Madziarzy postawieni w kącie

Michał Kieler znakomicie zaprezentował się między słupkami i zachował czyste konto, czym potwierdził stare porzekadło: Cudze chwalicie, swego nie znacie!

Alan Łyszczarczyk otworzył konto bramkowe, a resztę dorzucili koledzy. Fot. Press Focus

REPREZENTACJA

Trzecie mecz towarzyski i trzecie zwycięstwo – to dorobek polskich hokeistów przygotowujących się do majowych mistrzostw świata Dywizji 1A w Sosnowcu. Tym razem Biało-czerwoni pokazali się z jak najlepszej strony w naddunajskiej stolicy, pokonując Węgrów 4:0, w tym posyłając dwa razy krążek do pustej bramki. Zwycięstwo mogło być jeszcze bardziej okazałe, ale bramkarze gospodarzy stanęli na wysokości zadania.
W ostatniej chwili sztab szkoleniowy doszedł do wniosku, że obrońca Karol Biłas i napastnik Filip Komorski, cierpiący na drobne urazy, pozostaną w kraju i przejdą pełny cykl rehabilitacji. Trenerzy nie narzekali na brak zawodników, ale byliśmy ciekawi, jak zespół zostanie skomponowany na pierwsze spotkanie z Madziarami. Dla nas nie było zaskoczeniem, że w 3. formacji rolę środkowego przejął Christian Mroczkowski. Ten napastnik ma sporą zaletę, bo może zagrać na każdej pozycji w ataku. Trener Pekka Tirkkonen hołduje zasadzie, że woli grać na siedmiu obrońców i trzynastu napastników. Tym razem zdecydował się na pełne formacje, bo pewnie chciał wypróbować większą liczbę defensorów.

Oba zespoły zaczęły z niezwykłą ostrożnością, ale w miarę upływu czasu wyraźnie się rozkręciły i w 1. tercji stworzyły ciekawe widowisko z wieloma groźnymi sytuacjami. Wystarczy tylko wspomnieć, że Aron Chmielewski (14 min) i Mroczkowski (18) byli sam na sam z Bence Balizsem, ale nie zdołali go pokonać. Bramkarz gospodarzy stawał też na wysokości zadania po mocnych uderzeniach Mateusza Bryka i Kamila Górnego. Ciekawi byliśmy postawy Michała Kielera w naszej bramce, wszak w lidze bronił mało, zaś play off, z drobnym epizodem, przesiedział w boksie dla rezerwowych. „Kiler”, jak go nazywają koledzy, choć sam nie lubi tej „ksywy”, spisywał się wręcz rewelacyjnie. W 11 min obronił strzał Bence Paterki z bliskiej odległości, popisując się fenomenalną paradą w iście piłkarskim stylu. W 13 min skopiował ten wyczyn, bo Gergely Mattyasovszky miał niemal pustą bramkę, zaś Kieler rzucił się we właściwym kierunku. W tej tercji zanotowaliśmy bezbramkowy rezultat, ale nie było czasu na nudę.

Druga odsłona była popisem Biało-czerwonych, którzy zdominowali gospodarzy. Stworzyli wiele sytuacji podbramkowych i, co najważniejsze, dwie wykorzystali. Goli mogło być więcej, ale na przeszkodzie stanął świetnie interweniujący Balizs. Jeszcze na 29 sek. przed końcem inauguracyjnej tercji w boksie kar zasiadł Olivier Farkas i nasi hokeiści urządzili sobie męskie spotkanie w tercji gospodarzy z wieloma strzałami na bramkę. Bez efektu, jednak po wyjściu z boksu węgierskiego gracza Alan Łyszczarczyk znalazł się w bezpośrednim sąsiedztwie Balizsa i zupełnie wyprowadził go w pole na 1:0. Gdy pod koniec 28 min Kamil Wałęga, jeden z motorów ofensywnych zespołu, otrzymał 2 min kary, spodziewaliśmy się, że nasz zespół będzie w opałach, a tymczasem, ku naszej radości, Szymon Kiełbicki wyprowadził błyskawiczną kontrę i w osłabieniu zdobył drugiego gola. Balizs zjechał z lodu i zastąpił go Levente Hegedus. Skonstatujmy, że Kiełbicki w tym sezonie prezentuje się znakomicie i należy do napastników pierwszego szeregu. Do niedawna reprezentujący zespół z Jastrzębia podpisał teraz umowę z GKS-em Tychy, choć mistrzowie kraju tej informacji jeszcze nie potwierdzili. Podopieczni selekcjonera Tirkkonena wyraźnie dominowali, choć gospodarze stworzyli kilka groźnych sytuacji, jednak Kieler był bezbłędny i należy się tylko cieszyć z jego postawy.

W 45 min podwójną karę mniejszą otrzymał Csongor Amburus i nasi hokeiści wsadzili rywala na karuzelę i mocno nimi kręcili. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, ale gospodarze włożyli sporo wysiłku, by nie stracić gola, a między słupkami mieli świetnie interweniującego bramkarza. W końcu, gdy ten golkiper zjechał z lodu, Kiełbicki po raz drugi oraz Patryk Krężołek posłali krążek do pustej bramki.

Po zakończonym meczu obie drużyny egzekwowały 5 serii karnych i Polacy wygrali 2:0 po trafieniach: Chmielewskiego i Mikołaja Sytego, a po raz kolejny świetnym refleksem błysnął Kieler, który obroni wszystkie strzały Madziarów.

Zwycięstwo w pełni zasłużone, bo Biało-czerwoni przez większość czasu mieli inicjatywę i sporą przewagę. Dzisiaj spotkanie rewanżowe.

Włodzimierz Sowiński

◼ Węgry – Polska 0:4 (0:0, 0:2, 0:2)

0:1 – Łyszczarczyk – Wałęga – Paś (21:43), 0:2 - Kiełbicki (29:07, w osłabieniu), 0:2 – Kiełbicki – Chmielewski (57:09, do pustej), 0:4 – Krężołek – Wałęga (58:53, do pustej)

Sędziowali: Krisztian Dosa i Daniel Rencz – David Szabo i Sebestyen Varju. Widzów 803.

WĘGRY: Balizs (31:00. Hegedus); Ortenszky – R. Kiss, Toth – Tornyai, D. Horvath – Farkas (2), D. Nagy – Szivak; Sofron – Hari – P. Kiss, A. Mihalik – Keresztes – Erdely, Schlekmann – Mattyasovszky – F. Mihalik, Ambrus (4) – Paterka – Vertes. Trener Gergely MAJOROSS.

POLSKA: Kieler; Pociecha – Ciura, Naróg – Górny, Bryk – Bizacki, Schafer – Wanacki; Krężołek – Wałęga (2) – Kiełbicki, Wronka – Paś – Łyszczarczyk, Brynkus – Mroczkowski (2) – Chmielewski, Michalski – Syty – Maciaś. Trener Pekka TIRKKONEN.

Kary: Węgry – 6 min, Polska – 4 min

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się