Liga (nadal) dobrej jakości?
KOMENTARZ „SPORTU” - Mariusz Rajek
Trzy wielkie firmy przekazałaby wówczas I liga ekstraklasie. W zamian otrzymując – nie ma się tu nawet co czarować i oszukiwać – co najwyżej solidne, przeciętne ekipy. A na pewno takie, bez których ekstraklasa sobie poradzi, bo z powodu braku krakowskiej Wisły czy Ruchu ubolewa na pewno. Takie rozstrzygnięcia byłyby zapewne bardzo przyjemne dla zarządzających najwyższą klasą rozgrywkową, trochę gorsze dla tych zawiadujących piętro niżej. Tym bardziej że do exodusu, ale w dół szykują się marketingowo całkiem niezłe Tychy, a poważnie zagrożone są Stal Mielec oraz Górnik Łęczna.
Wiadomo, że ligę napędzają kluby, które w niej aktualnie grają. I liga rozwija się przyjemnie i harmonijnie, ale potrzebuje koni pociągowych, które będą generować zainteresowanie z tygodnia na tydzień, zarówno to medialne, jak i polegające na wypełnieniu stadionów. Wielkie firmy są gwarantem jednego i drugiego.
W ekstraklasie jest jak w piosence Anity Lipnickiej „Wszystko się może zdarzyć”. W I lidze wciąż wiele jeszcze też, ale prawdopodobieństwo, że Wisła nie awansuje, a GKS Tychy się utrzyma, jest tak małe, że nikt rozsądny nie postawiłby na to więcej niż dwa złote dla zabawy. Pytanie należałoby postawić inne: co formalnie wydarzy się jako pierwsze i na ile kolejek przed końcem? Dwie? Trzy? A może nawet cztery? Pierwsze definitywne rozstrzygnięcia jeszcze w kwietniu? „Biorę po 50 zł z konta każdej z drużyn i słucham państwa”.
