Lubin bez trenera
Dziś rozegrane zostaną kolejne mecze żeńskiej Orlen Superligi. Dwie śląskie siódemki spotkają się z bardzo silnymi przeciwniczkami, opromienionymi znakomitą postawą w europejskich pucharach.
„Miedziowe” z „Niebieskimi” muszą poradzić sobie bez swojej trenerki. Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus
Gliwicka Sośnica podejmie MKS Urbis Gniezno. Debiutujące w europejskich rozgrywkach „Pszczółki” okazały się lepsze w dwumeczu z hiszpańskim Caja Rural Aula Valladolid i zameldowały się w 1/4 finału Pucharu Europejskiego.
Dobre losowanie
Wczoraj podopieczne trenera Roberta Popka poznały kolejnego przeciwnika, a będzie nim Iuventa Michalovce. – Jest to bardzo dobrze nam znany przeciwnik, można nawet powiedzieć, że zaprzyjaźniony zespół. Graliśmy z nim latem w sparingach w 2023 roku, a także przed tym sezonem. Raz my wygrywaliśmy, raz Słowaczki – powiedział prezes gnieźnieńskiego klubu Arkadiusz Koronka, który podkreślił, że wylosowanie drużyny ze Słowacji znacznie ułatwi logistykę. Niedaleka podróż jest ogromnym plusem, zważywszy na to, że gnieźnianki w krótkim okresie rozegrają aż 8 spotkań, w tym dwa w europejskich pucharach. Pierwszy mecz odbędzie się 15 lutego na Słowacji, a rewanż tydzień później w Gnieźnie. – Z jednej strony jak na debiutanta zrobiliśmy już swoje. Nie nakręcamy się, ale wierzymy w kolejny awans – zaznaczył prezes klubu z pierwszej stolicy Polski, która dziś spotka na swej drodze gliwiczanki.
Cel dalej ten sam
– Gniezno znakomicie spisuje się w europejskich pucharach, ale my musimy się skupić na sobie, jeśli chcemy coś ugrać – mówi bramkarka Sośnicy, Weronika Kordowiecka. – W ostatnim meczu w Elblągu było dobre 45-50 minut, a końcówka była do... wyciągnięcia wniosków i przeanalizowania porażki. Musimy skończyć z własnymi błędami i dalej do przodu.
Sośnica to dzisiaj drużyna składająca się z zawodniczek doświadczonych i dopiero poznających zapach Superligi. - Dosłownie pół na pół – mówi „Wera”, przyznając, że ma coś do powiedzenia w drużynie. – Niektóre przygodę z Superligą zaczęły tak naprawdę w tym sezonie, a niektóre w zeszłym. Dostawały już jednak swoje minuty i to całkiem sporo, więc oczekujemy już od nich wyników.
Zawodniczki Sośnicy zjechały we wtorek do Gliwic, gdzie są „zameldowane” w Superlidze, choć mieszkają w Jarosławiu. Mimo tych udziwnień gliwicki parkiet obliguje do zdobywania punktów, tym bardziej że wciąż bardzo poważnie myśli się w klubie o zajęciu miejsca w czołowej szóstce, która powalczy o najwyższe lokaty. – Dalej walczymy o szóstkę, taki jest nasz cel. Jeżeli w czterech meczach zdobędziemy 9 punktów, to mamy na to realne szanse – zaznacza Kordowiecka i analizuje silne strony środowych przeciwniczek. – Zawodniczki z Gniezna grają bardzo fajną, zespołową i szybką piłkę ręczną. Silnym punktem jest lewe skrzydło, gdzie Żaneta Lipok błyskawicznie biega do kontry i jest bardzo skuteczna. Rzuca dużo bramek, czasami ze 100-procentową skutecznością. Musimy więc wracać za ich kontrą, ale ciężko jest powiedzieć o silnych punktach rywalek, bo musiałabym wymienić... każdą zawodniczkę. Jak zrobimy swoje na boisku, to powinno być dobrze.
Trenerka „wybitnie niesportowa”
Chorzowski Ruch wyjeżdża z kolei do Lubina na mecz z mistrzyniami Polski, które zostały bez swojej... trenerki. Decyzją komisarza ligi Pawła Łebka Bożena Karkut została zawieszona na jeden mecz, co jest pokłosiem wygranego meczu z KPR-em Gminy Kobierzyce (22:18) w ubiegłą środę, w którym przerwała akcję rywalek. „Bożena Karkut przerwała akcję poprzez naruszenie strefy, po której może się poruszać trenerka i uniemożliwiła przeprowadzenie akcji przez drużynę gospodarza, tj. przechwycenie na boisku rzuconej piłki (podania) i skierowanie jej na aut” – napisano w komunikacie Orlen Superligi, a komisarz ligi uznał zachowanie trenerki Zagłębia za „wybitnie niesportowe”.
Klub stanął w obronie Karkut, przekazując jej wersję zdarzeń. „Według wyjaśnień pani trener wybiła piłkę, sądząc, że jest już ona na aucie. Nie zrobiła tego świadomie, to był odruch. Piłka i tak zmierzała na aut i żadna z zawodniczek nie miała szansy, aby ją złapać. Pani trener zdaje sobie sprawę, że jej zachowanie było naganne, ale nie można tego nazwać wybitnie niesportowym zachowaniem. Jest przekonana, że takie zachowania już się nie powtórzą” – napisało Zagłębie, ale nic nie wskórało i trenerki zabraknie na ławce w spotkaniu z „Niebieskimi”, które po sobotniej porażce w Koszalinie z Młynami Stoisław zamknęły temat „szóstki”.
Koniec fantasmagorii
– To była w naszym przypadku fantasmagoria. My musimy myśleć co dalej. O utrzymaniu się w Superlidze – podkreśla trener Ruchu, Ivo Vavra. – Ostatnie mecze pokazały, że nie jesteśmy jeszcze zespołem tak poukładanym, jakbym chciał. Brakuje nam jakości na kilku pozycjach, bo na dziś wygląda to tak, że na przemian jedna zagra dobrze, a trzy razy nie. Inna dwa razy dobrze, a pięć razy nie. Odzywają się kontuzje, a ja potrzebuję zawodniczek na 100 procent gotowych do gry.
Czeski szkoleniowiec beniaminka zauważa, że drużyna do Lubina wyjeżdża powalczyć, choć na punkty raczej trudno liczyć, nawet najbardziej optymistycznych oczekiwaniach. – W Chorzowie walczyliśmy z Zagłębiem jak równy z równym przez 40 minut – przypomina Vavra – więc teraz pozostaje nam spotkanie z faworytkami poukładać sobie w głowach. Potrzebujemy zwiększyć mental i po prostu dobrze zagrać. Wyniki przyjdą, ale na razie grajmy swoje. Nie „grzejmy się” myślami o górze tabeli. Zrealizujmy to, co sobie założyliśmy przed sezonem, a będzie dobrze. Brakuje nam już nie trzech, ale jeszcze 9 punktów. Na szczęście mamy wszytko w swoich rekach. Walczymy dalej!
Zbigniew Cieńciała
Środa, 22 stycznia
◾ GLIWICE, 18.00: SPR Sośnica - MKS Urbis Gniezno◾ LUBIN, 18.00: KGHM MKS Zagłębie - KPR Ruch Chorzów
◾ LUBLIN, 20.3 0: MKS FunFloor - KPR Gminy Kobierzyce
