Mamma mia!
Dwa przegrane mecze wystarczyły, by Biało-czerwoni pożegnali się z marzeniami o awansie do ćwierćfinału. W czwartek pożegnają się z Euro meczem z broniącymi tytułu Portugalczykami.
Kolejna wywrotka definitywnie zamknęła Polakom ścieżkę do wyjścia z grupy. Fot. SIPA USA / Press Focus
MISTRZOSTWA EUROPY
Po porażce 2:4 z Węgrami przyszła pora na mecz z Włochami, którzy również byli bez punktów. Przystępując do wtorkowego spotkania „o życie”, oba zespoły znały wynik wcześniejszej potyczki swoich inauguracyjnych pogromców. Jak było do przewidzenia, Portugalia nie dała szans Węgrom - 5:1 (2:0) - którzy myślami byli już przy ostatnim meczu grupowym z Italią, który może dać im awans do ćwierćfinału. Portugalczycy wygrali 13. kolejny mecz na ME, zapewnili sobie bilety do 1/4 finału, rozpędzają się w kierunku obrony mistrzowskiej korony i trzeciego z rzędu tytułu najlepszej ekipy na Starym Kontynencie. Ze spokojem oczekiwać też będą na czwartkowy (20.30) mecz z rozbitą Polską.
Zaskakująca zmiana w bramce
Mając tę wiedzę, Biało-czerwoni mieli we wtorek wieczorem własną misję do wykonania pod hasłem „wóz albo przewóz”, bo tylko zwycięstwo z ekipą Azzurich - pierwsze w historii czterech udziałów w Euro - dawało nadzieję na awans do grona ośmiu najlepszych reprezentacji Europy. Obie drużyny przystąpiły do meczu osłabione czerwonymi kartkami. U rywali zabrakło „pivotów”, Italo Rossettiego i Giovanniego Pulvireniego, a Polacy zagrali bez kapitana i lidera, Tomasz Kriezela, a wszystkich zaskoczył dodatkowo trener Błażej Korczyński, stawiając w bramce na Michała Widucha, mającego cechy przywódcze i lepiej grającego nogami, od „pewniaka”, ale z natury bardziej spokojnego Michała Kałuży.
150 sekund i pierwszy nokdaun
- Wychodzimy na boisko w pełni wiary i walczymy – zapewnił nasz selekcjoner i zegar ruszył. Ale początek ułożył się fatalnie, bo Włosi już w 150 sekundzie zdobyli bramkę po błędzie naszej obrony. Julio de Oliveira trafił nas w możliwie najprostszy sposób, ze „szpica”. Szansa na wyrównanie pojawiła się dość szybko, jednak Piotr Skiepko, pędząc od własnej połowy, przegrał sam na sam z Jurijem Bellobuono. Szkoda było tej wybornej okazji zawodnika Jagiellonii Białystok. Potem groźnie strzelali Paweł Kaniewski i Widuch, ale gdy Włosi ponownie przejęli inicjatywę, ich akcje były bardzo groźne, większość nosiła znamiona bramkowych. I w 12 minucie trafili nas po raz drugi, znów cieszył się de Oliveira, a na Polakach zemściła się kolejna zmarnowana okazja, tym razem przez Sebastiana Leszczaka.
Zostaliśmy z płaczem
Nadzieje straciliśmy w 15 minucie po kolejnym banalnym błędzie i to był nokaut. Obie bramki sędziowie sprawdzali na VAR-ze – w sumie trzy razy w tej odsłonie to czynili - ale jeśli liczyliśmy na pomoc ze strony challenge'u, to było to ze strony Polaków bardzo słabe. Włosi jakościowo przewyższali nas zdecydowanie, ale bolało jak niefrasobliwie traciliśmy bramki i jak marnowaliśmy „setki”. Na tej rangi imprezie to nie jest tolerowane 20 minut wystarczyło Italii, by pozbawić Biało-czerwonych złudzeń i z niespełnionymi marzeniami odesłać ich do domu. - Jak chcemy grać o zwycięstwo, nie możemy przegrywać 0:3. Jak chcemy awansować, nie możemy tak tracić bramek. Założyliśmy sobie nie tracić głupich bramek, a na początku straciliśmy bramkę bez sensu. Mamy sytuacje na 1:1, a tracimy na 1:2. Mamy kolejną stuprocentową i znów jej nie wykorzystujemy. Mecz toczy się trochę wokół VAR-u, ale to my musimy wziąć się w garść, bo inaczej znowu zostaniemy z płaczem. Albo bierzemy odpowiedzialność za to, co gramy, albo będziemy tutaj siedzieć i zamartwiać się nad własnym losem - mówił w przerwie bardzo zły na postawę zespołu kapitan Michał Kubik.
Dobici hat trickiem
Po przerwie w bramce pojawił się na chwilę Kałuża, rozgrywający 100. mecz w reprezentacji, a jego koledzy rzucili się do odrabiania strat. Gra Polaków wyglądała lepiej, ambitnie walczyli. W słupek uderzali najmłodszy w zespole Kacper Pawlus, Kaniewski i Zastawnik, a przedłużonego rzutu karnego nie wykorzystał Leszczak, więc pewni siebie Włosi nie pozwolili Biało-czerwonym na zdobycie honorowego gola, a sami dobili ich trzecim golem de Oliveiry.
Zbigniew Cieńciała
◼ Polska – Włochy 0:4 (0:3)0:1 – de Oliveira, 3 min, 0:2 – de Oliveira, 12 min, 0:3 – Barichello, 15 min, 0:4 – de Oliveira, 32 min
POLSKA: Widuch – Kaniewski, Zastawnik, Grubalski, Pawlus oraz Kałuża, Kubik, Madziąg, Skiepko, Leszczak, Marek, Haraburda, Jankowski. Trener Błażej KORCZYŃSKI.
WŁOCHY: Bellobuono - De Oliveira, Motta, Calderolli, Musumeci oraz Dalcin,Pulvirenti, Podda, Rosetti, Fortini, Liberti, Merlim, Turmena, Barichello. Trener Salvatore SAMPERI.
Sędziowali: Dominykas Norkus (Litwa) i Arttu Kyynaeraeinen (Finlandia).
GRUPA D
|
1. Portugalia |
2 |
6 |
11:3 |
|
2. Włochy |
2 |
3 |
6:3 |
|
3. Węgry |
2 |
3 |
5:7 |
|
4. Polska |
2 |
0 |
2:8 |
