Marazm po tysku

KOMENTARZ „SPORTU” - Mariusz Rajek

Miałem to szczęście być na inaugurującym nowy sezon spotkaniu I ligi pomiędzy Śląskiem a Wieczystą we Wrocławiu (1:1). Piszę szczęście, bo było to doprawdy świetne widowisko stricte piłkarskie, które na żywo przy pięknej lipcowej pogodzie (ile byśmy dali, aby się teraz przenieść do tamtej aury!) oglądało na stadionie prawie 20 tysięcy ludzi. Coś jest w tym, że gdy zasłużony klub z dużego miasta spada ligę niżej (czasami kilka lig z powodu bankructwa) to… budzi się dla niego nowy boom i nowa kibicowska energia. Tamto spotkanie było tak dobre, że zaryzykowałem, iż zarówno spadkowicz z ekstraklasy, jak i beniaminek odegrają w tym sezonie kluczowe role na zapleczu i do końca bić będą się o awans – czy to bezpośredni, czy przez baraże.

Minęła ponad połowa sezonu i… znów oba te kluby stworzyły kapitalne widowisko, znów podzieliły się punktami, ale tym razem goli było trzy razy więcej (3:3). Kibiców było kilkadziesiąt razy mniej, ale tak wygląda niemal każdy mecz klubu, który jest fanaberią Wojciecha Kwietnia, na obiekcie w Sosnowcu. Gdyby o zainteresowaniu klubem decydowały względy czysto sportowe z pewnością byłoby inaczej, bo mecze Wieczystej są niemal gwarantem dobrego widowiska, ale jak doskonale wiemy – nie decydują. Śląsk na razie w szóstce jest, Wieczysta minimalnie pod nią.

Niesamowicie ciekawe jest to nasze zaplecze, wątków w każdej serii gier jest tyle, że nie wiadomo. na którym się skupić. Wybieram zatem GKS Tychy, którego na razie nie zbawił Łukasz Piszczek, podobnie jak blisko dziesięć lat temu Rakowa w starciu z tyszanami nie zbawiła bramka Adama – nomen omen – Mesjasza (ustalił wynik meczu przegranego przez częstochowian 1:8). W tamtym sezonie GKS awansował do I ligi, częstochowianie musieli jeszcze rok poczekać, ale to Raków od tamtego czasu zdążył zrobić dwa awanse, sięgnąć po tytuł mistrza Polski, dokładając do tego trzy wicemistrzostwa, Puchary i Superpuchary Polski czy regularną grę w Europie.

Dziesięć lat w piłce to wieczność, a w Tychach przez tę dekadę zmieniło się bardzo niewiele. Cały czas jest w I lidze, zdarzało się, że w czołówce, ale w tym może wrócić tam, gdzie wygrywał z Rakowem, czyli do drugiej ligi. Czy Piszczek to uratuje? Na razie mam wątpliwości...

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się