Magdeburg pamięta Dreszera
Byli wtedy w 4. lidze, ale wyeliminowali przepełniony gwiazdami Bayern Monachium. 25 lat później do Magdeburga wrócili bohaterowie tego wydarzenia, także ten z pierwszego planu, Mirosław Dreszer.
Bohaterowie sprzed ćwierćwiecza. Mirosław Dreszer trzeci z prawej w górnym rzędzie. Fot. FC Magdeburg
FC Magdeburg spadł na czwarty szczebel rozgrywkowy – tylko na sezon, ale jednak. Wielkiego futbolu mógł posmakować tylko w Pucharze Niemiec, gdzie w pierwszej rundzie wylosował bundesligową Kolonię. Kopciuszek wygrał aż 5:2 i w kolejnym etapie wylosował nagrodę. Na nieistniejący już Ernst-Grube Stadion przyjechał wielki Bayern Monachium, pełen gwiazd, jak Oliver Kahn, Patrik Andersson, Carsten Jancker, Giovane Elber czy Hasan Salihamidzić. Prowadził ich Ottmar Hitzfeld i... Bawarczycy musieli obejść się smakiem.
Byli prawie wszyscy
W meczu było 1:1, a w karnych lepszy okazał się czwartoligowiec! W jego defensywie grał Waldemar Koc, zaś bramki strzegł Mirosław Dreszer, który zatrzymał uderzenia z jedenastego metra Elbera i Jensa Jeremiesa. Dla Magdeburga to jedno z największych wydarzeń w historii klubu, które wspomina się do dzisiaj. Tydzień temu magdeburczycy zaprosili bohaterów tamtego spotkania, w tym Dreszera, dziś odpowiadającego za trenowanie bramkarzy w centrum szkolenia Ruchu Chorzów. – Pokonać Bayern Monachium to wielki wyczyn, a my wtedy graliśmy w czwartej lidze! – opowiadał „Sportowi” po powrocie z Niemiec pochodzący z Tychów golkiper. To było 1 listopada 2000 roku. – W Magdeburgu mieliśmy się spotkać po 20 latach, ale był wtedy covid, więc spotkaliśmy się po 25 latach. Nie było tylko dwóch zawodników i fizjoterapeutki, która ma już swoje lata i jest schorowana, podobnie jak nasz trener, Eberhard Vogel, który ma dziś 82 lata. Zatrzymaliśmy się w hotelu byłego prezesa Magdeburga. Przyjechał Waldemar Kos z rodziną, a ja z żoną. Dużo rozmawialiśmy, wypiliśmy piwko...
Legendy dały siłę
Główne uroczystości odbywały się w sobotę, a jego centralnym momentem był mecz 2. Bundesligi z Norymbergą (prowadzoną przez pochodzącego z Opola Miroslava Klosego). – Wszyscy poznaliśmy się... ponownie. Ludzie się pozmieniali, nieraz musieliśmy się nagłówkować, kto to w ogóle jest. Poszło to jednak raz, dwa. Mieliśmy objazd zabytkowym tramwajem po Magdeburgu, posiedzieliśmy chwilę w knajpie i już 4 godziny przed meczem poszliśmy na stadion. Był tam kiermasz, budki z jedzeniem, pogadaliśmy z kibicami. Czas leciał bardzo szybko, aż o godz. 20.30 zaczął się mecz. Ja poszedłem trochę szybciej, bo chciałem jeszcze zobaczyć, jak rozgrzewają się bramkarze. Mecz był bardzo fajny, a w przerwie zostaliśmy wszyscy zaproszeni na murawę i otrzymaliśmy upominki. Byli obecny prezydent klubu, jego poprzednik i prezydent z czasów, kiedy my graliśmy. Wyczytywano nas po nazwiskach, a kibice je skandowali. Piłkarze wygrali 3:0, więc... chyba daliśmy im siłę (śmiech). Są na ostatnim miejscu i potrzebują punktów. Była znakomita atmosfera, prawie komplet 30 tysięcy fanów. Potem jeszcze trochę posiedzieliśmy, ale nie za długo, bo w niedzielę i my, i Waldek wracaliśmy do Polski.
Legendy obok zabytkowego tramwaju. Dreszer po lewej stronie flagi w czapce. Fot. FC Magdeburg
Wierni swoim żonom
Nazwisko Mirosława Dreszera jest pamiętane w Magdeburgu do dzisiaj, szczególnie wśród starszych kibiców. W kontekście meczu z Bayernem wymienia się przede wszystkim jego, a także strzelca gola, Nigeryjczyka Adolphusa Ofodile. – Wspominaliśmy to. Rozmawiałem z Dirkiem Hannemannem, który wykonywał decydującego karnego. Mówię mu, Dirk – ale ty kapitalnie go strzeliłeś! A on na to: Mirek, gdybyś nie obronił, to bym w ogóle nie strzelał! Tak świetnie broniłeś, że mieliśmy taką energię, że nie było opcji, żebyśmy nie trafili. Kahn nie miał szans przy żadnym karnym! – opowiadał nam Dreszer. Magdeburg nie pomylił się ani razu. – To był kapitalny dzień, jeden z najlepszych w moim życiu. W tamtym sezonie zrobiliśmy awans do 3. ligi, ale to nie było to samo, co mecz z Bayernem. Zapisaliśmy się w historii Magdeburga. W sobotę było nawet kilku kibiców, których pamiętam z tamtych czasów. Nie wiem, czy dotrwamy do kolejnych 25 lat, ale zobaczymy. Może spotkamy się chociaż na 30-lecie – śmiał się 60-latek. Magdeburg zadbał oczywiście o wszystko, organizacja była idealna. Bohaterowie lat minionych zrobili sobie zdjęcie przed hotelem, w którym nocowali przed meczami, a gdzie grupuje się przed spotkaniami także obecna drużyna. – Śmialiśmy się, że z wszystkich obecnych to co jeden się rozwiódł i ma nową partnerkę. Tylko ja i Armando Zani jesteśmy wierni swoim żonom (śmiech).
Żukowski i Stalmach
Co ciekawe, w meczu z Norymbergą dwa z trzech goli FCM strzelił... Polak Mateusz Żukowski, który notuje mocne wejście w drużynę. – Nikt mnie o niego nie pytał, nie było nawet za dużo czasu. Zresztą Magdeburg grał we wtorek w Pucharze Niemiec kolejny ważny mecz, ale przegrał 1:3 z RB Lipsk. Mateusz dobrze wykorzystał swoje szanse. Przy pierwszej bramce dobrze uderzył po dograniu ze stałego fragmentu, a przy drugiej – zamknął sytuację na dłuższym słupku. Znalazł się tam, gdzie powinien – opowiedział Dreszer, a warto też wspomnieć, że kilka chwil na boisku otrzymał w tym spotkaniu Dariusz Stalmach. – Wiem, że ci chłopcy tam występują, że Darek ma trochę problemów z grą, ale... jakoś bardzo się tym nie interesowaliśmy, nawet nie było kiedy zapytać! Miałem okazję porozmawiać ze „sprzętowym” Magdeburga, który jest tam od 25 lat, ale... tylko 5 minut. Zespół się rozgrzewał, ale nie chciałem przeszkadzać, więc nawet nie dopytałem o Polaków – powiedział były bramkarz, który przypomniał, że choć teraz FCM walczy o utrzymanie, w poprzednim sezonie był bliski awansu do Bundesligi! Zagrał wtedy w meczu otwarcia na stadionie w Opolu, w marcu tego roku.
Piszą do dzisiaj
Z czasów Dreszera niewielu zostało już ludzi w Magdeburgu. Razem z Waldemarem Kocem pojechali do miejsca, gdzie mieszkali ćwierć wieku temu, gdzie trenowali. Trochę się pozmieniało. – Spotkałem nawet paru znajomych. Mamy dużo fajnych zdjęć, mam także z Ofodile, super człowiek. Powiedziałem sobie, że byłbym głupi, gdybym nie pojechał w ten weekend do Magdeburga! Wspomnienia zostaną ze mną do końca życia. Do teraz piszą: Ofodile strzelił gola, a Dreszer obronił karne.
Piotr Tubacki
Dwóch bohaterów Magdeburga - Adolphus Ofodile i Mirosław Dreszer. Fot. FC Magdeburg
