Liga jest szalona
Rozmowa z Lukasem Sadilkiem, pomocnikiem Górnika
Lukas Sadilek - najlepszy zimowy transfer Zabrzan. Fot. Pressfocus.pl
Ocena wygranego meczu z Rakowem?
- Bardzo ważne zwycięstwo dla nas, bo w lidze długo na to czekaliśmy. Jasne, niedawno wygraliśmy z Lechem, ale to było w Pucharze Polski, w ekstraklasie byliśmy bez zwycięstwa od meczu z Piastem na początku roku. W tych poprzednich meczach nie mieliśmy wielu okazji bramkowych, natomiast z Rakowem było inaczej. Wiele sytuacji przeciwko naprawdę dobrej drużynie. Trzeba to kontynuować.
Był pan bohaterem spotkania, zdobywając dwa piękne gole. Pierwsza bramka na 1:0 i w końcówce na 3:1 po efektownych uderzeniach.
- Rozmawialiśmy w ciągu tygodnia przed meczem z Rakowem o przechwytywaniu piłek przed polem karnym przeciwników. Byliśmy uczuleni na grę rywala, na to, żeby po takim przechwycie uderzyć znienacka. Wiadomo, to jest taka sytuacja fifty-fifty, albo się uda, albo piłka wyląduje za wysoko. Uderzyłem, trafiłem, wpadło i jestem szczęśliwy. Drugie trafienie to świetne podanie od Maksia [Chłania – przyp. red.]. Uderzyłem i znowu gol oraz wielka radość.
Mecz z Rakowem to najlepsze spotkanie pana w tym sezonie?
- Pewnie tak, bo zdobyłem dwie bramki. Nie pamiętam kiedy strzeliłem tyle goli w jednym spotkaniu, chyba raz w czeskiej lidze. Także wielka radość, ale też musimy to podtrzymać w kolejnych grach.
Sporo pewności dodało panu chyba również zwycięskie trafienie z Lechem w Poznaniu w ćwierćfinale Pucharu Polski?
- Jasne, każde trafienie dodaje ci pewności, bo o to przecież w futbolu chodzi. Jest wielka radość i oby tak dalej.
Czy z Rakowem było o tyle łatwiej, że w środku pola graliście trzema czeskimi pomocnikami - pan, Patrik Hellebrand i Lukas Ambros?
- To rzeczywiście dziwna sytuacja, że spotkaliśmy się wszyscy razem w jednym klubie poza krajem. Nie ma jednak znaczenia, że gramy razem, bo także na ławce rezerwowych mamy naprawdę dobrych i wartościowych graczy. Mamy jakość, a takie mecze jak ten z Rakowem, dodają jeszcze pewności siebie i dają potrzebny spokój, bo widzimy jak tabela wygląda i jak małe są różnice pomiędzy drużynami.
Teraz przed wami wyjazdowy mecz z Widzewem, potem reprezentacyjna przerwa. To dobrze dla was?
- Nie wiem. Trzeba myśleć o każdym kolejnym meczu. Potem będzie chwila na oddech. Na razie trzeba się skupić na meczu w niedzielę, bo ligajest naprawdę szalona. Przecież przed meczem z Rakowem mieliśmy ledwie sześć punktów przewagi nad strefą spadkową! To szalone.
Trener Michal Gasparik podkreśla, że w każdym meczu biega pan najwięcej, bo po 12 kilometrów! Skąd się u pana bierze taka wydolność?
- Nie wiem, to taka moja charakterystyka. Każdy zawodnik w jakiś sposób chce pomóc drużynie, pokazać swoją mocną stronę. Co do mnie, to wspomniane bieganie jest czymś, co mnie charakteryzuje. Staram się pomóc drużynie jak mogę, a jak dokładam do tego gole, to jest moja gra i oby tak było w kolejnych spotkaniach! Najważniejsze to pomagać drużynie.
Rozmawiał Michał Zichlarz
