Maestria Maigaarda
Rozmowa ze Stanisławem Malcem, redaktorem naczelnym TerazPasy.pl, który widział na żywo 706 kolejnych ligowych meczów Cracovii
Trzeba było trochę poczekać, aby Mikkel Maigaard zaczął pokazywać swoją najlepszą twarz. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus
17 grudnia mija pierwsza rocznica śmierci prof. Janusza Filipiaka. W jakim miejscu jest dziś „jego” Cracovia?
– Po 20 latach z profesorem mamy nową rzeczywistość, ale wiele wskazuje, że przed nami kolejna. Obecnie jest okres przejściowy, będący przygotowaniem do decyzji, które zostaną podjęte w bliższej czy nieco dalszej perspektywie.
Ma pan na myśli planowaną sprzedaż klubu przez CVC, nowego właściciela Comarchu. Czy można tę sytuację porównać do początku wieku, gdy Filipiak zainwestował w Cracovię?
– To jest nieporównywalne! Można powiedzieć, że wtedy Cracovia była podłączona do respiratora, a nie za bardzo było na... prąd. Obecnie ma problemy, ale jest w dobrych rękach – mam tu na myśli Comarch i CVC, które chcą Cracovię wyprowadzić na prostą i pewnie mają do tego narzędzia.
Jesienią wielu pisało, że „Pasy” w końcu da się oglądać. Jak pan ocenia trenera Kroczka i szanse na walkę o podium czy puchary?
– Ta nominacja była ogromnym zaskoczeniem i rodziła wiele obaw. Dawid Kroczek trafił do klubu niespełna 2 miesiące wcześniej, by zająć się rezerwami, które wtedy jeszcze nie... istniały. Trudno nie być pod wrażeniem meczów, w których pada kilka bramek. Zawsze lepszy jest remis 3:3 niż 0:0, wygrana 4:3 niż 1:0, bo emocje są solą piłki. Uważam, że najlepszy klucz do tego, o co Cracovia będzie grać wiosną, nie jest w rękach szkoleniowca. Mają go osoby nad nim – w klubie i u właściciela. Grudzień jest czasem oddłużenia spółki. Drużyna ma tyle punktów, że nie musi się martwić o utrzymanie, i ktoś może uznać, że porządkowanie finansów jest w tej chwili istotniejsze od wyniku sportowego, który zawsze jest niewiadomą. Na początku sezonu kadra wydawała się fajna, natomiast pod koniec roku zobaczyliśmy, że chcąc się bić o więcej niż górna połowa tabeli, musimy mieć więcej piłkarzy. Szczególnie brakowało obrońców, ale w ostatnich meczach widoczna była także strata kontuzjowanego Micka van Burena. Uważam, że gdyby był zdrowy, to w czterech ostatnich spotkaniach szanse na większa liczbę punktów niż dwa znacząco by wzrosły.
Kto jeszcze się panu podobał?
– Po obejrzeniu kilku filmów zachwyciłem się Mikkelem Maigaardem, który został sprowadzony zimą, gdy trenerem był Jacek Zieliński, a dyrektorem sportowym Stefan Majewski. Wiosną nie pokazywał jednak nawet połowy tego, co potrafi. Walka o utrzymanie i zmiana trenera nie były sprzyjającymi okolicznościami. Dziś widzimy, że to znakomity zawodnik i może grać jeszcze lepiej.
Trener Kroczek zmienił Maigaardowi pozycję, ustawił go niżej.
– Dobry piłkarz poradzi sobie wszędzie. W jego zagraniach widać maestrię, ryzyko, bo nie ogranicza się do podań do najbliższego. On, ale także Virgil Ghita, Otar Kakabadze czy Kallman to zawodnicy, którzy przyszli za trenera Zielińskiego czy za Probierza, więc ta drużyna nie wzięła się znikąd. Kilka kamieni węgielnych w niej było i teraz ważne jest, by dokładając nowe, bardzo dobre kamienie, nie usuwać zbyt pochopnie tych, które już stanowią o jej sile.
Obejrzał pan na żywo 706 kolejnych meczów Cracovii w lidze – u siebie i na wyjeździe! To nie koniec?
– Prezes wręczył mi koszulkę z numerem 700, a mój wielki idol – Jerzy Łudzik, Honorowy Prezes Rady Seniorów Cracovii, otrzymał z 1906. Gdybym taką koszulkę kiedyś dostał, to byłby plan absolutny! (śmiech). Z własnej woli byłoby mi to bardzo trudno przerwać, więc dopóki Opatrzność pozwoli, a szczęście będzie dopisywać, to będziemy zmieniać liczbę po każdym meczu. Oby zawsze w ekstraklasie i w jak najlepszym humorze.
Rozmawiał Michał Knura
