LIONEL MESSI
GWIAZDA
Leo Messi przed ostatnim towarzyskim spotkaniem Argentyny z Portoryko w Fort Lauderdale. Fot. Sipa USA/SIPA USA / Press Focus
Lata lecą, czasy się zmieniają, a nie wypada w rubryce „gwiazda” na stronie zajmowanej przez Argentynę poświęcać miejsce komuś innemu niż Leo Messi. Pierwszy raz w reprezentacji Argentyny widziałem go 11 lat temu, podczas mistrzostw świata w Brazylii. Na Maracanie Albicelestes grali z Bośnią i Hercegowiną, a Messi strzelił gola na bramkę, za którą siedziałem. Już wtedy był najlepszy, choć z pewnością brazylijskiego mundialu nie wspomina dobrze, chodziło przecież o mistrzostwo, a nie wicemistrzostwo. A teraz chodzi o drugie mistrzostwo i z pewnością nikt nie będzie lekceważył Messiego, mimo że jest tuż przed czterdziestką. Jego forma zadziwia, ale może ją utrzymywać, prezentując taki, a nie inny styl gry. Dawno temu przyrównałem go do chłopca na dziecięcym rowerku, który objeżdża z niezmienną uciechą rywali, skrzypiąc przy tym miarowo: ugć- ugć - ugć - ugć...
Ciągle strzela, ciągle zadziwia. W niedawnym meczu ligowym Interu Miami z Atlantą United zdobył dwie bramki. Trzy dni później Argentyna rozbiła w towarzyskiej grze Portoryko i zaliczył dwie asysty. W ten sposób ma w tej chwili 60 decydujących podań, asyst w reprezentacji. To nowy światowy rekord, bo mag w pelerynie wyprzedził w tej klasyfikacji o jedno kluczowe podanie Brazylijczyka Neymara. Ma też 114 goli w reprezentacji i jestem spokojny, że to nie koniec. Jest jak Gandalf – im starszy, tym groźniejszy. Czy trafi podczas najbliższego mundialu, już szóstego (sic!) w karierze?
Jak myślicie?
(pacz)
