Łup!

Z DRUGIEJ STRONY - Dariusz Leśnikowski

Nie wiem, czy to tylko polska specyfika, czy też generalnie w tzw. demokracji - „systemie fatalnym, ale niczego lepszego nie wymyślono”, jak mawiał Winston Churchill – polityka wkraczać musi w każdą dziedzinę życia i na każdym szczeblu. Kiedy 35 lat temu, po likwidacji PRL-u, odbierano państwu monopol na władzę, przekazując ją w ręce samorządów, zapewne twórcy tej reformy nie zakładali, że z czasem również i na ten szczebel przeniosą się ogólnokrajowe spory polityczne. I że tak jak na ogólnokrajowej arenach – czyli w sejmie, czy w stacjach telewizyjnych – również na szczeblu lokalnym oglądać będziemy potyczki (na szczęście tylko werbalne, choć w zasadzie bez jakichkolwiek granic) niespełnionych na szczeblu ogólnokrajowym polityków. Obraz samorządowca, u którego interes lokalnej społeczności przedkładany jest nad interes partyjny, pozostał idealistycznym obrazem w głowach autorów i pomysłodawców owej ustrojowej zmiany. Może funkcjonuje jeszcze w niewielkich gminach, gdzie wójt, burmistrz, a czasem nawet prezydent jest blisko swych wyborców – sąsiadów po prostu, z którymi wychowywał się na jednym podwórku, spotyka się z nimi na kościelnym placu albo otwarciu roku szkolnego w jedynej w okolicy podstawówce itp. Tam, gdzie prezydent oddzielony od mieszkańców pozłacanymi klamkami kilkupiętrowego budynku z setkami urzędników w jego trzewiach, dominuje myślenie kategoriami zupełnie odmiennymi. I jak się dobrze wsłuchać, to...

„Łup, łup” - dźwięki wzajemnego okładania się kijami dobiegają z takiego ratusza. Im większy i bogatszy ośrodek, im więcej środków do rozdysponowania i stanowisk do obsadzenia, tym głośniejsze są owe (od)głosy i bardziej wyrafinowane wzajemne „uprzejmości”. Słowo „łup” w takich przypadkach zmienia swoją rolę: z wyrazu wyłącznie dźwiękonaśladowczego staje się oznaczeniem kolejnego miejsca, w którym można wykazać swą przewagę nad politycznymi rywalami.

Jednym z cenniejszych „łupów” stały się... kluby sportowe. Zwłaszcza te, które w futbolowym świecie stanowią część krajowej elity. Bywają – niezależnie od kosztów - znakomitą trampoliną do utrzymania się przy władzy; w naszych warunkach liczna i dobrze zorganizowana społeczność kibiców to potencjalna siła wyborcza, której nie sposób zlekceważyć. Przychodzą wam do głowy po przeczytaniu tych słów ostatnie lata w Zabrzu? No to pewnie macie rację.

W Gliwicach do tej pory syndrom „łupu” nie był aż tak widoczny. Może dlatego, że tam ćwiartka udziałów w Piaście należy do prywatnego podmiotu. Wtorkowa „nawalanka” na posiedzeniu dwóch komisji Rady Miasta – zrelacjonowaliśmy ją dokładnie na naszych łamach - pokazała jednak, że w polityce kij znaleźć można na każdego. „Radosną twórczością” określono czas działalności poprzednich władz klubu (do 1 czerwca 2024), działających w warunkach pięcioletniego (!) obniżenia o 50 procent (z 12 o 6 mln zł) wsparcia miasta dla Piasta. Powstała w tym okresie dziura budżetowa odpowiada dokładnie wartości obciętych dotacji, które – notabene - miały być „w domyśle” odkładane i „w lepszych czasach budżetowych” wesprzeć projekt klubowej akademii. Owa „radosna twórczość” poskutkowała czołowym miejscem Piasta w „rankingu historycznym” ekstraklasy – co oznacza, że ze spółki „Ekstraklasa” SA gliwicki klub przez kilka lat dostawał ciut większy kawałek medialnego tortu, niż większość rywali.

Kto by jednak o tym myślał, skoro jest okazja do walnięcia kijem „tych drugich”? Nic to, że i w tamtym okresie miasto też było większościowym udziałowcem, a więc i ponosiło „większościową odpowiedzialność”. Ważne, że wówczas rządzili „oni”, a teraz rządzimy „my”. Nic to, że przepadło 16 mln zł wychodzonych od Skarbu Państwa przez „onych” na inwestycję w akademię klubową; „my” wyłożymy swoje 16 mln i zbudujemy dwa boiska (po drugiej stronie miasta), z własnym szyldem nad wejściem!

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się