Limassol to turystyka, Nikozja stawia na biznes
Rozmowa z Jerzym Engelem, selekcjonerem reprezentacji Polski w latach 2000-2002, trenerem m. in. kilku klubów na Cyprze
Były trener naszej kadry bardzo miło wspomina czas spędzony na Cyprze i nadal lubi tam wracać. Fot. Rafał Oleksiewicz/PressFocus
- Nie, to ten sam Cypr, z tą tylko różnicą, że Limassol leży nad morzem, a Nikozja w środku wyspy. Klimat w związku z tym minimalnie się różni. Piłkarze Rakowa mogą jednak spodziewać się dwóch rzeczy: bardzo dobrej pogody oraz żywiołowego dopingu kibiców. To jest charakterystyczne dla całego Cypru. Limassol jest nastawione na turystykę, Nikozja stawia na biznes, jest bardziej nobliwa, jak to stolica zresztą. Sposób życia w obu miastach jednak się nieco różni.
Cypr jest podzielony na grecką oraz turecką strefę wpływów. Jak wyglądają te różnice?
- Obecnie się tego zupełnie nie odczuwa. Granica oczywiście jest, ale można swobodnie podróżować w obu kierunkach. Nie powinno być pod tym względem absolutnie żadnego problemu.
A rywalizacja na trybunach?
- Omonia jest klubem opartym o lewicowych kibiców. Cypr jest bardzo podzielony politycznie jeśli chodzi o kluby piłkarskie. Można się spodziewać agresywnego dopingu z ich strony, różnych prowokacji, choć raczej nie będą one jakoś bardzo nachalne. Przerabialiśmy już różnego rodzaju transparenty i pewnie teraz też można się tego spodziewać, kibice mają swoje podejście nie tylko do piłki, ale i całej sytuacji wokół.
Po latach ciągle ma pan sentyment do Wyspy Afrodyty?
- Oczywiście, że on pozostał. Przecież ja mam tam wielu przyjaciół, z którymi mam stały kontakt. Kiedy tylko możemy, z rodziną wybieramy się na Cypr, bo jest to piękne miejsce do odpoczynku, ale i dłuższego pobytu. Kto był na Cyprze, poznał tamtejszą mentalność, życie oraz tamtejszy sport zawsze z chęcią tam wraca. Ja się bardzo cieszę z tego jak serdecznie witają mnie tam właściwie w każdym mieście.
Pafos gra w Lidze Mistrzów, AEK Larnaka i Omonia Nikozja nieźle radzą sobie w Lidze Konferencji. My cieszymy się z naszych występów w Europie, ale Cypr to fenomen.
- Na Cyprze jest naprawdę niezły poziom, bo pojawili się tam ludzie z olbrzymimi pieniędzmi, którzy inwestują m. in. w kluby piłkarskie. One mogą się dzięki temu rozwijać, a klimat do futbolu jest tam znakomity - gra się właściwie przez cały rok. Rozwój piłki cypryjskiej następuje oczywiście w oparciu nie tylko o Cypryjczyków, bo w momencie, gdy pojawiły się duże pieniądze, sprowadzają piłkarzy z całego świata. W efekcie mamy tam obecnie naprawdę szeroki przekrój zawodników.
Raków najlepiej z wszystkich naszych klubów pogodził rywalizację na trzech frontach. Polski klub przed ostatnią kolejką ma szansę wygrać fazę ligową – to zaskoczenie?
- Zaskoczeniem to nie jest, bo zarówno Raków, jak i Jagiellonia od dłuższego czasu prowadzone są przez tych samych trenerów. Tworzenie tych zespołów od dłuższego czasu ukierunkowane jest na wizję konkretnego człowieka, który za to odpowiada. Nie ma tam sztormów, które powodowałyby, że nagle wszystko ulegałoby zmianie. Selekcja w tych klubach również jest robiona bardzo dobrze, do tego otrzaskały się na arenie międzynarodowej, nabrały doświadczenia i dla nikogo taka postawa nie powinna być zaskoczeniem.
Półfinał z Albanią u siebie, potem Szwecja lub Ukraina na wyjeździe. Jak pan ocenia losowanie baraży do mundialu?
- My w Polsce zawsze jesteśmy optymistycznie nastawieni - i dobrze. Trafiliśmy na zespoły, które są w naszym zasięgu, przejście dalej nie powinno być dla nas zbyt trudnym zadaniem. Żaden z tych rywali nie rzuca na kolana. Trzeba jednak być bardzo dobrze przygotowanym i skoncentrowanym. Wielką rolę będzie odgrywało poświęcenie dla zespołu, umiejętność walki o każdą piłkę, determinacja w grze oraz dyscyplina taktyczna. Jeśli będziemy dobrze przygotowani, to nie widzę większych problemów, abyśmy awansowali na mistrzostwa świata.
Widać, że Jan Urban dobrze skonsolidował reprezentację. Przemiana mentalna była widoczna w zasadzie od pierwszego meczu.
- Wygląda to w końcu normalnie, tak jak powinno wyglądać. Zawodnicy przyjeżdżają uśmiechnięci na reprezentację, cieszą się po każdej bramce, sukcesie. Widać, że jest chemia w zespole, zarysowuje się wspólnota celów, a to pomaga w osiąganiu dobrych wyników.
Porozmawiajmy jeszcze o naszej lidze. Od lat rozgrywki naszej ekstraklasy uchodzą za ciekawe, ale takiego ścisku jak w obecnym sezonie nie było od dawna, może nawet nigdy. Lidera od ostatniej drużyny po 18 kolejach dzieli 11 punktów… Wynika to bardziej ze słabości naszej ligi, czy wprost przeciwnie?
- Niekoniecznie musi to świadczyć o słabości. Widać to zresztą na arenie europejskiej, w Lidze Konferencji radzimy sobie dobrze. Pojawia się coraz większa grupa inwestorów w klubach, które są coraz lepiej zorganizowane. Wpadki oczywiście też się zdarzają, niektóre kluby nie dojechały, ale to też jest normalne. Zdecydowanie większa liczna drużyn ma jednak stabilność finansową i na tym można zbudować coś trwałego. Dlatego ta tabela jest taka spłaszczona.
W kraju toczy się dyskusja na temat zapaści Legii. Pana, trenera, zdaniem to jest realne, aby taka drużyna spadła do I ligi?
- To jest sytuacja przedziwna z tego względu, że gdyby spojrzeć, jacy piłkarze są w Legii, ilu tam jest kadrowiczów i to nie tylko polskich, to potencjał jest tam kolosalny. W Legii między palcami rozeszła się szatnia, konsolidacja zespołu, czyli to, co jest najważniejsze. Nie widać tam kompletnie chemii, która pozwoliłaby im się się wspierać wzajemnie na boisku. W grach zespołowych liczy się nie tylko jakość zawodników, ale ta zespołowość, której tam brakuje. Legia w tej chwili jest bardzo wdzięcznym tematem dla każdego trenera, który by ją przejął, bo może być już tylko lepiej. Obstawiam, że wiosną pod wodzą Marka Papszuna będzie szła w górę.
Co pan myśli o całym tym zamieszaniu, które towarzyszyło przenosinom trenera Papszuna z Częstochowy do stolicy?
- Dawniej byłoby to niemożliwe, bo był jasny przepis PZPN mówiący o tym, że jeden trener nie może prowadzić w jednym sezonie dwóch zespołów w tej samej klasie rozgrywkowej. Teraz formalnie tego przepisu nie ma, ale trudno ocenić to z racjonalnego punktu widzenia, bo trener przychodzi z drużyny, która ma szansę zdobyć mistrzostwo Polski, znakomicie zaprezentować się w europejskich pucharach do drużyny, która jest na dole. Oczywiście Marek Papszun ma swoje powody dla których chce odejść z Rakowa, ale w sytuacji ,w jakiej znajduje się z zespołem, na pewno jest żal. Raków ma wszelkie szanse na to, żeby bardzo mocno powalczyć na kilku frontach. Jest to ogólnie ryzykowne dla wszystkich stron.
Myśli pan, że Łukasz Tomczyk może sobie w Rakowie nie poradzić?
- Myślę, że nie ma takich obaw. Dlaczego ma sobie nie poradzić? Mamy w Polsce zdolnych młodych szkoleniowców, to jest kolejny taki przypadek i uważam, że da radę. Faktem jednak jest, że każda zmiana szkoleniowca daje nieco inne spojrzenie na zespól. Na pewno będzie potrzebował trochę czasu, aby wdrożyć swoją wizję. Jeśli będzie ona zbieżna z wizją Papszuna, to pewnie przyjdzie mu to łatwiej. Tam jest wiele znaków zapytania i chyba nikt nie wie, w jakim kierunku się to wszystko rozwinie.
Rozmawiał Mariusz Rajek
Jerzy Engel
ur. 6.10.1952 we WłocławkuSelekcjoner reprezentacji Polski w latach 2000-2002. Wywalczył awans i uczestniczył z reprezentacją podczas mistrzostw świata w Korei i Japonii. Na Cyprze pracował w Apollonie Limassol (1988-90), APOP Pafos (1990-91), NEA Salamina (1991-95, 96), Aris Limassol (1997), APOEL Nikozja (2005-06)
Sukcesy szkoleniowe w klubach:
◾ awans do II ligi z Hutnikiem Warszawa w 1983 roku;◾ wicemistrzostwo Polski z Legią Warszawa w 1986 roku
◾ wicemistrzostwo Cypru z Apollonem Limassol w 1990 roku
◾ mistrzostwo Polski z Polonią Warszawa w 2000 roku (za pracę w rundzie jesiennej, potem odszedł do reprezentacji)
◾ Puchar Cypru w 2006 roku z APOEL Nikozja.
