Los nas sprawdza

Rozmowa z Arkadiuszem Jędrychem, kapitanem GKS-u Katowice

Arkadiusz Jędrych (z opaską kapitana) bardzo cieszył się z trafienia Sebastiana Milewskiego. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

Za GKS-em Katowice niezwykły mecz z Cracovią. Z 1:3 krakowianie doprowadzili do 3:3. To jednak wy w ostatniej chwili zapewniliście sobie zwycięstwo.

– Był to niecodzienny mecz. Przeżyliśmy rollercoaster, a pozytywne jest to, że do nas należą trzy punkty. Wygraliśmy w Krakowie, przed nami kilka dni odpoczynku i powrót do ciężkiej pracy, bo jeszcze sezon się nie kończy. Gdy wrócimy myślami do poprzednich meczów, było kilka takich, w których kontrolowaliśmy grę, graliśmy solidnie, odpowiedzialnie, a nie zdobywaliśmy punktów. W Krakowie natomiast może zagraliśmy szarpaną drugą połowę, ale kibice mogli oglądać piękne bramki.

Właśnie po fenomenalnym trafieniu z dystansu Adriana Błąda na 3:1 można było odczuć, że GieKSa za bardzo się cofnęła. Czy to był powód utraty dwóch bramek?

– Myślę, że aż tak się nie cofnęliśmy, bo zaraz po golu Adriana mieliśmy okazję Sebastiana Bergiera na 4:1. To był ważny moment, bo gdyby trafił do siatki, byłoby po meczu. Później przeciwnik strzelił zjawiskowego gola na 2:3 i poczuł krew. Wiedzieliśmy jednak, że wynik dalej jest korzystny, dlatego chcieliśmy obniżyć nieco obronę, spróbować wyjść z kontrą i zdobyć bramkę, która uspokoiłaby spotkanie. Gol dla nas padł natomiast w jeszcze fajniejszych dla kibiców okolicznościach, po tym, jak Cracovia wyrównała. Pokazaliśmy tym samym, że trzeba grać do końca. Futbol czasem zabiera, ale czasem oddaje. W sobotę nam oddał.

Z całą pewnością ucieszyliście kibiców z Katowic po ostatnich porażkach z Legią, Koroną i Unią Skierniewice w Pucharze Polski, ale stracone bramki mogą zasiać ziarno niepewności...

– Mieliśmy plan na ten mecz i w większości go zrealizowaliśmy. Oczywiście stracone bramki bolą, jednak trzeba oddać Cracovii, że pod względem strzelonych goli jest wybitna. Za zdobycie czterech bramek przy Kałuży należy pogratulować zespołowi.

W ostatnich spotkaniach trener Górak nie mógł wystawić kontuzjowanego Martena Kuuska. Do siebie po urazie dochodzi Aleksander Komor, więc współpracował pan w defensywie z Alanem Czerwińskim. Jak się układa gra w zmodyfikowanej obronie?

– Z każdym z zawodników gra się dobrze. Tworzymy fajną paczkę. Nie ma różnicy, czy w składzie będzie Marten Kuusk, Alan Czerwiński czy ktokolwiek inny. Jest nas ponad 20 i każdy czeka na swoją szansę. Alan wskoczył do trójki defensywnej i wykorzystuje swój moment.

Wspomniane kontuzje to tylko przykłady, bo lista nieobecnych jest dłuższa. Bartosz Nowak, Jakub Arak i Grzegorz Rogala to kolejni gracze, którzy z powodu urazów nie mogli zagrać w Krakowie. Ponadto w sobotę kontuzji doznał Adam Zrelak...

– Los nas w ostatnim czasie sprawdza. Po to jednak jest budowana kadra, żeby w takich momentach skorzystać z zawodników, którzy grają mniej. W sobotę do składu wskoczyli „Maki” (Mateusz Mak – przyp. red.), „Bergi” (Sebastian Bergier – przyp. red.), a „Majlo” (Sebastian Milewski – przyp. red.) zdobył zwycięską bramkę. To buduje nie tylko nas, ale cały sztab. To fajne momenty, bo ważni są nie tylko zawodnicy z pierwszego składu, ale także ci, którzy tylko w teorii nie są najważniejsi. To oni dali nam zwycięstwo i udowodnili, że buduje się w GKS-ie fajny zespół. Mamy nadzieję, że na tym będziemy opierać naszą dalszą ciężką pracę.

Rozmawiał Kacper Janoszka

Protest!

GKS Katowice poinformował, że złożył protest w związku z wydarzeniami, które miały miejsce w meczu z Cracovią. Po bramce Sebastiana Milewskiego w doliczonym czasie na murawie doszło do przepychanek. Na placu gry pojawił się też Rafał Górak, który tłumaczył, że próbował załagodzić konflikt pomiędzy piłkarzami. Sędzia Damian Sylwestrzak dopatrzył się jednak nieodpowiedniego zachowania katowickiego szkoleniowca i ukarał go czerwoną kartką. Trener i klub z decyzją się nie zgadzają, więc oczekują na anulowanie kartki przez Komisję Ligi.

(kaj)