Luka nie potrzebuje szybkości
Rozmowa z Ivicą Vrdoljakiem, byłym młodzieżowym reprezentantem Chorwacji, trzykrotnym mistrzem Polski w barwach Legii
Luka Modrić też wyróżnia się kolorem butów. Wybrał jednak mniej spektakularny... Foto Yang Shu/Xinhua / Press Focus
Jak u pana w kraju zostały odebrane dotychczasowe wyniki i gra Chorwatów za oceanem?
- Poprzeczka, oczywiście w kontekście dwóch poprzednich mundiali, jest przed chłopakami zawieszona wysoko, ale że Bałkańcy zawsze mówią wszystko wprost – bo taki jest nasz charakter - więc i my mamy świadomość, że nie gramy zachwycającej piłki. Przede wszystkim dlatego że nie mamy w tej chwili potężnych zawodników na pozycji napastnika i na skrzydłach. Mario Mandžukić, Ivica Olić, a dużo wcześniej Davor Šuker – miewaliśmy świetnych łowców goli na miarę Roberta Lewandowskiego. Teraz ich nie ma. Skrzydłowych też nie. Najlepszy wciąż jest w tej roli Ivan Perišić, człowiek od gry na wielu pozycjach. ale od lat w tym stanie sobie radzimy; bardzo silni jesteśmy w linii pomocy, mamy dobrych zawodników w obronie i to już się samo „napędza”. Awansujemy na kolejne mundiale i Euro.
I wychodzicie z grupy, a nawet po medale sięgacie.
- W fazie pucharowej tak naprawdę z każdym możemy wygrać i z każdym możemy przegrać. Tacy po prostu jesteśmy. W 2018 nie zagraliśmy megameczu ani z Rosją, ani z Danią, a obydwa wygraliśmy dzięki karnym. Półfinał z Anglikami moim zdaniem był... fatalny w naszym wykonaniu. Wygraliśmy jednak i zagraliśmy najlepsze spotkanie w finale, tyle że... przegrane.
Futbol bywa przekorny...
- Bywa. Na tych mistrzostwach najlepszą połowę – tę pierwszą, na 2:2, zagraliśmy z Anglikami. Potem bywały męczarnie, ale – mam wrażenie - potrafimy grać „na wynik”. To jest największa wartość tej reprezentacji. Wielkiej piłki nie było z Panamą, ani z Ghaną, a jednak nasi zrobili to, co mieli zrobić. Nie czujemy obaw, jeżeli pójdzie coś źle, bo wiele razy odwracaliśmy losy spotkania. Doświadczenie chłopaków jest spore, charakter mają silny, umiejętności też niemałe.
Ten mecz będzie rywalizacją dwóch 40-latków. Rola którego z nich jest ważniejsza dla jego drużyny?
- Cristiano Ronaldo koledzy z kadry muszą dostarczyć piłkę, natomiast przez Lukę Modricia przechodzi niemal każda akcja, on kieruje całym zespołem, ale obaj są oczywiście kluczowymi postaciami swych drużyn i cieszą się wielkim respektem rywali.
Nie ma pan jednak wrażenia, że to już nie jest ten morderczy CR7?
- Na pewno wykończenie wciąż ma mordercze, jeśli już do sytuacji strzeleckiej dojdzie. Natomiast PESEL-u nie oszukasz. Na pewno brakuje mu nieco szybkości sprzed lat, która była jego wielkim atutem. W przypadku Luki zaś ta szybkość nie jest najważniejsza, on w linii pomocy nie potrzebuje rozpędzać się do 34-35 kilometrów na godzinę.
Jak będzie wyglądać ten mecz?
- Sporo sobie wszyscy po nim obiecujemy, ale... on może zawieść nas, kibiców. To jest gra o awans. Żadnego selekcjonera i żadnego z zawodników nie będzie interesowało, jak ten cel zostanie osiągnięty. Byle awansować.
Jak się ma srebro i brąz z dwóch ostatnich mundiali, to odpadnięcie w 1/16 finału byłoby wielkim rozczarowaniem w Chorwacji...
- Oczywiście. Wyszliśmy z grupy, ale poprzez fakt, że grało tu 48 drużyn, a zostały 32 – jesteśmy w zasadzie na tym samym etapie, co podczas inauguracji poprzednich dwóch turniejów. Wyjście z grupy w tych okolicznościach było obowiązkiem, podstawą i trudno je określić sukcesem. Mówiono przede wszystkim o 1/8 finału jako celu minimum. Natomiast gdy okazało się, z kim zagramy w 1/16 finału, mogę powiedzieć, że porażka nie będzie wielkim dramatem. Będzie rozczarowaniem, ale nie dramatem. Swoją drogą... może lepiej było zremisować z Ghaną, zająć trzecie miejsce i grać teraz z Kolumbią (śmiech)?
Czy wynik meczu z Portugalią i całość występu na mundialu może mieć jakieś znaczenie dla losów chorwackiego selekcjonera?
- Myślę, że nie. Chyba że on sam podejmie decyzję, że pora na odpoczynek lub zmianę roboty. Może on też podejmie decyzję. Natomiast trudno mu coś zarzucić. Awansował z reprezentacją na kolejne turnieje mistrzowskie, teraz wyszedł z grupy. A gdy masz Portugalię za rywala, wszystko jest możliwe. Najważniejsze, by zagrać dobry mecz!
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
Ivica Vrdoljak Fot. Rafał Oleksiewicz/PressFocus
