Licznik się zatrzymał
Po trzynastu spotkaniach ligowych i trzech pucharowych Tyszanie doznali pierwszej porażki w sezonie.
Gest Michała Trąbki jest jednoznaczny. Stop! Znakomita seria GKS-u Tychy dobiegła końca. Fot. GKS Tychy
Tego się nikt w Tychach nie spodziewał. Mogący się pochwalić znakomitą serią 16 spotkań bez porażki – 13 gier ligowych i 3 mecze pucharowe – Trójkolorowi podejmowali przecież rywali, którzy walczą o utrzymanie, jednak to Lechia Zielona Góra zdobyła w sobotniej potyczce 3 punkty i golem w 2 minucie doliczonego czasu gry sprawiła sensację!
Zespół, który tydzień wcześniej przegrał na swoim boisku 0:6 z Górnikiem Łęczna, na tyskiej murawie od pierwszych minut podjął walkę z faworytem. Dość powiedzieć, że to goście oddali pierwszy celny strzał (w 3 minucie uderzenie Przemysława Bargiela z dystansu obronił Kacper Myszkowski). Także najlepsza sytuacja bramkowa w pierwszej połowie należała do podopiecznych Sebastiana Mordala, bo w 18 minucie Michał Szmigiel stanął oko w oko z bramkarzem gospodarzy, który co prawda wygrał pojedynek, ale jednocześnie nabawił się kontuzji, przez którą w przerwie musiał opuścić posterunek.
Jego zmiennik Tymoteusz Proczek tylko przez 11 minut zachował czyste konto, bo po dalekim wykopie piłki przez golkipera Zielonogórzan Dawid Dębski uciekł tyskim obrońcom, wbiegł w pole karne i po minięciu ostatniej przeszkody z najbliższej odległości skierował piłkę do pustej bramki.
Stracony gol podziałał na miejscowych jak zimny prysznic, a zmiany dokonane w ofensywie ożywiły atak. To wystarczyło, żeby w 76 minucie Tyszanie doprowadzili do wyrównania. Szybka akcja rozegrana po prawej stronie boiska przez zmienników Tymoteusza Rygułę i Piotra Gębalę zakończyła się dośrodkowaniem, które główkując z 7 metrów na gola zamienił Damian Kądzior.
Zachęceni powodzeniem Trójkolorowi nacisnęli jeszcze mocniej próbując sięgnąć po wygraną, ale w 85 minucie po woleju Gębali z 20 metrów piłka trafiła w spojenie, a w 88 minucie mocny strzał Pawła Olkowskiego z dystansu efektownie obronił Jakub Bursztyn.
I gdy się wydawało, że wicelider jest blisko udokumentowania przewagi nad beniaminkiem, wystarczył wykop bramkarza Lechii z 5 metra na połowę rywali, gdzie miejscowym zabrakło koncentracji. Przemysław Mycan jako pierwszy i Dębski jako drugi wygrali walkę o górną piłkę, Szmigiel wbiegł w pole karne i wycofał do Dominika Więcka. 25-letni pomocnik Zielonogórzan, przebywający na murawie niewiele ponad kwadrans, z zimną krwią położył na murawie Olkowskiego i Michała Trąbkę, a następnie lekko, ale bardzo dokładnie strzelił w „długi” róg! W ten sposób licznik niepokonanych w tym sezonie Tyszan został zatrzymany na 16.
Jerzy Dusik
OCENA MECZU⭐ ⭐
◼ GKS Tychy – Lechia Zielona Góra 1:2 (0:0)
0:1 – Dębski, 56 min, 1:1 – Kądzior, 76 min (głową), 1:2 – Więcek, 90+2 min
TYCHY: Myszkowski (46. Proczek) – Łasicki (74. Ryguła), Horvat, Hoyo-Kowalski – Olkowski (90+3. Jankowski), Begala, Trąbka, Chorosiński – Baier (61. Gębala), Plichta (61. Lewandowski), Kądzior. Trener Rene POMS.
LECHIA: Bursztyn – Lizakowski (69. Zientarski), Flis (83. Embalo), Rutkowski, Kurowski, Szmigiel – Dębski, Szczotko, Szpakowski, Bargiel (74. Więcek) – Mycan. Trener Sebastian MORDAL.
Sędziował Mateusz Mastaj (Rzeszów). Widzów 2671.
Żółte kartki: Lewandowski – Flis, Dębski, Zientarski.
