Mazowieckie traumy
Wylosowanie Znicza przywołało w Chorzowie negatywne wspomnienia z końcówki poprzedniego sezonu. Waldemar Fornalik pamiętać ich jednak nie ma zamiaru.
Ruch jedzie do Pruszkowa, by wyszarpać zwycięstwo, którego nie udało mu się osiągnąć na tym terenie w maju. Fot. Radosław Makuch / Press Focus
RUCH CHORZÓW
Niebieskim niespecjalnie w ostatnim czasie idzie z drużynami z województwa mazowieckiego. Po spadku do 1. ligi na 24 możliwe do zdobycia punkty (Pogoń Siedlce, Polonia Warszawa, Wisła Płock i Znicz Pruszków) Chorzowianie zgarnęli ledwie siedem. W poprzednim sezonie także na 24 punkty (Siedlce, Polonia, Znicz i Pogoń Grodzisk Mazowiecki) było jeszcze gorzej – trzy „oczka”. Teraz są trzy kluby (Siedlce, Polonia i Pogoń Grodzisk Mazow.) i na razie udało się zdobyć cztery punkty, za remis w Warszawie i ostatnie, jakże kapitalne zwycięstwo z Grodziszczanami. Ale to dopiero początek... serii.
Imponujący lider
W niedzielę była Pogoń z Grodziska, dzisiaj jest wyjazd do Pruszkowa w ramach Pucharu Polski, a we wtorek (przesunięcia z racji Wszystkich Świętych) wyjazd na Pogoń z Siedlec (przypomnijmy – geograficznie to Podlasie).
Postawa Ruchu po przerwie reprezentacyjnej daje mnóstwo powodów do optymizmu, bo nietrudno będzie obronić tezę, że w tym okresie jest to najlepszy zespół 1. ligi. Ale Pruszkowianie to... najlepszy zespół 2. ligi – i to nie w ostatnich tygodniach, a w całym sezonie. To wyraźny lider, który mimo posiadania bardzo młodej drużyny przegrał tylko raz. – Widzimy, jaką mają przewagę, będąc liderem. To aż dziewięć punktów nad trzecim miejscem. W tym nie ma przypadku. Ta drużyna bardzo dobrze funkcjonuje – chwalił Znicza trener Waldemar Fornalik, który razem z zespołem udał się na Mazowsze wczoraj. – To trzy pełne dni na wypoczynek. Myślę, że drużyny będą w optymalnej dyspozycji. Na pewno dokonamy korekt, bo to nieuniknione. Są zawodnicy, którzy palą się do gry i czekają na swoją szansę, tak jak było w meczu z Lechią Zielona Góra – przypomniał wygraną 2:0 w poprzedniej rundzie „King”.
Koniec przepraszania
Szufladka „wyjazd do Pruszkowa” jest dla Chorzowian bardzo bolesna. Wszyscy doskonale pamiętają ostatnią kolejkę zeszłego sezonu, gdy Niebiescy mieli tylko nie przegrać ze zdegradowanym już Zniczem, aby dostać się do baraży. Nogi totalnie się im jednak zaplątały i mimo zdobycia dwóch bramek z karnych, to przegrali zasłużenie 2:3. Piłkarze byli załamani, a Fornalik wściekły. Mimo tego po końcowym gwizdku Ruch był w play offach, bo Polonia Warszawa remisowała w Opolu, ale... strzeliła na 2:1 w szóstej doliczonej minucie, dzięki czemu zrównała się z Ruchem punktami i wyprzedziła go lepszym bilansem bezpośrednich meczów (bo bramkowy miała gorszy). Kiedy więc Chorzowianie wylosowali w Pucharze Polski wyjazd do Pruszkowa, nie mogło zabraknąć pytania o tamten mecz, który część piłkarzy na pewno chciałaby wymazać z pamięci. – Skończmy z negatywną historią, bo ciągle ktoś za coś przeprasza, albo coś przypomina. To jest po prostu następny mecz. Nie chcę wracać do przeszłości, bo zawsze mówię, że najbliższy mecz jest najważniejszy i tak do tego podchodzimy – powiedział stanowczo trener Fornalik.
Palą się do gry
Ruch będzie miał w tym meczu komfortową sytuację kadrową, choć nie zagra Krystian Rostek, który w poprzedniej rundzie obejrzał dwie żółte kartki. – Siedzimy i zastanawiamy się, jakie to będą zmiany, choć na niektórych pozycjach wydają się one z góry naturalne. Pod każdym względem będzie to jednak mocny skład – nie wchodził w szczególny Fornalik. Patrząc jednak po tym, kto w ostatnim czasie nie gra lub wchodzi z ławki, można spodziewać się na murawie m.in. Aleksandra Komora, Filipa Wójcika, Shumy Nagamatsu, Agustina Coscii czy Denisa Ventury.
Piotr Tubacki
