Lider przekopał „Ogródek”

Beniaminek ze Skierniewic nie dał większych szans niepokonanym od 15 kolejek Zielonym i umocnił się na szczycie.

W meczu na szczycie Unia potwierdziła, że jest największą rewelacją sezonu. Fot. FB/Unia Skierniewice

Kto ogląda relacje z trzeciego poziomu rozgrywek jedynie od święta, mógł się przekonać, że można tam znaleźć naprawdę dużo jakości, niezłe tempo i płynne akcje. Sobotnie starcie czołowych drużyn 2. ligi pod względem sportowym z pewnością nie rozczarowało. Jedni i drudzy starali się pokazać z dobrej strony. Na początku nieco lepsze wrażenie sprawiała Warta, strasząc głównie stałymi fragmentami gry, ale to goście otworzyli wynik. Trener Kamil Socha stwierdził na naszych łamach, że o wyniku w tak prestiżowym meczu mogą zadecydować fazy przejściowe, czyli kontry. Trafił w dziesiątkę, bo 35 minucie jego podopieczni przejęli piłkę w środku pola, Mateusz Szmyd kapitalnym podaniem poszukał Kamila Sabiłłę, który w pełnym biegu urwał się obrońcom, przyjął piłkę na klatkę piersiową, ułożył ją na prawej nodze i płaskim strzałem w „długi” róg zdobył 14. bramkę w sezonie. Zieloni byli oszołomieni. Ten gol wyraźnie wybił ich z rytmu.

Po zmianie stron skierniewiczanie starali się kontrolować wydarzenia. Nie dopuszczali miejscowych pod pole karne. W 77 minucie rozpędzony w polu karnym Szmyd, chcąc minąć Kacpra Rycherta, trafił piłką w jego łokieć i sędzia wskazał na „wapno”. Leo Przybylak chciał się dowiedzieć od sztabu, jak rzuty karne wykonuje Mateusz Stępień, ale szkoleniowcy Warty... rozłożyli ręce. Nie mieli wiedzy, bo ta „jedenastka” była pierwszą (!) w sezonie podyktowaną dla skierniewiczan. Jej wykonawca bramkarza posłał lewy róg, a piłkę w prawy, stawiając pieczęć na zasłużonej wygranej. - Żeby wygrać w „Ogródku”, trzeba było się bardzo mocno napracować. Zagraliśmy znakomity mecz, szczególnie w pierwszej połowie - chwalił swoich piłkarzy trener Socha, chyląc też czoło przed rezerwowymi.

Dla Warty była to dopiero trzecia i pierwsza od… 3 sierpnia, a więc od 2. kolejki porażka. Spadkowicz wciąż ma prawo myśleć, aby jego rozbrat z zapleczem ekstraklasy trwał jedynie sezon. - Pojawiła się szansa szybkiego powrotu i chcielibyśmy z niej skorzystać. Zachowujemy przy tym chłodne głowy, bo wiele już w piłce widzieliśmy. Runda wiosenna odzieli chłopców od mężczyzn. Nasza postawa zadecyduje, gdzie będziemy w przyszłym sezonie. W tej lidze dwie-trzy wygrane mogą wywindować drużynę na miejsce dające awans, ale działa to też w drugą stronę. Na razie nie chciałbym składać deklaracji, że interesuje nas tylko awans - powiedział nam po meczu prezes poznańskiego klubu, Artur Meissner.

Sternik Warty chwalił rywali, zwracając jednocześnie uwagę, jak poważną przebudową przeszła Warta. - Widać, że Unia jest poukładana, bardzo dobrze funkcjonuje, ma trenera, który wie co robi. Zgranie drużyny też procentuje. My zaczęliśmy sezon praktycznie nowym zespołem. W pierwszym składzie jest tylko dwóch zawodników, którzy byli z nami w 1. lidze i nie odgrywali czołowej roli - dodał szef klubu z Poznania.

O ile spotkanie było bardzo dobrą reklamą 2. ligi pod względem stricte sportowym, to kibiców oglądających transmisję mógł razić stan obiektu przy Drodze Dębińskiej. Przypominał on bowiem plac budowy, a w oczy - poza pełnymi trybunami - rzucały się kontenery, koparki, taśmy zabezpieczające, rusztowania, namioty, mało ciekawie wyglądające budynki, czy... samochód z agregatem prądotwórczym. - Rozmawiamy z miastem o naszym stadionie (w ekstraklasie oraz w 1. lidze Warta podejmowała rywali w Grodzisku Wielkopolskim - dop. red.), ale to zawsze długo trwa. Przed sezonem zdecydowaliśmy, że pewne sprawy musimy wziąć w swoje ręce. Aby wyglądało to lepiej, będzie musiało pomóc nam miasto – stwierdził prezes Meissner.

W ostatniej tegorocznej kolejce Warta podejmie Chojniczankę, a Unię czeka kolejny mecz na szczycie - w Grudziądzu z Olimpią - To bardzo dobry zespół, nie tyko piłkarsko, ale również siłowo. W pierwszym meczu zagraliśmy źle, przegraliśmy 1:2 i nie wiedzieliśmy, jak zareagować. Rywale stłamsili nas fizycznie, ale drugi raz tego błędu nie popełnimy. Jak zaczęliśmy poznawać tę ligę, to zaczęliśmy wygrywać. Moi zawodnicy już wiedzą, na czym ona polega -dodał trener Socha.

Mariusz Rajek

OCENA MECZU ⭐

◼  Warta Poznań - Unia Skierniewice 0:2 (0:1)

0:1 - Sabiłło, 35 min, 0:2 - Stępień, 77 min (karny)

WARTA: Przybylak - Rychert, Lepczyński (58. Jakubowski), Wojcinowicz, Awdiejew, Stefaniak - Waluś, Niedzielski (65. Dziedzic), Kumoch (65. Steblecki), Zylla (59. Kornobis) - Smoczyński (59. Tonder). Trener Maciej TOKARCZYK.

UNIA: Grocholski - Szmyd (87. Kononow), Kamiński, Stępień, Straus, Turek - Melich (70. Czerwik), Makuch, Ławrynowicz (87. Jaroch), Gąska (70. Kosior) - Sabiłło (61. Toporkiewicz). Trener Kamil SOCHA.

Sędziował Marcin Kochanek (Opole). Widzów 900.

Żółta kartka Melich.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się