Mamy jakość i jasny cel

Rozmowa z Mateuszem Kuchtą, bramkarzem pochodzącym z Katowic, kapitanem Polonii Warszawa

Trudno dziś sobie wyobrazić Czarne Koszule bez Mateusza Kuchty. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

Jakie miał pan wrażenia po ostatnim meczu, wygranym w Chorzowie 3:2?

– 70 minut było na pewno bardzo dobre. Weszliśmy w to spotkanie tak, jak chcieliśmy – nabuzowani, intensywnie, z dobrą energią. To było widać. Do poprawy było ostatnie 20 minut i doliczony czas, bo drużynie, która chce grać o awans – a my taką jesteśmy – nie może przytrafiać się coś takiego. Ruch się napędził, strzelił dwa gole i różnie się to mogło skończyć. Zdobyliśmy ważne trzy punkty, cieszymy się, ale na pewno to nie jest tak, że mieliśmy 3:0, wygraliśmy 3:2 i będziemy ten mecz rozpatrywać w samych superlatywach. Musimy wyciągać wnioski na przyszłość.

Przypadkowy karny spowodował taką końcówkę, czy może bardziej trzeba szukać przyczyn po stronie waszego mentalu?

– Wydaje mi się, że w drugiej połowie, gdzieś od 50 minuty, mieliśmy drobne problemy, ale konsekwentnie dobrze broniliśmy. Karny, wiadomo, był momentem, w którym Ruch uwierzył, bo było jeszcze 20 minut i czas doliczony. Od razu potem zdobyli drugą bramkę na 2:3 i mieli mnóstwo czasu, by odwrócić losy meczu. Ruch grał u siebie, przy własnych kibicach i na pewno to był dla niego bodziec.

Dla bramkarza to musi być chyba frustrujące, kiedy przez większość spotkania drużyna gra dobrze, więc on nie ma wiele do roboty, a mimo to kończy z dwoma golami wpuszczonymi – choć oczywiście bez pana winy.

– Powiedziałem już przed meczem, że dla mnie nie ma problemu, jeśli wpuszczę bramkę, ale wygramy. Wiadomo, że chciałbym zawsze kończyć na zero, bo czyste konta są dla mnie ważne. To napędza cały zespół, ale i mnie jako bramkarza. W tym przypadku niestety się nie udało, ale są trzy punkty i to jest najważniejsze. Dużo mamy jednak do poprawy, aby nie mieć takich przestojów.

Liczy pan serię meczów bez porażki?

– Nie wiem, to już oddaję ekspertom (śmiech). My skupiamy się na najbliższych spotkaniach, żeby punktować, bo tabela jest bardzo płaska, a każde zwycięstwo – także to na Stadionie Śląskim – jest niezbędne. Jesteśmy w dobrej formie i to też trzeba powiedzieć. Widzimy, jak biegamy, z jaką pewnością siebie gramy. Z Ruchem coś się załamało w naszej grze. Mieliśmy 3:0, więc ciężko powiedzieć, że nie dobiliśmy rywala, ale daliśmy mu tlen. Tym razem się upiekło, ale... nie zawsze tak musi być. Nie możemy pozwalać na takie coś.

Jesienią mieliście słabsze wyniki, ale ostatnio wystrzeliliście z formą i poszliście w tabeli mocno w górę. W zeszłym sezonie było podobnie – gorsza jesień, a wiosną baraże o awans. Można powiedzieć, że Polonia to taki zespół, który woli drugie części sezonu?

– Jeżeli skończy się to awansem, to chciałbym powiedzieć, że tak. Na początku tego sezonu wesoło jednak nie było. Kilka miesięcy wcześniej graliśmy w barażach i aspiracje zespołu były takie, żeby od razu mocno zacząć i być w czubie tabeli. Po bodajże 14. kolejce znaleźliśmy się natomiast punkt nad strefą spadkową, mieliśmy dwa miesiące bez wygranej i to nie był przyjemny moment... Nasza drużyna w najważniejszym momencie pokazała jednak jakość i charakter, zaczęliśmy punktować i – na ten moment – obroniliśmy się. Musimy zachować chłodną głowę i konsekwentnie pracować, żeby zdobywać punkty.

Jako kapitana zapytam pana też o jakość kadry, bo zarówno latem, jak i teraz zimą do Polonii przyszli fajni zawodnicy. Można powiedzieć, że wyniki się zgadzają i zespół stopniowo staje się coraz silniejszy na papierze. Czuje to pan?

– Oczywiście. To też jest aspekt, przez który mówię, że gramy o awans. Taki jest cel. Klub dostarczył nam wszelkich możliwości, aby walczyć o niego. Jakościowo jesteśmy bardzo mocną drużyną, uważam, że w pierwszoligowym topie. Powtórzę więc jeszcze raz – cel jest jasny, mamy jakość, transfery także były bardzo dobre. Hide, Antek i wszyscy pozostali, którzy przyszli są jakościowymi zawodnikami (Vitalucci, Klukowski, Jakub Budnicki, Marek Mróz, Kacper Kostorz – przyp. red.). Z mojej perspektywy ważne jest też to, że mowa o osobach pozytywnych, uśmiechniętych, komunikatywnych. To też poprawia funkcjonowanie w zespole, dlatego na pewno mamy wszystko, aby walczyć o awans.

Lubi pan wracać na Śląsk?

– Tak! Mam wielki sentyment, szczególnie do tego miejsca. Wychowałem się tutaj, od szóstego roku życia na sztucznej trawie na Stadionie Śląskim. Fajnie było wrócić. Spaliśmy blisko stadionu, w hotelu obok, więc rano przyjemnie było wejść do Parku Śląskiego, a nawet przejechać się „Elką”. To zawsze bardzo miłe, a jeszcze lepszym uczuciem jest... wygrać tutaj mecz!

Jest pan kapitanem Polonii Warszawa, a wasz wielki rywal, Legia, znajduje się w strefie spadkowej. Jak pan zapatruje się na jej sytuację? Widzi pan Legię w I lidze?

– Ja jestem sportowcem. Na tym samym przykładzie mogę powiedzieć, że jestem z Katowic, wychowałem się w Górniku Zabrze i GKS-ie Katowice, ale osobiście nie mam nic do Ruchu Chorzów. Jestem zawodowcem i na tym się skupiam. Możecie mi nie uwierzyć, ale ja nawet tego nie śledzę. To oczywiście niespodzianka, że Legia jest na dole i tyle mogę powiedzieć. Przed sezonem nikt nie mógł zakładać takiego scenariusza, ale to nie jest mój problem. Ja życzę wszystkim zespołom wszystkiego dobrego, a najważniejsza jest dla mnie Polonia Warszawa.

Rozmawiał Piotr Tubacki

71  MECZÓW w Polonii Warszawa zagrał Mateusz Kuchta – tyle samo, co w Odrze Opole, gdzie do tej pory zaliczył najwięcej spotkań w karierze. W stolicy Polski wpuścił 88 goli i zachował 20 czystych kont; w historycznej stolicy Górnego Śląska wpuścił 78 goli i zachował 28 czystych kont.


Jak to się zakończy?

Ambicji Polonii odmówić nie można. O chęci awansu głośno mówi nie tylko kapitan, ale również trener Mariusz Pawlak. Jego zespół jest niepokonany od dziewięciu meczów. – W tym sezonie przegraliśmy na wyjeździe tylko jedno spotkanie, jesienią w Głogowie. Ktoś powie, że to niemożliwy bilans, ale jak widać jest możliwy. Podtrzymujmy go, ale wygrywajmy u siebie, na Konwiktorskiej, bo wcześniej mieliśmy z tym problem. Teraz jednak uważam, że mamy taki zespół, że powinniśmy z tym sobie radzić. Dałem zawodnikom dużo zaufania, mamy doświadczenie, mamy młodzież, widać kolektyw. A jak to się zakończy? Zobaczymy. Ja żyję z meczu na mecz, z tygodnia na tydzień. Oczywiście, właściciel ma duże ambicje i robimy wszystko, aby jeśli nie w tym roku, to w przyszłym być zespołem, który będzie grał o najwyższe cele – analizował Pawlak. W następnej kolejce Czarne Koszule staną przed poważnym zadaniem, bo w Sosnowcu zmierzą się z Wieczystą. Jesienią Krakowianie przyjechali na Konwiktorską i... wygrali aż 6:1. – Mieliśmy wtedy ogromne problemy kadrowe. Zdarza się to rzadko, chociaż... kiedyś przegrałem wyżej – 54-letni trener wspomniał zapewne porażkę 2:7 z Wisłą Płock w Pucharze Polski w 2018 roku, gdy prowadził Olimpię Grudziądz. Polonia ma w tej chwili tyle samo punktów co Wieczysta, a mimo sześciu goli „przyjętych” jesienią, w sumie straciła o dwa mniej!

(PTub)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się