Liberta per me!
KOMENTARZ „SPORTU” – Paweł Czado
Czasami człowiek ma dość. Szanuję innych, ale sam też chce być szanowany!
„Liberta per gli ultras” („Wolność dla ultrasów”) – to hasło wywodzi się z Włoch, ale używane jest przez radykalną część stadionowej publiczności również w Polsce. W założeniu ma wyrażać sprzeciw kibiców wobec stadionowych restrykcji i niesprawiedliwemu traktowaniu. Takie hasło wywieszono również podczas meczu w Tychach.
Tak? Ja też muszę w takim razie wyrazić własne hasło. Chyba zrobię sobie malutki meczowy transparent z hasłem „Liberta per me” i będę woził ze sobą na stadiony. Żeby było jasne: szanuję sposób wyrażania się każdego na meczu piłkarskim, ale… bez przesady, do diabła! Nie widzę powodu, żeby musieć siedzieć i kasłać w czarnym dymie nadlatującym z sąsiedniej trybuny, albo w pierwszych dwudziestu minutach dwa razy musieć znosić przerywanie przez arbitra meczu z powodu zadymienia. W dodatku jakaś sadza zaczęła spadać na pulpity i laptopy.
To, co widzę więc na trybunach w Tychach, nie jest fajne i nie budzi wcale mojego podziwu. Mówiąc wprost: te dymy na trybunach to zjawisko mocno gówniane, do tego wyjątkowo marnej jakości artystycznej. Zawsze zadziwia mnie, że autorzy takich pseudopopisów są nimi zachwyceni. Najczęściej wynika to z faktu, że są zakochani w sobie z wzajemnością.
Traktuj innych, jak sam chciałbyś być traktowany – to hasło przyświeca mi w życiu codziennym. Przymykanie oczu na patologię to godzenie się na to, żeby kibolstwo zawłaszczało futbolnormalnym ludziom, którzy kochają piłkę nożną i chcą ją oglądać, ale nie znoszą, gdy ktoś wchodzi im na głowę.
Na stadionie można wyobrazić sobie lepszą widoczność... Fot. Paweł Czado
