceną za popełniony błąd. Pokazaliśmy, że potrafimy grać jakościowo w piłkę. Wygrywamy dużo pojedynków „jeden na jeden”, ale by w przyszłości osiągać dobre rezultaty, niezbędne jest zbudowanie pewności siebie w zespole. Aby to zrobić, by znaleźć pozytywne przełamanie, potrzebujemy zwycięstwa. Dopiero zwycięstwo pozwoli nam uchwycić tę pewność siebie i odmienić obecną sytuację – analizował. Na razie jednak tych zwycięstw ma w ekstraklasie serdecznie mało: ledwie dwa w dziewięciu meczach ligowych (i sześć porażek).
Gwizdy kontra owacje
Poza wspomnianym Bukarim kiepskie noty w Katowicach zebrał też m.in. Sebastian Bergier. Dla niego był to trudny występ: kibice GieKSy nie zapomnieli mu, że kilka miesięcy temu przedłożył Widzew nad ich klub. Każde dojście napastnika do piłki wzbudzało na trybunach huragan gwizdów, a udana interwencja defensorów – owacje. Tych ostatnich było całkiem sporo, bo najlepszy snajper Łodzian de facto został wyłączony z gry przez Arkadiusza Jędrycha! W tej sytuacji kontakty z piłką najczęściej łapał w... narożniku boiska, gdy przychodziło mu egzekwować kolejne rzuty rożne.
„Ale jak to: snajper wykonuje kornery?” – zapytacie. I będziecie mieć rację w swym zdziwieniu. Trener Jovicević o tę kwestię też został zapytany. – Mamy w zespole wiele sposobów wykonywania rzutów rożnych – przekonywał szkoleniowiec. A potem tłumaczył oddelegowanie Bergiera do tejże „egzekucji”. – Seba po prostu ma bardzo dobre dośrodkowanie – zaznaczał. I na koniec użył dość niezwykłego w tym kontekście porównania. – Przecież w Realu do rożnych wyznaczany jest też Kylian Mbappe, choć przecież przede wszystkim jest świetnym strzelcem! – zakomunikował. Niezłe zagranie PR-owe, słowa zestawiające Mbappe z Bergierem na pewno zacytują wszelkie media...
Odesłany do narożnika
Na koniec dygresja: klasy łódzkiemu napastnikowi zabrakło nie tylko na murawie. Po końcowym gwizdku jako jeden z pierwszych Widzewiaków przemknął przez strefę wywiadów, warknąwszy krótkie „nie” na propozycję skomentowania spotkania. Cóż, najwyraźniej potrzebne mu było i w tym przypadku odesłanie do narożnika (tym razem szatni, nie boiska), gdzie miał o czym myśleć...
Dariusz Leśnikowski
