Marazm trwa
Raków znowu przegrał i znalazł się w sytuacji skrajnie beznadziejnej. Widmo spadku jest już bardzo realne.
Raków znalazł się nad przepaścią, a niektórym zawodnikom jest wstyd za to co prezentują na boisku. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus
Coraz gorzej
Choć wciąż trudno sobie wyobrazić, aby najlepiej punktująca drużyna ostatnich lat pożegnała się z ekstraklasą w tym sezonie, to fakty są takie, że sytuacja Rakowa jest bardzo zła, a kryzysowi nie potrafią zaradzić kolejni trenerzy. Tomasz Kaczmarek jest już czwartym szkoleniowcem, który pracuje przy Limanowskiego od czasu opuszczenia klubu w grudniu zeszłego roku przez Marka Papszuna. O ile były trener Radomiaka był w stanie wygrać na początku nowej pracy z Motorem (2:1), a z Zagłębiem Lubin przegrał (2:3) pechowo wskutek m.in. pomyłek sędziowskich, tak w sobotę w Kielcach (2:3) był drużyną bezdyskusyjnie słabszą, która przegrałaby wyżej, gdyby Korona wykazała się lepszą skutecznością.
Znów ta obrona...
Kaczmarek musiał sobie radzić bez pauzującego za kartki Frana Tudora oraz kontuzjowanego Władysława Koczergina. W składzie Korony znalazło się za to aż czterech zawodników z przeszłością w Rakowie (Dziekoński, Mosór, Ameyaw, Długosz). Początek spotkania był całkiem obiecujący dla Rakowa. W 9 min Patryk Makuch obsłużył podaniem Jeana Carlosa, ten uderzył jednak za lekko, w dodatku obok bramki. Chwilę później groźnie pocelował Tomasz Pieńko, a gospodarzy uratował Slobodan Rubezić. Były to jednak dobre początki dramatu, który dopiero miał nastąpić. W 19 min Bogdan Racovitan sfaulował na linii pola karnego Wiktora Długosza, a po konsultacji VAR sędzia Tomasz Frankowski wskazał na „jedenastkę", pewnie na gola zamienioną przez Mariusza Stępińskiego. Niedługo później nieatakowany przez nikogo Camilo Mena przedarł się środkiem i efektownie pokonał Kacpra Trelowskiego silnym uderzeniem pod poprzeczkę. Postawa defensywy Rakowa bardziej przypominała tę z meczów pomiędzy blokami na trzepaku niż z ekstraklasy. Gospodarze poczuli krew, zobaczyli jak słaby tego dnia jest Raków i chcieli rozstrzygnąć mecz już przed zejściem na przerwę. Raków grał klasyczną obronę – nomen omen – Częstochowy, która pozwoliła mu dotrwać do przerwy „tylko” z dwiema bramkami straty.
Straszny wstyd
Po zmianie stron niemający nic do stracenia Częstochowianie zaatakowali i zdobyli bramkę kontaktową po trafieniu Lamine Diaby-Fadigi, ale cieszyli się z niej niespełna trzy minuty, bo… znów sfaulowali zawodnika Korony w polu karnym, a Stępiński ponownie się nie pomylił z jedenastego metra. Pod koniec poprawić wynik udało się jeszcze Bogdanowi Mirceticiowi, ale to wszystko na co stać było tego dnia Raków.
– Taki dorobek punktowy na tym etapie sezonu przynosi nam straszny wstyd. Dla mnie osobiście to jest wstydliwe, że wygraliśmy jeden mecz na dziewięć. Nie ma nic na naszą obronę – powiedział Kacper Trelowski. Co najgorsze z perspektywy częstochowskiej, nie widać sposobu na wyjście z kryzysu i z ostatniego miejsca w tabeli.
Być może pomysłem na przełamanie impasu będzie… długie wolne dla piłkarzy. Zawodnicy Rakowa, którzy nie zostali powołani do kadr narodowych, dostaną blisko tydzień wolnego (od najbliższego wtorku do kolejnego poniedziałku). Sztab nie planuje w tym czasie żadnego zgrupowania, ale jest bardzo prawdopodobne, że Częstochowianie zagrają spotkanie kontrolne z jednym z ligowych rywali. Do ekstraklasy wrócą 9 października, gdy na inaugurację 10. kolejki podejmować będą GKS Katowice.
GŁOS TRENERÓW:
Jacek Zieliński, trener Korony: Cel był jeden: zwycięstwo i przełamanie tej paskudnej passy u siebie i zapewnienie sobie spokoju na trzy tygodnie przerwy. Cel zrealizowaliśmy, choć w końcówce sami sobie sprekurowaliśmy nerwówkę. Zwycięzców jednak się nie sądzi i możemy przygotowywać się do kolejnych meczów.
Tomasz Kaczmarek, trenera Rakowa: Zasłużyliśmy na to, aby nie zdobyć punktów. Jest bardzo duża różnica pomiędzy naszymi najlepszymi fazami w meczu a najgorszymi. Mamy dobre pierwsze 15 minut, gramy dobrze pressingiem, a potem pozwalamy przeciwnikowi za łatwo dojść do sytuacji. gdy mecz robi się trudny, to mamy problem, żeby się ustabilizować. Brakuje nam twardości, intensywności, które pozwalałyby nam grać na wysokim poziomie przez 90 minut.
Mariusz Rajek, Kielce
OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐⭐
◼ Korona Kielce - Raków Częstochowa 3:2 (2:0)
1:0– Stępiński, 20 min (karny), 2:0 – Mena, 33 min (asysta Długosz),2:1 – Diaby-Fadiga, 59 min (asysta Repka), 3:1 – Stępiński, 62 min (karny), 3:2 – Mircetić, 82 min(bez asysty)
KORONA: Dziekoński 5 – Długosz 6 (70. Barczak 6), Rubezić 6, Mosór 5, Pięczek 6 – Mena 7 (70. Fassbender 5), Jakubczyk 6, Lingr 5 (90+2. Gustafson niesklas.), Hellebrand 6, Ameyaw 6 – Stępiński 7 (79. Bąk niesklas.).Trener Jacek ZIELIŃSKI. Rezerwowi: Mamla, Błanik, Remacle, Davidović, Nono, Ciszek, Smolarczyk, Soteriou.
RAKÓW: Trelowski 5 – Brorsson 4 (67. Mircetić 5), Racovitan 2, Svarnas 3 – Silva 5, Repka 2, Bulat 4 (80. Molnar niesklas.), Pieńko 4 (68. Perović 4) – Diaby-Fadiga 5, Makuch 4 (67. Basse 4) – Emreli 4 (80. Brusberg niesklas.). Trener Tomasz KACZMAREK. Rezerwowi: Karić, Kwiatkowski, Jendryka, Zatterstroem, Ojo, Struski, Debohi.
Sędziował Bartosz Frankowski (Toruń) – 6. Sędzia VAR Jarosław Przybył (Kluczbork). Widzów 11377. Czas gry 94min (46+48). Żółte kartki: Jakubczyk (7, faul), Fassbender (90+1, opóźnianie gry) – Pieńko (56, zagranie ręką), Mircetić (90+3, faul)
| MÓWIĄ LICZBY | ||
| KORONA | RAKÓW | |
| 42 | posiadanie piłki | 58 |
| 23 | strzały | 19 |
| 11 | strzały celne | 6 |
| 7 | rzuty rożne | 5 |
| 6 | faule | 16 |
| 4 | spalone | 1 |
| 2 | żółte kartki | 2 |
