Lwy Atlasu z problemami
Maroko niespodziewanie męczyło się w 1/8 finału z Tanzanią, ale cel osiągnęło. Gospodarze muszą jednak sporo poprawić w grze.
Brahim Diaz (z lewej) znowu zdobył gola! Obok pomocnik Taifa Stars, Alphonce Msanga. Fot. Jalal Morchidi PAP/EPA
PUCHAR NARODÓW AFRYKI
Mecz z Tanzanią został oczywiście rozegrany na największej arenie 35. Africa Cup of Nations, na Prince Moulay Abdallah Stadium. To 70-tysięczny obiekt oddany do użytku na początku września zeszłego roku. Kosztował 686 mln marokańskich dirhamów, czyli prawie 270 mln złotych. To dużo mniej niż... władze Zabrze kosztuje wciąż nieukończony 30 tys. stadion Górnika. Dodajmy, że Prince Moulay Abdallah Stadium budowano 2 lata, a nie ponad dekadę…
Zaskoczyli gospodarzy
Od wczesnych popołudniowych godzin w niedzielę kibice przybywali na stację Rabat Riad, która usytuowana jest obok majestatycznego, nowoczesnego kompleksu, gdzie tuż obok głównej areny znajduje się mniejszy, bo 21 tys. Olympic Stadium. Odbywały się na nim mecze w tunezyjskiej grupie D.
Lwy Atlasu przystąpiły do starcia z rewelacyjną Tanzanią ze swoim kapitanem w wyjściowym składzie, Achrafem Hakimim. Najlepszy Piłkarz Afryki 2025 roku w listopadowym meczu PSG z Bayernem w Lidze Mistrzów doznał kontuzji i pauzował do 29 grudnia, do meczu z Zambią, w którym wszedł na boisku w II połowie. Z Tanzanią zagrał już od początku.
Taifa Stars nie przestraszyli się wrogich im prawie 64 tys. kibiców i ich gwizdów, i ruszyli odważnie do przodu. Mało nie zaczęło się jak w starciu Senegalu z Sudanem, kiedy maluczcy zaskoczyli faworyta i zdobyli gola. W 3 minucie lewą stroną zaszarżował Selemani Mwalimu (19 lat), dośrodkował w kierunku rozgrywającego swój 103. mecz w reprezentacji Simona Msuvy. Doświadczonemu napastnikowi zabrakło niewiele, żeby trafić do bramki utytułowanego Bono! Podopieczni argentyńskiego szkoleniowca Miguela Angela Garmondiego atakowali i utrzymywali się przy piłce, grali bez kompleksu. Korzystając z przerwy w grze w początkowej fazie z powodu urazu bramkarza rywala Huseina Masalangi, Hakimi nerwowo na środku boiska tłumaczył kolegom, co poprawić w grze, bo Lwom Atlasu nie szło.
Czwarta drużyna świata ma jednak tyle piłkarskiej jakości, że wystarczy moment i wszystko się zmienia. Kiedy upływał pierwszy kwadrans do tanzańskiej bramki po stałym fragmencie głową trafił Ismael Saibari. Był jednak na spalonym i malijski arbiter Bobou Traore gola słusznie nie uznał. Potem, także głową, próbował wyróżniający się na tegorocznym Pucharze Narodów Ayoub El Kaabi, ale też bez skutku. Gra był szarpana, nerwowa i z jednej, i z drugiej strony, ale presja ciążyła oczywiście głównie na gospodarzach.
Bez celnego strzału!
Czas płynął, a będąca na 112. miejscu w rankingu FIFA Tanzania utrzymywała bezbramkowy remis z będącym o sto jeden pozycji wyżej rywalem (Maroko to najwyżej sklasyfikowana reprezentacja z Afryki). Denerwował się selekcjoner Lwów Atlasu Walid Regragui, tysiące ubranych na czerwono kibiców, a także sami piłkarze gospodarzy, którzy nie potrafili skierować futbolówki do siatki. Nie mogło tak być, skoro w I połowie, która została przedłużona aż o 7 minut, nie oddali celnego strzału na bramkę występującego na co dzień w rodzimym klubie Singida Black Stars Husseina Masalangi!
Nie przystoi to jednemu z głównych faworytów turnieju. Niewidoczny był szarpiący we wcześniejszych meczach Brahim Diaz. W zasadzie tylko do starającego się na lewym skrzydle Abdessamada Ezzalzouliego, który w maju 2025 z dobrej strony pokazał się w finale Ligi Konferencji we Wrocławiu w barwach Betisu, nie można było mieć pretensji.
Znowu Brahim Diaz
Pierwsze celne uderzenie to główka właśnie Ezzalzouliego, ale kolejną świetną interwencję zanotował golkiper Taifa Stars – wszystko kilka minut po wznowieniu gry. Zaraz potem było świetne dośrodkowanie Hakimiego, kolejne główka El Kaabiego, ale obok. Mogło być 1:0, ale... dla Tanzanii! Piłkę po znakomitym uderzeniu Msuvy bramkarz Bono sparował, a dobitka z kilku metrów Feisala Saluma poszybowała nad poprzeczką! Mecz się rozkręcił. Po godzinie bomba Hakimie z wolnego wylądowała z kolei na poprzeczce. Strzał był tak mocny, że poleciały krople deszczu, bo oczywiście zaczęło padać. Bramka Taifa Stars została zaczarowana? Kto wie, nie takie sensacyjne rzeczy widział Puchar Narodów Afryki!
Tanzański czar prysł w 64 minucie, kiedy prawą stroną w swoim stylu przedarł się Diaz i wpakował piłkę do siatki. Tym razem Masalnga dał się zaskoczyć, bo odsłonił pole na tzw. pierwszym słupku. Asystę przy golu piłkarza Realu Madryt zaliczył nie kto inny, jak Hakimi.
Dla Brahima Diaza to czwarty gol w czwartym kolejnym meczu na PNA 2025/26. Zmierza po koronę króla strzelców imprezy. Kiedy w końcówce został zastąpiony przez Oussamę Targhallinego, 64 tys. fanów zgotowało mu standing ovation. W końcówce, w doliczonym czasie, piłkarze Tanzanii słusznie domagali się jedenastki za pchniecie swojego zawodnika w polu karnym rywala, ale arbiter z Mali nie zareagował…
Olbrzymie oczekiwania
Drużyna Walida Regraguiego jest w ćwierćfinale, ale z taką nieprzekonywującą grą może mieć problemy. – Nawet nie chcę myśleć, co będzie, jak nie awansujemy i nie sięgniemy po trofeum. Wylecieć mogą wszyscy działacze i selekcjoner! Oczekiwanie w kraju jest ogromne, presja na reprezentacji jest olbrzymia – mówi nam marokańska dziennikarka Imane Karimi z magazynu Alaoual.
Michał Zichlarz, Rabat
CZY WIESZ, ŻE…
W 1980 roku, kiedy Tanzania debiutowała w Pucharze Narodów, prowadził ją Polak, Sławomir Wolk. Nieznany u nas szkoleniowiec był selekcjonerem Taifa Stars w latach 1979-80.
1/8 finału Pucharu Narodów
◼ Maroko – Tanzania 1:0 (0:0)1:0 – Diaz (64)
◼ RPA – Kamerun 1:2 (0:1)
0:1 - Tchanadeu (34), 0:2 - Kofane (47), 1:2 - Magkopa (88)
