Małe jest piękne!
Takiego niepokaźnego uczestnika mundialu jeszcze nigdy nie było, ale choć jest z Karaibów – siła jego sukcesu leży... w Europie.
Gervane Kastaneer (nr 19) ma prawie 100 meczów w Eredivisie, ale na zgrupowania Curacao przylatuje... z Indonezji! Fot. ANP/SIPA USA/PressFocus
CURACAO
Zawsze warto przypomnieć, że Curacao to najmniejszy w historii uczestnik mistrzostw świata, zarówno jeśli chodzi o powierzchnię (444 km. kw.), jak i ludność (niecałe 160 tys.). I jeszcze ciekawostka lingwistyczna: czyta się to „Kirasao”. Mniej więcej.
Kluczem w zrozumieniu fenomenu Niebieskiej Fali, jak nazywa się czasami tych piłkarzy z Karaibów, jest mocne podkreślenie, że mowa o państewku cały czas będącym częścią Królestwa Niderlandów. A jak Niderlandy – to Holandia i stamtąd właśnie Curacao czerpie nawet nie tyle piłkarskie inspiracje, co wręcz... po prostu piłkarzy. Nie od dziś przecież wiadomo, że kraje z kolonialną przeszłością korzystają z tychże kolonii, stąd w reprezentacji Holandii wielu graczy z korzeniami z Curacao czy z Surinamu. Działa to też w drugą stronę i wielu zawodników urodzonych w Europie po czasie decyduje się reprezentować kraj swojego pochodzenia. Obecnie w ekipie Niebieskiej Fali jest tylko... jeden piłkarz tam urodzony – w stolicy Willemstad. Reszta przyszła na świat w Holandii!
Ten rodzynek to zawodnik, który wcale do anonimowych nie należy. To Tahit Chong, regularny rzecz jasna reprezentant młodzieżowych drużyn Oranje, który wyszkolony przez Feyenoord przyciągnął uwagę samego Manchesteru United. W młodym wieku (dziś jako 26-latek jest w jego kwiecie) dostał tam 16 szans, ale szybko stało się jasne, że swej przyszłości raczej z Old Trafford nie zwiąże. Stąd próby jego sił w Werderze Brema czy Club Brugge, Premier League liznął jeszcze w Luton, a dziś walczy o utrzymanie w Championship z Sheffield United.
Oprócz Chonga na miano ciekawych graczy zasługują na pewno Armando Obispo z PSV Eindhoven, grający w Turcji bracia Bacuna, Shurandy Sambo ze Sparty Rotterdam, Riechedly Bazoer z Konyasporu (6-krotny reprezentant Holandii!) czy Joshua Brenet z Livingstonu. Oczywiście wszyscy reprezentanci występują za granicą, bo choć rozgrywki ligowe na Curacao istnieją, to trudno traktować je poważnie z perspektywy mundialowej.
Niebieska Fala na MŚ będzie więc... małą Holandią i będzie czerpała ogromną radość z każdej rozegranej minuty, których co najmniej będzie 270 – dzielonych na Niemcy, Ekwador i Wybrzeże Kości Słoniowej. – Nasi piłkarze już teraz mogą uważać się za mistrzów świata. Jesteśmy mali rozmiarem, ale wielcy sercem i duszą – radował się po awansie prezes tamtejszej federacji piłkarskiej, Gilbert Martina.
Piotr Tubacki
