Liderem może być każdy
W Łodzi nie składają broni w walce o powrót do ekstraklasy.
W ŁKS-ie chcą iść za ciosem i po wygranej w Bytomiu liczą też na komplet punktów w starciu z Chrobrym. Fot. Sebastian Sienkiewicz / Press Focus
ŁKS ŁÓDŹ
Jedenaście drużyn ma jeszcze szanse na awans do ekstraklasy – bezpośrednio albo przez baraże. Na ostatnim premiowanym miejscu „wisi” obecnie ŁKS. Tydzień temu szanse Łodzian były niemal zerowe, ale po wygraniu 3:2 w Bytomiu z Polonią wzrosły do dającej się zmierzyć wielkości.
Zna ich od podszewki
Oczywiście nie wszystko już zależy od tego zespołu i od zdobywanych przezeń punktów. Trzeba pilnie śledzić rezultaty innych drużyn, a na tym polu akcje ŁKS-u wzrosły po remisie Chrobrego ze Stalą Rzeszów. Łodzianie zagrają w sobotę właśnie z Głogowianami, którzy są znacznie wyżej w tabeli, ale mają tylko trzy punkty więcej.
Od połowy listopada ubiegłego roku trenerem ŁKS-u jest Grzegorz Szoka. To 39-letni szkoleniowiec, który pracował ostatnio w Pruszkowie, a wcześniej przez dwa sezony był asystentem pierwszego trenera właśnie w Głogowie. Poznał więc dobrze ten klub, panujące w nim stosunki i metody pracy, chociaż o występujących dzisiaj w drużynie z Głogowa wie niewiele, bo przeciwko Stali w miniony poniedziałek grało już tylko czterech piłkarzy (w wyjściowym składzie dwóch), z którymi pracował.
W Łodzi Szoka zaczął od czterech meczów bez porażki. Kontry Łodzian w Bytomiu i jeszcze w rundzie jesiennej w Łęcznej były skuteczne, ale trudniej przychodzi zdobywanie bramek, gdy trzeba samemu kreować grę, co czeka w sobotę ŁKS.
Podkreślaliśmy już kilka razy, jak różna jest metoda budowania drużyny w obu klubach z Łodzi. Odeszli Michał Mokrzycki i Husein Balić, transfery ŁKS-u są skromne, a żaden z nowych graczy w tym roku nie pokazał się jeszcze na boisku. Maksymilian Pingot był w Bytomiu tylko rezerwowym, a Jacka Pattersona nie było nawet na ławce. Kolejnym nowym piłkarzem w ŁKS-ie jest Maciej Wojciechowski, 18-letni pomocnik, kolejny wychowanek akademii Lecha, grający ostatnio w Pogoni. Ciężar gry i odpowiedzialności za wynik spoczywa więc na doświadczonych zawodnikach. – Mówią, że ŁKS nie ma lidera. To w takim razie liderem może być każdy – twierdzi trener Szoka. Na przykład, jak w Bytomiu, Siergiej Krykun, którego wejście do gry odmieniło drużynę (asysta i gol). Ukrainiec spłaca swój dług łódzkim kibicom, którzy pamiętają, że jego bramka w barażowym meczu z Górnikiem Łęczna, w którym wówczas grał, odebrała ŁKS-owi awans do ekstraklasy wiosną 2021 roku.
Walka o kibica
Takim liderem, który podrywa drużynę w kluczowych momentach, może być też mołdawski stoper Artur Craciun. Co z tego, że w eliminacjach mistrzostw Europy Norwegia strzeliła jego drużynie aż 11 goli, skoro na naszym ligowym poziomie niewielu środkowych obrońców może mu dorównać. Wcześniej, grając w Puszczy, zdobył 12 bramek, w ŁKS dopisał teraz już cztery.
– Okres przygotowawczy został tak zaplanowany, że mieliśmy wrócić z Turcji już dwa tygodnie przed rozgrywkami. Wiedzieliśmy, że w Bytomiu czeka nas mecz na sztucznej trawie i po przyjeździe na takiej właśnie nawierzchni trenowaliśmy. To się opłaciło – mówi jeszcze o meczu w Bytomiu trener Szoka.
Porównanie frekwencji na meczach ŁKS-u i Widzewa jest zawstydzające dla kibiców tego pierwszego klubu, dlatego działacze wzmacniają działania marketingowe. Już od środy trwa akcja propagandowa, odbywają się spotkania kibiców z zawodnikami. Trwa odbudowa wielkiego niegdyś wielosekcyjnego klubu, bo w ekstraklasie są przecież siatkarki, a o awans do najwyższej klasy w swoich dyscyplinach walczą też z dużymi szansami na powodzenie koszykarki i koszykarze. Jak zawsze od 1908 roku najważniejsi są jednak piłkarze i tylko ich skuteczna walka o ekstraklasę może zachęcić kibiców. A poza tym widać już wiosnę i robi się coraz cieplej.
Wojciech Filipiak
