Margines błędu nie istnieje

Mimo siedmiu zmian w składzie, trener Tomasz Łuczywek ponowną przygodę z Zagłębiem Sosnowiec rozpoczął od porażki.

Chcąc się utrzymać w gronie drugoligowców, Sosnowiczanie (w zielonym stroju Mateusz Matras) muszą się wznieść na wyżyny. Fot. Krzysztof Dzierżawa/PressFocus

 ZAGŁĘBIE SOSNOWIEC

Jak na razie „nowa miotła” nie pomogła. Mimo że w drugiej połowie przegranego 0:2 meczu z Podbeskidziem piłkarze z Sosnowca postraszyli zespół z Bielska-Białej, to na pierwsze punkty pod wodzą Tomasza Łuczywka przyjdzie im jeszcze poczekać. - Jechaliśmy do Bielska z ogromną chęcią zwycięstwa. Zagłębie od dawna nie wygrało w lidze i nastawienie było takie, żeby w końcu się przełamać i pozostawać w grze o utrzymanie. Niestety, skończyło się na marzeniach. Podbeskidzie wygrało zasłużenie, zdominowało nas w pierwszej połowie i już do przerwy miało dwubramkową przewagę. W przerwie wierzyliśmy, że uda nam się wrócić do gry i początek drugiej połowy wskazywał, że jesteśmy w stanie nawiązać walkę. Stworzyliśmy kilka sytuacji, po których mogliśmy, a wręcz powinniśmy strzelić gola. Niestety, same okazje to jeszcze nie bramki. Rywal odniósł zasłużone zwycięstwo, a my nadal jesteśmy z niczym - mówił szkoleniowiec Zagłębia, który dokonał sporych roszad w składzie. W porównaniu do przegranej 0:2 potyczki z ŁKS-em II Łódź, gdy na trenerskiej ławce zasiadał jeszcze Grzegorz Bąk, Mateusza Kabałę zastąpił w bramce Kacper Siuta, a w rezerwie pozostali także: Bartosz Chęciński, Grzegorz Janiszewski, Kacper Wołowiec, Marcel Broniewski i Michał Barć, zaś poza kadrą znalazł się kontuzjowany Bartłomiej Wasiluk. W ich miejsce zagrali wracający po kontuzji Dawid Szot, a także Adrian Gryszkiewicz, Linus Ronnberg, Filip Laskowski, Miłosz Pawlusiński i Szymon Sobczak. Zmiany te na niewiele się zdały, a cały zespół po raz kolejny pokazał, że nazwiska nie grają. Bo choć na papierze ekipa z Sosnowca prezentuje się nieźle, to jej pozycja w tabeli świadczy o tym, że jest słaba...

Na pięć kolejek przed końcem drugoligowych zmagań Zagłębie ma jeszcze szansę na utrzymanie, ale wiodą one przez baraże. Do strefy barażowej traci obecnie 4 punkty. Dystans mógł być większy, ale znajdujący się w tej strefie Sokół Kleczew przegrał (0:2) w niedzielę z liderującą Unią Skierniewice. Drugą drużyną na miejscu barażowym jest Stal Stalowa Wola, która ma 5 punktów przewagi nad Zagłębiem i to właśnie „Stalówka”, która po remisie 1:1 z Rekordem Bielsko-Biała zwolniła trenera Macieja Musiała, będzie rywalem Sosnowiczan w czwartkowym meczu, meczu ostatniej szansy. - Matematyki nie da się oszukać i wiemy, w którym miejscu jesteśmy. Powiedziałem zawodnikom w szatni, że czas, w którym Zagłębie nie jest w stanie zwyciężyć, jest za długi i margines błędu praktycznie już nie istnieje. Zdajemy sobie z tego sprawę. W czwartek czeka nas mecz ze Stalową Wolą i już dziś o tym meczu można mówić, jak o finale, bo taki chyba będzie on dla nas. Oczywiście, zawodnicy są na profesjonalnym poziomie i muszą sobie z taką presją poradzić. Zobaczymy, jak będzie w czwartek. Druga połowa w meczu z Podbeskidziem daje pewne nadzieje, ale na pewno musimy zagrać o wiele lepiej, jeśli chcemy myśleć o wygranej. Samo zaangażowanie i chęci to jeszcze za mało - dodał Tomasz Łuczywek.

Kompletując kadrę na spotkanie ze Stalą, szkoleniowiec Zagłębie nie będzie mógł wziąć pod uwagę „kartkowiczów”. Mateusz Matras i Linus Ronnberg w Bielsku-Białej zostali napomniani po raz czwarty w tym sezonie, więc czeka ich przymusowa przerwa w grze.

Krzysztof Polaczkiewicz

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się