Maja wspaniała! Grand Final!

Cuda w Paryżu nie chcą się skończyć. Maja Chwalińska pokonała Annę Kalińską oraz Dianę Sznajder i w sobotę jako pierwsza kwalifikantka w historii Rolanda Garrosa zagra o wielkoszlemowy tytuł! Na jej drodze stanie kolejna Rosjanka, Mirra Andriejewa.

To nie sen, Maju, to słodka rzeczywistość! Fot. PAP / EPA

Tomasz Mucha z Paryża

To, co się dzieje, jest nie do uwierzenia. No po prostu nie.

Światowe media piszą o tenisowej bajce.

Polskim mediom brakuje przymiotników.

A jednak ta bajka to rzeczywistość, jakże słodka dla polskich kibiców.

Nie wiem, czy wierzą w to wszystko Marcela i Tomasz Chwalińscy, którzy z powodu swojej córeczki prawdopodobnie przeżywają najwspanialsze chwile w życiu.

Bo to, co na paryskich kortach wyprawia Maja Chwalińska, przekracza wszelkie granice. – Przeżyłam ten mecz bardzo, jestem po prostu wzruszona – pani Marcela wydusza z siebie łamiącym się głosem, który zresztą kilka dni temu prawie straciła po pierwszych nieoczekiwanych zwycięstwach córki. – Maja dzisiaj wygrała sercem, ale też trzeba przyznać, że zagrała bardzo dobry mecz, była bardzo skoncentrowana. Sznajder zresztą też walczyła bardzo dzielnie. Jesteśmy niesamowicie dumni – dopowiada pan Tomek, który już będąc górniczej emeryturze, poświęcił dla kariery Mai bardzo dużo czasu.

Sekwana czeka na kąpiel

Trudno opisać euforię, jaka wybuchła w naszym boksie, gdy Maja po zwycięskiej piłce czwartkowego półfinału z Rosjanką Dianą Sznajder leżała na korcie Philippe'a Chatriera, zakrywając twarz dłońmi. Nie tylko w boksie. Wiwatowaliśmy i zdzieraliśmy gardła prawie wszyscy siedzący tuż za nim. Niektórzy nie kryli łez. Trybuny – w zdecydowanej większości zdominowane przez kibiców Chwalińskiej – eksplodowały.

Kolejno wpadali sobie w objęcia wszyscy. Pogodny zwykle trener Jaroslav Machovsky i jego jakby nieśmiały asystent Petr Hajek (czeska szkoła tenisa). Spokojny na zewnątrz Maciej Ryszczuk – trener przygotowania motorycznego ze sztabu Igi Świątek, który od roku też pracuje z Mają. Chyba najbardziej bezpośredni i emocjonalny prezes BKT Advantage Bielsko-Biała i menadżer Mai Piotr Szczypka.

Wreszcie ojciec chrzestny tenisistki – jak swój szwagier też Tomasz – kierownik w sosnowieckim oddziale Pepsi Coli, który wraz z przyjacielem Rafałem przyjechali autem w nocy z wtorku na środę przez pół Europy na ćwierćfinał, a zostaną do niedzieli. – Majeczko, jesteś wspaniała! – krzyczał do swojej córki chrzestnej jeszcze w hotelu, gdy w czwartkowe południe wsiadała do busa wiozącego ją na korty Rolanda Garrosa. – I tak jak Piotrek Szczypka, który zapowiedział, że po wygranym finale wskakuje do Sekwany, ja zrobię to razem z nim. Kąpielówki już mam – uśmiecha się w rozmowie ze „Sportem” pan Tomek.

Później przyszła kolej na gratulacje od znanych i lubianych, m.in. dziennikarki Moniki Olejnik z mężem Tomaszem Ziółkowskim, czy piłkarza ręcznego reprezentacji i miejscowego PSG Kamila Syprzaka. – To był mój pierwszy mecz Mai na żywo, wcześniejsze widziałem tylko w telewizji. Gra pięknie, jest niesamowita – podkreślił z uznaniem wielokrotny mistrz Francji w handballu.

Umie zrobić wszystko

To prawda, Maja Chwalińska zawsze grała pięknie. A w Paryżu do tego gra jeszcze skutecznie jak nigdy, przede wszystkim z wielką wiarą. To niesamowite, zważywszy, że to zaledwie trzeci występ Chwalińskiej w turnieju głównym Wielkiego Szlema i pierwszy w Paryżu. Przed Roland Garros 2026 nigdy nie pokonała zawodniczki z czołowej pięćdziesiątki rankingu WTA, a podczas tegorocznego turnieju zwyciężyła już cztery takie rywalki.

Licząc kwalifikacje, wygrała już dziewięć spotkań. W środę i czwartek pokonała dwie Rosjanki: najpierw rozstawioną z numerem 22 Annę Kalińską, a dzień później grającą z numerem 25. Dianę Sznajder, która w ćwierćfinale wyrzuciła za burtę samą Arynę Sabalenkę (patrz obok). To był pierwszy od 12 lat półfinał Wielkiego Szlema dwóch leworęcznych tenisistek.

Opisywać tych meczów chyba nie ma w tym miejscu potrzeby, zwłaszcza że miały podobny przebieg. Obydwa Polka zamknęła w dwóch setach, ale kluczowe były te pierwsze – zażarte, zacięte o niemal każdą piłkę, aż do tie-breaka. Z Kalinską Maja wypuściła prowadzenie 5:1, ale warunki były trudne, wiało momentami potwornie; ze Sznajder było 3:1, ale z powodu deszczu mecz toczył się pod dachem. Rywalki nie pasowały. Po obu stronach nie brakowało błędów, ale też wspaniałych zagrań – Sznajder także często zdobywała punkty po skrótach jakby wprost skopiowanych z repertuaru Polki.

Ale to Maja była minimalnie lepsza, wspaniale kryła kort, pojawiała się niemal wszędzie, była nieustępliwa, a Rosjanki – jak i wszystkie poprzednie przeciwniczki Chwalińskiej – momentami bezradnie patrzyły za piłką lecącą poza ich zasięgiem. „Od jej przybycia do Paryża wszyscy mają problem ze znalezieniem klucza do jej gry” – napisał o Polce dziennik Le Parisien. „Ona naprawdę umie zrobić wszystko” – rozpływa się słynne L’Equipe.

No i w tie-breakach Polka wykazała się większą determinacją i chłodną głową. Drugie sety były jakby pod kontrolą, rywalki w końcu „pękły”. W dziewięciu dotychczasowych meczach w turnieju – trzech w kwalifikacjach i pięciu w drabince głównej – aż osiem z tych zwycięstw Chwalińska odniosła bez straty seta.

Ludzka, choć z Rosji

Trzeba jeszcze oddać Sznajder, że po meczu zachowała się z klasą, zupełnie inaczej niż primabalerina Kalińska, która po porażce zaczęła umniejszać sukces Polki, na dodatek mijając się z prawdą. Sznajder zaraz po porażce podbiegła na stronę kortu Mai i objęła ją, dziękując za wspaniałą walkę. Ta Rosjanka – choć ich obecność na światowych kortach może budzić wątpliwości – okazała się zwyczajnie ludzka.

– Ona zagrała wręcz nierealnie. Zdecydowanie zasłużyła na zwycięstwo i awans do finału – opisywała Sznajder swoje pierwsze wrażenia po meczu. – Jest nieprawdopodobnie pewna siebie, świetnie czyta grę. Nawet kiedy myślisz, że już wygrałaś punkt, ona tam jest i odgrywa piłkę. W dodatku robi to nie tak po prostu, żebyś mogła znowu zaatakować. Piłka wraca w sposób bardzo niewygodny, więc musisz dosłownie budować cały punkt od początku. Jej ranking nie ma znaczenia, ludzie zdecydowanie przeceniają jego znaczenie – podkreśliła Rosjanka, odnosząc się do pytania o 114. pozycję Chwalińskiej przed French Open. Ale to już od poniedziałku zmieni się rewolucyjnie – w rankingu live w czwartek Maja jest już... 21. Po wygranym finale może być nawet 14!

Będzie jak Raducanu?

W sobotę o Puchar Suzanne Lenglen Maja zmierzy się z kolejną Rosjanką, 19-letnią Marią Andriejewą, która w pierwszym półfinale w dwóch setach pokonała Martę Kostjuk, tym samym kończąc niezwykłą serię 17 zwycięstw Ukrainki na mączce w tym sezonie.

No i co na to wszystko sama Majeczka?

– To jest jak sen. Nie wiem, co się dzieje. Nie wiem, co powiedzieć – przyznała w krótkiej rozmowie na korcie. – Staram się panować nad sobą, bo wiem, że to dla mnie najlepszy sposób, żeby grać na moim najwyższym poziomie. Staram się być spokojna, ale we mnie, w środku, jest burza – żartowała Chwalińska.

Na szybko jeszcze w rozmowie z Eurosportem dodała: – To była niezwykła batalia, szczególnie ten pierwszy set. Też jestem fanką gry Diany, bardzo lubię ją oglądać. To był kosmicznie ciężki mecz dla mnie oraz dla niej – fizycznie i psychicznie. Fajne doświadczenie...

Tak – doświadczenie, które pozwala przekraczać kolejne granice. I dołączyć do polskiego panteonu.

Chwalińska została właśnie pierwszą w sięgającej 1968 roku tenisowej erze open kwalifikantką, która przebiła się do finału French Open. Jednego zwycięstwa brakuje jej, by pójść w ślady 19-letniej wówczas Brytyjki Emmy Raducanu, która w 2021 roku, startując z podobnej pozycji, wygrała US Open.

Przed tegoroczną edycją zmagań w Paryżu jedynie Nadia Podoroska zdołała dotrzeć do półfinału, zaczynając rywalizację w kwalifikacjach. Działo się w pandemicznej edycji 2020, a Argentynkę zatrzymała późniejsza triumfatorka – Iga Świątek.

Maja została też trzecią Polką, która zagra w paryskim wielkoszlemowym finale – pierwsza jeszcze przed wojną była Jadwiga Jędrzejowska, w 1939 roku, potem cztery razy – i za każdym razem zwycięska – Iga Świątek (2020, 2022-24), o niespełna pół roku starsza rówieśniczka Mai.

Kto by pomyślał jeszcze trzy tygodnie temu, że to nie będzie piąty finał Raszynianki, która odpadła w 1/8 finału, lecz pierwszy Chwalińskiej? No kto?!


1 400 000 EURO, czyli 1,6 mln dolarów (brutto) zarobi za awans do finału Maja Chwalińska. Przed rozpoczęciem zmagań w stolicy Francji z tytułu premii za występy na korcie – według oficjalnych danych – zarobiła... 864 tys. USD.

3 Czwartkowy mecz Chwalińskiej ze Sznajder był dopiero trzecim przypadkiem w Erze Open, gdy dwie leworęczne zawodniczki zmierzyły się ze sobą w półfinale gry pojedynczej turnieju wielkoszlemowego. Wcześniej były to Monica Seles i Martina Navratilova na Wimbledonie w 1992 roku oraz Petra Kvitova i Lucie Safarova na Wimbledonie w 2014 roku.

Najstarsza była... Maja

To może niezwykłe, ale Maja Chwalińska w wieku 24 lat i 8 miesięcy była najstarszą zawodniczką w gronie tegorocznych półfinalistek Rolanda Garrosa. Wszystkie cztery tenisistki urodziły się w XXI wieku: Polka w październiku 2001 roku, Marta Kostjuk trzy miesiące później, ale już w 2002, Diana Sznajder w 2004 i najmłodsza z nich, 19-letnia Mirra Andriejewa w marcu 2007.

WYNIKI

Singiel kobiet

Półfinały

◾ Maja Chwalińska (Polska) – Diana Sznajder (Rosja, 25) 7:6 (7-4), 6:4

◾  Mirra Andriejewa (Rosja, 8) - Marta Kostjuk (Ukraina, 15) 6:1, 6:3

Ćwierćfinały

◾  Chwalińska - Anna Kalińska (Rosja, 22) 7:6 (7-3), 6:3
◾  Sznajder - Aryna Sabalenka (Białoruś, 1) 3:6, 7:5, 6:0
◾  Kostjuk - Elina Switolina (Ukraina, 7) 6:3, 2:6, 6:2

◾  Andriejewa - Sorana Cirstea (Rumunia, 18) 6:0, 6:3

Singiel mężczyzn

Ćwierćfinały

◾  Alexander Zverev (Niemcy, 2) - Rafael Jodar (Hiszpania, 27) 7:6 (7-3), 6:1, 6:3
◾  Jakub Mensik (Czechy, 26) - Joao Fonseca (Brazylia, 28) 6:4, 6:3, 7:6 (7-3)
◾  Flavio Cobolli (Włochy, 10) - Felix Auger-Aliassime (Kanada, 4) 4:6, 6:4, 6:4, 6:4

◾  Matteo Arnaldi (Włochy) - Matteo Berrettini (Włochy) 7:5, 5:2 i krecz

Pary półfinałowe (piątek): Mensik – Zverev, Arnaldi – Cobolli

Finał miksta

◾  Sara Errani, Andrea Vavassori (Włochy, 1) – Gabriele Dabrowski (Kanada)/Evan King (USA) 4:6, 6:3, 10-4.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się