Luis Enrique to pamięta!
Rozmowa z Joachimem Marksem, byłym reprezentantem Polski, mistrzem olimpijskim 1972, od pół wieku mieszkającym we Francji
Luis Enrique przestrzega swych piłkarzy przed zlekceważeniem „The Blues” mimo efektownego 5:2 w pierwszym meczu. Fot. PSNEWZ/SIPA/PressFocus
Tydzień temu PSG „przejechał się” po Chelsea okrutnie. 5:2 oznacza, że w tej parze kwestia awansu jest przesądzona?
- Jak czytam i słucham miejscowych dziennikarzy, to mam wrażenie, że taka opinia tu przeważa. Swoją drogą – jako kibic Lens... myślę podobnie. Niech się skupią na Lidze Mistrzów, może uda się im pokrzyżować szyki w lidze? (śmiech).
Ale pamięta pan finał Klubowych Mistrzostw Świata, w którym Chelsea pokonała PSG 3:0?
- Pamiętam. I pamięta go też na pewno Luis Enrique. Powtarza wkoło, że nic jeszcze w tej parze nie jest przesądzone. Udało się nawet załatwić mu to, że ligowy mecz z Nantes, zaplanowany na miniony weekend, został przeniesiony. Hiszpan chciał po prostu paru dodatkowych dni odpoczynku dla swoich podopiecznych. Nie brak wśród nich takich, którym się to przyda, bo miewają kłopoty ze zdrowiem.
Ousmane Dembele na przykład?
- Choćby on. Ciągną mu się te problemy – a to udo, a to łydka, a to jeszcze coś innego – od początku sezonu.
Przywołał pan Lens – jedyny zespół w Ligue 1, który dotrzymuje kroku paryżanom...
- I mam nadzieję, że tak będzie do końca! Natomiast Luis Enrique też zwracał na ten fakt uwagę. W zeszłym roku jego podopieczni w tym momencie sezonu mieli praktycznie autostradę do kolejnego tytułu mistrzowskiego w kraju. Teraz ktoś im depcze po piętach, więc nie mogą myśleć wyłącznie na Champions League.
No i wpadki zdarzają się im częściej!
- To prawda. Zupełnie niespodziewane, a zarazem prestiżowe: przecież odpadli już z Pucharu Francji po 0:1 na własnym boisku z sąsiadem zza miedzy, Paris FC! Takie wpadki powodują, że i zwycięstwa na krajowym gruncie kosztują PSG więcej sił: rywale już przyzwyczaili się do myśli, że mistrzowie nie są niepokonani. Że warto się na nich sprężyć, bo i im się zdarzają potknięcia. Niech pan zobaczy, jak wyrównane były oba mecze 1/16 finału Ligi Mistrzów z Monaco.
Paryżanie – reasumując – grają słabiej?
- Mają bardzo nierówną formę. Ale też trudno ją ustabilizować, gdy raz nie ma Dembele, inny razem Doue. A teraz od dłuższego czasu kontuzję leczy Fabian Ruiz. Stąd te wahania dyspozycji. Przecież i w Lidze Mistrzów zdarzały się im porażki. Czasem niespodziewane, jak ta ze Sportingiem. A w zestawieniu z faktem, że w tym roku poziom francuskiej ligi dość wyraźnie – moim zdaniem – się podniósł, powoduje to momentami nieco frustracji w ekipie PSG. I stąd te nawoływania Luisa Enrique o pełną mobilizację.
Chelsea w weekend grała i... przegrała. Dobry omen?
- Nie wiem. Widziałem mecz z Newcastle (0:1 – dop. aut.). Londyńczycy dobrze grali, porażkę nazwałbym pechową. Nic im wpaść nie chciało, zdarzają się czasem takie spotkania. Poza tym... ma się z tyłu głowy to, że za chwilę trzeba rzucić pełnię sił i możliwości na rywala z zupełnie innej półki. To też wpływa na obraz gry. Ale wydaje mi się, że ten wynik tylko wzmocnił francuskie przekonanie, że kwestia awansu jest przesądzona.
Może jest w tym sporo racji, skoro ma się na ławce kogoś takiego, jak Kwicza Kwaracchelija, który wchodzi na boisko na 28 minut, strzela dwie bramki i zalicza asystę!
- Kawał piłkarza, co nie? W finale Ligi Mistrzów z Interem też strzelił gola. To mój ulubiony typ zawodnika: agresywny, nie kalkuluje, idzie do przodu. Ale też miewa wahania formy. Wie pan, że ubiegłoroczne Klubowe Mistrzostwa Świata były fatalnym pomysłem, bardzo szkodliwym dla piłkarzy. Organizm przy tej liczbie meczów potrzebuje odpoczynku, a mieli go bardzo niewiele. Stąd ta duża liczba kontuzji, bo przed pierwszym ligowym spotkaniem drużyna miała ledwie tydzień przygotowań po urlopach.
Piłkarze PSG i jego właściciele rok temu spełnili marzenia o wygraniu Champions League. Myśli pan, że chcą powtórki? Czy może tego „głodu sukcesu” już nie będzie?
- Będzie. Dziś to są profesjonaliści na 200 procent, nie to co w naszych czasach (śmiech). Czy powtórzą sukces – nie wiem. Ale zdrowie na boisku zostawią na pewno!
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
Liga Mistrzów – 1/8 finału◼ Chelsea – Paris St. Germain (w pierwszym meczu 2:5)
dziś, 21.00 – Canal+ Extra 3
